Share

CZESŁAW MIŁOSZ
W YALE
I. Rozmowa

Siedzieliśmy pijąc wódkę, Brodski, Venclova
Ze swoją piękną Szwedką, ja, Richard,
Kolo Art Gallery, pod koniec stulecia,
Które obudziło się jak z ciężkiego snu
I spytało w zdumieniu: „Co to było?
Jak mogliśmy? Chyba układ gwiazd,
Plamy na słońcu?
                         - Bo Historia
Przestaje być zrozumiała. Ród nasz
Nie podlega żadnemu rozumnemu prawu,
Granice jego natury nieznane.
Nie jest tym samym co ja, ty, człowiek.

- Powraca tedy ludzkość do ulubionych zajęć
Na wielkiej przerwie. Smak i dotyk
Drogie jej są. Książki kucharskie,
Przepisy na seks doskonały, zasady
Obniżające cholesterol, metody
Szybkiego odchudzania się - to jej potrzebne.
Jest jednym (z kolorowych magazynów) ciałem,
Które co ranka biega wzdłuż alei parków,
Dotyka siebie w lustrze, sprawdza wagę,
Et ca bande et ca mouille, by rzec krótko.
Czy to my? Czy to o nas? Tak i nie.

- Bo, nawiedzeni snami dyktatorów,
Czyż nie wznosimy się nad nich, lekkomyślnych,
Rozmyślając o karze, która jest należna
Wszystkim zanadto kochającym życie?

- Nie tak już lekkomyślni, adorują
W swoich nowych świątyniach i śmiertelność
Pokonywana rzemiosłem artystów
Jest tym, co ich pociesza w salach muzeów.

- Nastąpił znowu czas uwielbienia sztuki.
Imion bogów zapomniano, zamiast nich mistrzowie
Unoszą się w obłokach, Święty Van Gogh, Matisse,
Goya, Cézanne, Hieronymus Bosch,
Razem z plejadą mniejszych, kręgiem akolitów.
I co by powiedzieli zstępując na ziemię
Wzywani w fotografiach, gazetach, TV?
Gdzie noc, która gęstniała w samotnej pracowni
I uchodźców ze świata chroniła, zmieniała?

- Wszelka forma - powiada Baudelaire -
Nawet ta, którą stworzy człowiek,
Jest nieśmiertelna. Był raz artysta
Wierny i pracowity. Jego pracownia
Ze wszystkim co namalował, spaliła się,
On sam został rozstrzelany. Nikt o nim nie wie.
Ale obrazy jego trwają. Po drugiej stronie ognia.

- Kiedy myślimy o tym, co spełnia się
Za naszym pośrednictwem, trochę nam nieswojo.
Forma zamknięta, jest, choć jej nie było
I odtąd nic nam do niej, inni, pokolenia
Wybiorą z niej co zechcą, przyjmą albo zniszczą
I zamiast nas prawdziwych postawią imiona.

- A gdyby cała wewnętrzna brudnawość
I wariactwo i wstyd, dużo wstydu,
Nie były zapomniane, czy byśmy woleli?
Chcą w nas odnaleźć ulepszonych siebie:
Zamiast wad śmiesznych, monumentalne.
I wyjawione mniej przykre sekrety.

Czesław Miłosz
Zeszyty Literackie Nr 28

Share

Czesław Miłosz
MOCE

Słabej wiary, jednak wierzę w potęgi i moce
Których pełen każdy centymetr powietrza.
Oglądają nas - czy możliwe, żeby nikt nas nie oglądał?
Pomyślcie: kosmiczne widowisko i absolutnie nikogo?
Jest dowód, moja świadomość. Oddziela się ode mnie,
Szybuje nade mną, nad innymi ludźmi, nad ziemią,
Najoczywiściej mocom tym pokrewna,
Zdolna tak jak one oglądać, w oderwaniu.
Czy pomagają nam, szkodzą, na jakich warunkach,
Czy wolno im tylko patrzeć, któż to wie.
Śmieją się i czują litość. Przez to jakby ludzkie,
Ale też nadludzkie, bo dzień ani rok,
Ani wiek ich nie zamknie. Przedszkola, szkolne boiska,
Ich ulubiona domena. Chłopcy, dziewczynki, w biegu,
W podrzucaniu piłki, z zarysem tego czym będą,
W twarzach, w geście. Obwieszone klejnotami,
Malowane jaskrawo, senne, z kółkiem dymu przy ustach,
Albo te w białych fartuchach, w maskach z gazy,
Albo białopierśne karmiące. I oni, z chwałą kogutów,
Na obradach, brzuchaci gracze o władzę, na turniejach
Pijackich, mętnoocy. Łóżka, kołdry, jego i jej
Niezrozumiałe, na dobry ład, pośpiechy.
Uczłowieczone koty. Serdeczne pieski. Żabki.
Najzieleńsze żabusie. Puchatki. Króliczki.
Język ich zawsze ten sam, podległy baśni.
I co do nich potęgom? Jak mogą duchy czyste
Pojąć od środka cierpkość, zapach, dotykanie
Szorstkich włosów, na przykład tycjanowego koloru?
Załóżmy jednak że mogą. Ale co dla nich ciemne,
To cmentarze. Pochylone ku morzu,
Które błękitnieje zza drzew, albo ku wschodowi słońca,
Albo płaskie, za szarą rzeką. Jaka doskonałość
Nieodwołalnego. Jaka zupełna inność
Obraźliwa dla istot z pola świadomości,
I przez to ponętna, tak elementarna,
Że pozostaje tylko zapytywać: „Czemu?”
I moce płyną, wirują nad kamieniami nagrobków,
„Kto kazał im umierać, komu to potrzebne?”
Wołają, rozpamiętując w nieustannym zdziwieniu.
Ponieważ myśl ich, jasna, dąży do harmonii,
Zna kształty idealne, ceni ład,
W którym to, co istnieje powinno trwać wiecznie.

Czesław Miłosz

Zeszyty Literackie Nr 18, wiosna 1987r.

Share

Zapytałeś mnie jaka korzyść z Ewangelii czytanej po grecku.
Odpowiem, że przystoi abyśmy prowadzili
Palcem wzdłuż liter trwalszych niż kute w kamieniu,
Jak też abyśmy, z wolna wymawiając głoski,
Poznawali prawdziwe dostojeństwo mowy.
Przymuszonym uwagą, nie dalszy niż wczoraj
Wyda się tamten świat, choć twarze cezarów
Inne dziś na monetach. Ciągle trwa ten eon,
Lęk i pragnienie te same, oliwa i wino
I chleb znaczą to samo. Również chwiejność rzeczy
Chciwej jak niegdyś cudów. Nawet obyczaje,
Uczty weselne, leki, płacze po umarłych
Różnią się tylko pozornie.
I tak na każdej stronie wytrwały czytelnik
Dwadzieścia wieków widzi jako dni dwadzieścia
Kres mającego raz kiedyś eonu.

Czesław Miłosz

Share


CZESŁAW MIŁOSZ
(30.06.1911-14.08.2004)

Share


Żyjemy w stanie codziennej hipnozy. Taka jest natura ludzka. Zamiast dostrzegać rzeczywistość, która jest piękna, ale i groźna, narzucamy na nią banalne nalepki. Rolą sztuki jest odsłonięcie tej rzeczywistości, choćby na chwilę.
Język to szczególna tajemnica, skoro wszystko u ludzi płynie językiem. Słowami układamy tę sieć, umawiamy się na grupową hipnozę. Język jest jak dekoracje w teatrze, za którymi szykuje się przedstawienie. A dobra poezja ściąga maski, zrywa kurtynę, jest instrumentem olśnienia, buntuje przed banałem i ujawnia kłamstwo. Sięga tam, gdzie żaden dowód logiczny się nie przebije. Jest w niej coś z magicznych inkantacji i starożytnych pieśni. Ojciec uważał, że coś przez niego przemawia, a on to tylko szlifuje. Dobrze, żeby młodzi czytali właśnie taką poezję.

Anthony Miłosz
Całość tekstu >>>

Wicher zimą niósł kurz i ulewę

Więc spośród tych niewielu ci, co przyszli i zakosztowali, jaką słodycz i szczęście daje to dobro, i dostatecznie się napatrzyli szaleństwu szerokich kół, i zobaczyli, że po prostu nikt nie prowadzi w państwach jakiejś polityki zdrowej i że nie ma się z kim sprzymierzyć, żeby pójść sprawiedliwości na pomoc i nie zginąć, tylko jakby człowiek wpadł pomiędzy dzikie zwierzęta i ani razem z nimi ludzkiej krzywdy płodzić nie chce, ani się sam jeden w walce przeciw powszechnemu zdziwieniu ostać nie potrafi, zanim by się na co mógł przydać państwu i przyjaciołom, a ginąc przed czasem zejdzie bez pożytku dla siebie i dla drugich; więc jak sobie człowiek to wszystko razem zrachuje, to cicho siedzi i to tylko robi, co do niego należy; zupełnie tak jakby wicher zimą niósł kurz i ulewę, a on by gdzieś pod murkiem przystanął i widział pełno nieprawości w innych, a sam byłby zadowolony, jeżeli jakoś zachowa ręce czyste, wolne od śladów ludzkiej krzywdy i od obrazy boskiej, i tak to życie tutaj spędzi, a kiedy przyjdzie odejść, to odejdzie nie bez nadziei pełnej uroku; łagodnie i przy dobrej myśli.

Platon, Państwo

Euklides

Nie Boga odrzucam, zrozum, ale świata, który stworzył, świata Bożego nie akceptuję i nie zgodzę się akceptować. Zastrzegam: jestem pewien jak niewinne dziecko, że rany zagoją się i zabliźnią, że cała ta haniebna komedia ludzkich sprzeczności pryśnie jak żałosny miraż, jak plugawiutki wymysł słabego i małego jak atom Euklidesowego umysłu ludzkiego, że wreszcie w finale wszystkiego, w wiekuistej harmonii, zdarzy się i objawi coś tak drogocennego, że starczy dla wszystkich serc na ukojenie wszelkiego gniewu, na odkupienie wszelkiej ludzkiej zbrodni, wszelkiej ludzkiej krwi przelanej przez ludzi, starczy nie tylko na przebaczenie, ale na rozgrzeszenie wszystkiego, co się działo z ludźmi – dobrze, tak będzie, tak się wszystko stanie […]

Fiodor Dostojewski, Bracia Karamazow

Do zajazdu przybyli...

01099755
Dzisiaj
Wczoraj
W tym tygodniu
W ubiegłym tygodniu
W tym miesiącu
W ubiegłym miesiącu
Wszystkie wizyty
705
887
7621
1086742
23583
32978
1099755

Your IP: 35.168.111.191
2020-01-20 23:52

Odwiedza nas 103 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony