Konteksty

(...)

Coś jeszcze się wydarzy, tylko gdzie i co.
Ktoś wyjdzie im naprzeciw, tylko kiedy, kto,
w ilu postaciach i w jakich zamiarach.
Jeśli będzie miał wybór,
może nie zechce być wrogiem
i pozostawi ich przy jakimś życiu.

Wislawa Szyborska, Jacyś ludzie



Dziennik 1959-1969; Witold GombrowiczJeżeli to nasze odczuwanie nie wydostało się jeszcze z nas z dostateczną siłą, to ponieważ jesteśmy niewolnikami odziedziczonego języka; lecz coraz silniej przez szczeliny formy przenika ono na powierzchnię. Co narodzi się, co mogłoby narodzić się w Polsce i w duszach ludzi zrujnowanych i zbrutalizowanych, gdy pewnego dnia zniknie i ten nowy porządek, który zdławił stary, i nastąpi Nic? Oto obraz: dostojna budowla tysiącletniej cywilizacji runęła, cicho i pusto, a na gruzach - rój szarych i drobnych istot ludzkich, które nie mogą jeszcze otrząsnąć się ze zdumienia.

Ars Skellig, Svalbod

Przedmioty, sytuacje, „fakty”, „sprawy” w swoim wymiarze codziennym, w tym swoim pospolitym znaczeniu, jakie powszechnie im się nadaje, nie mają w sobie nic tajemniczego, a nawet są przeciwieństwem tajemnicy: tworzą świat bezpieczny, chroniący przed wszelkimi niespodziankami i wszelką dwuznacznością.



Charles Bukowski
niektórzy ludzie

niektórzy ludzie nigdy nie tracą rozumu.
ja, niekiedy Mogę tak leżeć na ziemi za kanapą
przez 3 albo 4 dni.
może mnie tam znajdą.
to Cherubin, powiedzą, i
wleją mi wina do gardła
natrą pierś
pokropią mnie oliwą.

a wtedy, ja powstanę z rykiem,
wzniośle, wściekle –
wyklnę ich i wszechświat
wykurzę tę pierzchającą przez trawnik
zgraję.
teraz czuję się znacznie lepiej,
siadam do moich tostów i jajek,
nucę jakąś nutkę
i jestem całkiem uroczy jak
różowy
obżarty wieloryb.

niektórzy ludzie nigdy nie tracą rozumu.
jakże prawdziwie okropne życie
muszą prowadzić.

 

 

Wszystko jedno, czy przelatuje się nad Nową Funlandią, czy wieczorem nad sięgającym od Bostonu po Filadelfię skupiskiem świateł, nad mieniącymi się perłowo pustyniami Arabii, nad obszarem Ruhry czy nad aglomeracją Frankfurtu, zawsze jest tak, jakby ludzie nie istnieli, jakby istniało tylko to, co stworzyli i w czym się chowają. Widać ich mieszkania i drogi, które je łączą, widać dym wznoszący się z ich domów i zakładów produkcyjnych, widać pojazdy, w których siedzą, ale samych ludzi nie widać. A przecież obecni są wszędzie na obliczu ziemi, cały czas się rozprzestrzeniają, roją się w podniebnych ulach i coraz bardziej uplątani są w sieciowe systemy, stopniem komplikacji daleko przekraczające wyobraźnię każdego z nich, czy to jak dawniej, w południowoafrykańskich kopalniach diamentów, pomiędzy tysiącznymi kolejkami linowymi i wyciągami, czy jak dziś w biurach giełd i agentur pośród nieustannie opływającego glob strumienia informacji. Gdy obserwujemy się z takiej wysokości, strach bierze, jak mało wiemy o samych sobie, o naszym celu i o naszym końcu, myślałem, kiedy linia wybrzeża pozostała w tyle za nami, a samolot leciał nad morzem koloru serwatki.

W.G. Sebald, Pierścienie Saturna



(…) Upał tego dnia byt nie do wytrzymania. Niebo wisiało białawą, rozpaloną blachą, i słońce lało takim warem, że konie ledwie się już wlokły, a rozprażona cisza pól ogarniała niezmożoną sennością. Cały świat omdlewał w słonecznej pożodze. Kłosy zbóż ciężko zwisały nad drogami; samotne drzewa, opłynięte białawym, rozedrganym skwarem, stały podobne do płomienistych wybuchów; nawet cienie leżały pokurczone, niby liście powiędło z żaru. Rozżarzone, migotliwe światło wyżerało oczy, kurz zapierał piersi, oddychało się duszącą spiekotą, parzyła ziemia, parzyło powietrze, parzyło wszystko. Drogi leżały puste i wyschnięte, na polach nie ujrzał ani żywej duszy: lipcowe popołudnie spędziło wszystkich pod strzechy.  
Zamilkły ptaki, nawet skowronki nie dzwoniły, a tylko czasem przeleciała nisko nad ziemią wrona z rozziajanym dziobem, gdzieś w żytnich puszczach zawołała przepiórka, lub furknęły młode kuropatwy. (…)

Z ziemi chełmskiej. Wrażenia i notatki, Władysław Stanisław Reymont

Znalezione w: „100/XX Antologia polskiego reportażu XX wieku” pod redakcją Mariusza Szczygła

Modlitwa

Wierzę w ciebie, drogi Święty, bo jesteś blisko ludzkich pragnień i cierpień. Będę cię odwiedzał co roku, jeśli łaskawy los pozwoli mi się znaleźć w pobliżu Padwy. Nie proszę cię o nic, ale nie kieruje mną duma, tylko zrozumienie i zgoda na los. Wierzę jednak, że możesz pomóc, i wierzę, że wszystkie te pragnienia, bóle, nadzieje i rozczarowania, z którymi wierni błagalnie zwracają się ku tobie, zespalają się w potężną, ponadludzką moc.
Czuję ją w pobliżu twego grobu i dlatego zawsze stoję tu ze ściśniętym gardłem. Nie proszę cię o pomoc, drogi Święty, ponieważ wiem, że jestem odpowiedzialny za wszystko, co się stało i stanie: jestem winny i jestem ofiarą, inaczej być nie może. Ale uczucia ludzi, którzy zwracają się do ciebie o każdej porze dnia i w każdym miejscu na świecie, by ucieleśnić się tu w postaci łzy, listu czy fotografii, wszelkie cierpienia, na jakie nie ma ziemskiego wytłumaczenia, cała nadzieja i tajemnicze, niezrozumiałe pragnienia, wszystko to wzdycha, szepcze i płacze przy twoim grobie. I gdyby te westchnienia, które się ku tobie kierują, złączyły się w jedno, zerwałaby się tu taka wichura, tu, w tym mrocznym kościele, jak nad Saharą, kiedy podnosi się burza piaskowa. Drogi Święty, który trzymasz Dzieciątko na ręku, pomagaj ludziom. Sekret pomocy jest twoim sekretem. Bo widzisz, że nad ludzkim światem znów krąży Anioł Przeznaczenia. Pomóż, drogi Święty, zauszniku ludzkich pragnień, namiętności i nędzy, pomóż, ty najbardziej ludzki spośród świętych, który z gotowością pochylasz się nad upokorzeniem i hańbą, bo wiesz, jacy są ludzie, i wiesz, jak nędzny i zarazem wzniosły jest nasz los. Pomóż, drogi Święty, by Hans, Jean i George wrócili do domu z wojny, pomóż, by kobiety były silne i miały dzielne i uczciwe serca, i żeby dzieci nie dusił ani koklusz, ani gaz musztardowy. Teraz musisz szczególnie dużo pomagać, drogi Święty, bo grozi nam straszliwe osierocenie. Żarliwe modlitwy cierpiących i ubogich mogłyby teraz zapalić przed Tobą świecę tak ogromną jak Mont Blanc czy Gaurizankar, i w blasku tej świecy, która oświetla pogrążony w ciemności świat, nie ujrzałbyś nic innego, tylko pobladłe i załzawione albo wykrzywione śmiertelnym grymasem, nieme twarze. Więc teraz pomóż.
Magyar Nők Lapja, 20 I 1940
SÁNDOR MÁRAI, Il Santo (fragment)
Zeszyty Literackie Nr 110

Bliższy obraz życia

Czytając Kierkegaarda, egzystencjalistów, teraz Schaffa, uderzony jestem jedną myślą, której jakoś ani rusz nie mogę sformułować. Zwłaszcza w filozofii marksistów to tak uderza; chyba najlepiej jest powiedzieć: uderza rozziew pomiędzy światem pomyślanym (czy myślanym) a światem żytym. Te dwa światy nie nakładają się na siebie – i dlatego w każdej filozofii mamy fałszywy obraz świata. To chyba będzie najbliższe tego, co myślę, a raczej tego, co odczuwam, chociaż bardzo jeszcze nieskładnie i nawet w przybliżeniu nieoddające mojego „wrażenia”. Zresztą Schaff to widzi: dla niego człowiek realny a człowiek pomyślany (określany bardzo subtelnie tysiącem definicji) nigdy nie schodzą się razem, nie tworzą jedności. Czy to jest zasadniczy błąd, zasadnicza niemożność myślenia ludzkiego? Może dlatego literatura daje bliższy obraz życia niż filozofia.

08.02.1966
Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki, T. III

Odwiedza nas 113 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony