Konteksty

Jeszcze Wisławy Szymborskiej


tomi notatki z miejsca postojuZima. Wpis pierwszy: niech to będzie jakiś – zapewne niedoskonały – sposób istnienia i jakaś równie niedoskonała próba porozumienia. Zdaje się, że przytrafiła się prawdziwa zima, sentymentalna i mityczna, miasto jest zasypane, samochody omijają się ostrożnie, jak objuczone słonie na ścieżce w dżungli. Zamarzła rzeka i kanały, w telewizji śnieży. Narzekania na sześciomiesięczną porę zimopodobną i przeciągającą się do kwietnia jesień pełną błota można odłożyć na później, jeszcze przyjdzie na to czas, czas błota jeszcze nadejdzie. Nadejdzie odwilż, stopią się zaspy, zapasy i pokłady, nadejdzie potop. Teraz jednak jest tak, jak być powinno, jak zapisano w Wielkiej Księdze Życzeń: wróciło światło, które odbija się od śniegu i nawet w nocy jest jasno, świątecznie, tak jakby nagle wróciło dzieciństwo i rozglądało się za nami. Gloria. Co prawda w naszym Tomi nikt nie mówi po łacinie, a wino zamarza w butelkach i jedyna czerwona plama na tym białym obrusie może być plamą krwi, ale wszyscy pięknie w swoich dialektach przeklinają zimę, odśnieżają pojazdy i rozmrażają akumulatory. I chociaż sztywne łącze wiąże mnie z Rzymem, na szczęście wszystkie drogi są zasypane.

Tomasz Różycki, Tomi. Notatki z miejsca postoju



„Sztuka dystansu jest zasadniczą sztuką, jakiej powinien nauczyć się adept aspirujący do bycia poetą. Przy czym dystans ten powinien być wielowymiarowy: ktoś, kto chce pisać, powinien wiedzieć, że to, co chce powiedzieć, najlepiej można wyrazić dopiero po jakimś czasie. Natychmiastowość sprzyja emocjom, a emocje nie żyją w zgodzie z językiem, to trudna relacja, bo nierówna. Emocje zawsze są w niej stroną silniejszą, tak dalece silniejszą, że często miażdżą po prostu język, sprowadzając go do onomatopej, jęków, westchnień, banałów czy przekleństw. Szybki ich zapis, jak chcą niektórzy, sprzyja prawdzie i autentyczności przeżycia. Ale ci sami, kiedy spojrzą na ów zapis po jakimś czasie, wiedzą już, że powinni to powiedzieć inaczej, jeśliby chcieli, żeby oddawały choć w części prawdziwość uczuć, i dopiero z perspektywy czasu wiedzą jak. Sztuka jest bowiem także pracą. Nie od dziś wiadomo, że język potrzebuje dystansu, by znaleźć na emocje odpowiednie słowa”.

Tomasz Różycki
Śmiertelnie zdziwiony, Zeszyty Literackie Nr 121


Dla Słowackiego powstanie greckie było źródłem natchnień poetyckich, powstanie listopadowe, którego był świadkiem, przeraziło go i przygniotło zapewne prozaiczną polityką stronnictw i trudną strategią wodzów. Jeśli tak dobrze rozumiał „powstańcę greckiego” Lambra, dlaczego nie poszedł za Mochnackim? Jeśli zdobył się na patriotyczne pieśni, dlaczego opuścił Warszawę? Myślę, że poza wszelkimi powodami rzeczywistymi, o czym już pisałem, na dnie wszystkich postanowień podróży, tych nieustannych wędrówek po Europie, u kresu niespokojnych nocy w dyliżansach tkwi ta sama wiara, która była wspólna wszystkim niemal wybitniejszym umysłom owego czasu: wiara w ucieczkę od siebie. Jak gdyby w malpostach, które biegły z dawna wytyczonymi szlakami, przez zielone Niemcy, spokojną Szwajcarię i dalej, ku wysokim kolumnom Rzymu, ku zatoce Neapolu, tak podobnej w swojej geologicznej budowie do greckich wybrzeży, podróżni romantyczni nie wieźli wraz z zielonymi kuferkami i w safian oprawnym sztambuchem siebie samych, niepogodzonych z Europą intryg politycznych, gabinetowych matactw, tajnych związków karbonaryjskich i nagłych, gwałtownie uderzających, niby pioruny nadciągającej burzy, rewolucji i powstań, które choć na krótko odświeżały duszne powietrze zawisłe nad kontynentem.

Portret Słowackiego, Paweł Hertz



El male rahamim
(Boże pełen miłosierdzia


jan potocki biografiaBajarze i kuglarze, komedianci, przebierańcy i czarownicy robili na Potockim szczególne wrażenie, ponieważ w jego wizji kultury imitacja i parodia są siłą witalną, która nie sprowadza z drogi ani nie deprawuje, lecz pozwala żyć tekstom, wypowiedziom, występom, przeznaczając im autonomiczne pole. Dowodem tego jest teatr. Niepokaźny ilościowo wkład Potockiego odznacza się wielką finezją. Uprawiane przez niego gatunki to parada, komedia i przysłowia: théâtre de société, dzieła bez autora, które zarazem przeglądają się w innych dziełach i dystansują się od nich, wypowiedzi pozornie ulotne, lecz wyartykułowane na mocy tradycji, która dzięki nim trwa i się wzbogaca.

Zmarnowany czas

Młodość nie jest tak pociągająca, jak się panu może wydaje. Młodość to zmarnowany czas. Zmarnowany na złudzenia. Jakby życie ofiarując nam młodość, zadrwiło z nas, aby tym dotkliwiej nas potem doświadczyć.

Ostatnie rozdanie, Wiesław Myśliwski

Szkoła Reżyserska Schillera

Szkoła Reżyserska Schillera, formalnie będąc czymś w rodzaju szkoły zawodowej, w istocie żadnego zawodu nie uczyła. Rozmaici humaniści, niektórzy wybitni, związani albo nie związani z teatrem, wykładali to, co im przychodziło do głowy. Ściśle zawodowe przedmioty stanowiły margines nauczania. Być może właśnie dlatego (zawodu można było wówczas nauczyć się w każdym teatrze) wielu z nas mogło później opanować dość różne techniki i przetrzymać napór kilku generacji coraz słabiej wykształconych reżyserów, którym chwilka, w jakiej im żyć wypadło, i tej chwilki filozofia estetyczna wydawały się alfą i omegą.

Z pamięci, Erwin Axer

Odwiedza nas 46 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony