Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego nr66 19 03 1830Dnia 17 bm. wystąpił na widok publiczny od dawna przez wszystkie prawie krajowe gazety zapowiedziany młody Chopin w koncercie swojej własnej kompozycji. Lubo podług zaprowadzonego zwyczaju, tak jak za granicą, i u nas publiczne pisma od pewnego czasu zapowiadają wprzódy publiczności wirtuozów lub zdają sprawę po odegraniu koncertu o ich zalecie, częstokroć pokazało się, że pochwały takie były skutkiem albo przyjaźni, albo stronności, albo nawet zarobku; zatem nie wszystkiemu, co jest w piśmie publicznym, wiarę dać należy, jak słusznie powiedział Molière:

D'éloges on regorge, à la tête on les jette.
Et mon valet de chambre est mis dans la gazette.

Lecz inaczej ma się rzecz z Koncertem młodego Chopin: nie godzi się tego tak prawdziwego wiersza do niego stosować, albowiem młody ten Wirtuoz, który uczył się muzyki od jednego profesora tutejszej stolicy, a kompozycji w konserwatorium naszym, zupełnie usprawiedliwił powziętą o sobie opinię i pochwały z góry otrzymane. Licznie zgromadzona publiczność rzęsistymi oklaskami okryła wirtuoza po odegranej pierwszej części Koncertu; a po drugiej, to jest po Adagio i Rondo, z największym, trzykrotnym zapałem, nieomylną oznaką zadowolenia, przyjęła go, przedłużając długo, okrzyki podziwienia. Ile tak świetne przyjęcie przynosi zaszczytu zgromadzonym sędziom z zachęcenia narodowych talentów, tyle jest pewną rękojmią doskonałości tego młodego wirtuoza, albowiem publiczność nasza jest zdolną i godną oceniać i sądzić największe talenta, czego dała dowody wynurzając śmiało swoje zdanie o pani Szymanowskiej, Hummlu i Paganinim, zdanie, które czas usprawiedliwił!!! Talent młodego Chopin w dwojakim względzie powinien być uważanym: jako egzekutora i kompozytora. Jako egzekutor przeszedł nawet Hummla w delikatności uczucia i wytworności smaku; w mechanizmie i równości taktu ile mu nie zrównał, tyle stał się dla innych niezrównanym. Jako kompozytor zajął znakomite miejsce pomiędzy pierwszymi autorami, a jego Adagia i Ronda sam Hummel by się nie zaparł. Jeżeli na koniec zważymy, że ten wirtuoz jest w kwiecie młodości, bo liczy lat 18, że odebrał wychowanie klasyczne, bo świetnie ukończył swe nauki w Liceum Warszawskim, zaszczycony rokrocznymi nagrodami, że skromność jego równa się wielkości jego talentu, bo po pierwszym odegraniu tak był nieśmiałym, że gdy powtórnie wystąpił, zdawało się, iż kto inny występuje - to sprawiedliwie powinszować sobie możemy, że Polska szczycić się kiedyś będzie jednym z największych wykonawców i autorów w Europie.

X. X.

„Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego”, nr 66, 19 marca 1830r.

 

***

 

Wieczór onegdajszy był pocieszającym dla wielbicieli prawdziwej sztuki. P. Chopin, rodak nasz, okazał w kompozycji swojego Koncertu, że ma śmiałość gardzić słabością, zbyt u nas rozpowszechnioną, w naśladowaniu ślepym mistrzów, którzy przez modę i za pomocą ludzi tak zwanego dobrego gustu i dobrej metody zuchwale na tron muzyki europejskiej się wdarli, którzy całą swoją świetność szczytnym Bachom, Haendlowi, Gluckowi, Mozartowi, Haydnom, Cherubiniemu, Beethovenowi i im podobnym są winni! P. Chopin, zapatrując się na genialny pochód tych swoich poprzedników, lubo młodzieniec jeszcze, z męską siłą utorował sobie drogę własną do świątyni Euterpy, która tym tylko wieniec nieśmiertelności podaje, którzy nie cudzym szlakiem, lecz przez siebie wynalezionym śmieli się przybliżyć.

Harmonia jest duszą koncertu p. Chopin. Każde solo z niej się wybija, wspólnie z nią płynie i w niej się gubi. Melodie same z siebie już tak piękne, miłe, jeszcze się piękniej słuchaczowi przedstawiają, że są oparte na proporcjonalnej podstawie harmonii. Błąd rozwlekłości, właściwy poczynającym kompozytorom, nigdzie się uczuć nie dał; każde tutti jak podług miary ulane, i w tak nieznacznym i koniecznym połączeniu ze solem, że słuchacz używający sądzi, iż koncercista wtedy dopiero grać przestał, gdy już i orkiestry nie słychać. Prawdziwie! Sposób pisania koncertu najbardziej sztuce odpowiadający, a razem najpewniejszy do zajęcia serca równie współczesnych, jak i potomnych.

Wykonanie było zupełnie odpowiednie duchowi kompozycji. Przy zwyciężeniu najtrudniejszego mechanizmu, przy najświetniejszych pasażach, przy śpiewie najzrozumialszych i najtkliwszych melodii, fortepianista nie chciał nigdzie błyszczeć na koszt całości wrażenia; skromność jego kryła się zawsze, podług potrzeby, za większą lub mniejszą glorią harmonii. Zdaje się, że gra jego mówiła do widzów: to nie ja, to muzyka! Zajmować tylko sobą, bez względu na szlachetność i na wyższą dążność sztuki, jest cechą właściwą szarlatanom. Kto przy wykonaniu jakiego dzieła sztuki ma na celu, aby czytelnik, widz lub słuchacz o nim, nie o samym dziele myślał, nie może nigdy pochwały znawców pozyskać; ci bowiem, pomimo całej jego mechanicznej zręczności, z łatwością dostrzegą, że samolubność, ale nie miłość czysta, bezinteresowna ku swojej muzie jest niecnym źródłem jego produkcji.

Charakter stylu pana Chopin w kompozycji i grze jest miękki, delikatny. Weselsze nawet motywy jego przybierają barwę omal że nie powiem melancholii, w którą siłą swojego talentu słuchaczów za sobą ciągnie. Byłoby to niepotrzebną rzeczą doradzać panu Chopin, żeby z tej drogi nie zbaczał; kto już podobnie jemu pisze, najlepszego przewodnika ma we własnym czuciu.

Miło jest także Polakowi przy rozważaniu tak pięknego talentu, może geniuszu, wspomnieć, że tak w kompozycji, jak wykonaniu po wielkiej części duch narodowości się przebijał. Skutkiem podobnej gry było bardzo naturalne, powszechne zachwycenie, a na niektórych twarzach zadziwienie, pochodzące zapewne z uczucia: że można bez tych monotonnie powtarzanych, a na jedną formę ulanych melodii, bez tych nerwy wstrząsających raptownych uderzeń orkiestry i bez tych wrzaskliwych zakończeń pewnej muzyki dzisiejszej - słuchacza w zdumienie wprawić.

Szanowny Elsner, dawszy już tyle dowodów swojej pracowitości, znajomości sztuki i umiejętności w kształceniu dobrych kompozytorów, w nagrodę tyloletnich prac swoich mógł sobie przynajmniej tego wieczora powiedzieć: to także mój uczeń.

„Dziennik Powszechny”, nr 77, 19 marca 1830r.

 

***

 

Kurjer Polski nr 105 20 03.1830Po długim oczekiwaniu dał się słyszeć p. Chopin w publicznym koncercie na fortepianie dnia onegdajszego. Licznie zgromadzona publiczność powitała rzęsistymi oklaskami młodego artystę. Odgłos powszechny prawie od lat niemowlęcych poprzedzał go i zapowiadał w nim talent rzadko na horyzoncie ukazujący się. Odgłos ten nie powiększył w niczym jego zalet, nie zawiódł wyobrażeń, jakie sobie niejeden o grze tego artysty kreślił. Chociaż zawsze przewyższał innych, którzy w wieku młodocianym grą swoją publicznie w koncertach dawali się słyszeć, nie poszedł ich śladem, ale czas cały poświęcał zupełnemu wykończeniu gry, poznaniu tajemnic harmonii i kunsztu. Czekał chwili dojrzenia czucia, fantazji i zupełnego rozwinięcia sztuki, ażeby za publicznym wystąpieniem zaraz otrzymać niepowszednie miejsce w rzędzie mistrzów i kompozytorów tego instrumentu. Wiedeń, jedna z pierwszych stolic sztuk pięknych, siedlisko od dawna wsławionych artystów muzycznych, dwukrotnie z uniesieniem słuchał Chopina; pisma publiczne wiedeńskie oceniły chlubnie talent i oddały liczne pochwały grze i kompozycji jego. Nie posądzi nas nikt o stronność i chełpliwość narodową, jeśli Chopina zamieścimy w szczupłym gronie pierwszych fortepianistów; zostawmy obcym, niech wyrzekną, o ile ich naprzód wybieży. Na onegdajszym koncercie grał utwory swojej kompozycji. Trudno jest wyrzec, co w nim przeważa: czy talent kompozycji, czy mistrzowska egzekucja. Obok oryginalności piękny śpiew, świetne i śmiałe pasaże do natury instrumentu zastosowane, w żywy koloryt czucia i ognia przystrojone, wreszcie trafne tego wszystkiego w jedną całość połączenie - stanowią główną cechę jego kompozycji. Egzekucja pełna czucia i ekspresji, pokonywająca ze zręcznością największe trudności, że nie daje ich poznać słuchaczowi, w połączeniu z piękną kompozycją musiała swą grą zająć obecnych. Wszyscy byli zachwyceni, szczególniej po odegraniu Ronda od Koncertu i Potpourri ze śpiewów narodowych, w których niejeden ze słuchaczów, przy pięknym ich osnowaniu, pochwytywał nutę rodzinnego sioła szczęśliwie powtarzaną. Każde miejsce dla rzeczywistego talentu jest przyjazne. Lubo Warszawa nie liczy się do miast, które sztuki piękne upodobały sobie, całe swoje ukształcenie estetyczne pod względem muzycznym Chopin w kraju odebrał, miejscowym przewodnikom i mistrzom winien swoje początki i rozwinięcie. Z daleka od krajów sztukami słynnych, umiał przyjmować i chwytać to, co muzykę zbogaciło, co artystę ozdabia, i z tego własną grę, własną kompozycję wywieść i niezawisły bieg jej i postać nadać. Ziemia, która mu życie dała swoim śpiewem, działała na usposobienie muzyczne i przebija się niekiedy w utworach tego artysty: niejeden dźwięk jego tonów wydaje się jakby odbicie szczęśliwe rodowitej naszej harmonii. Mazur prosty pod jego ręką poddaje się chętnie zmianom i modulacjom, zachowując właściwy wyraz i akcent. Żeby do wytwornej gry i genialnej kompozycji łączyć tak piękną prostotę rodzinnego pienia, jak ją sobie Chopin przyswoił, trzeba mieć odpowiednie czucie, poznać echa naszych pól i lasów, słyszeć piosenkę wieśniaka polskiego. W młodzieńczym wieku rzuca on kraj swój; chwila tego rozdziału, obudziwszy tęsknotę, niemało wpłynie na tchnienie jego muzyczne i nada nowy koloryt grze i kompozycji. Nim jednak za powrotem swoim w miłym strun uderzeniu opowie nam, jakich uczuć serce jego doznawało, co o nas sobie marzyło, świetne przyjęcie, jakiego doznał od publiczności naszej, dozwala nam się spodziewać, że bez pożegnania powtórnego Warszawy nie opuści.

A.

„Kurier Polski” nr 105, 20 marca 1830r.

 

Ferdynand Hoesick, Chopin: życie i twórczość. Tom 1, Warszawa: 1810-1831