Określić ogólnie coś, co dałoby się nazwać "duchem filozoficznym stulecia", jest zadaniem ponad siły piszącego niniejsze. Rozważamy epokę, w której mnóstwo sprzecznych tendencji rozwija się jednocześnie, a w równym stopniu może uchodzić za charakterystyczne; obserwujemy od początku stulecia rosnącą siłę kontrreformacji katolickiej, a zarazem rosnące niedowiarstwo, ateizm, bezbożnictwo obyczajowe i światopoglądowe; obserwujemy współistnienie krytycznego racjonalizmu i panteistycznej mistyki; współistnienie całościowych interpretacji świata i radykalnego indywidualizmu; subiektywizmu epistemologicznego i teorii, w których samo pojęcie podmiotu nie daje się skonstruować; współistnienie wiary w absolutną przypadkowość historii i w równie absolutny determinizm; widzimy ateistów-libertynów, którzy patrzą na naukę z uśmiechem politowania, i autora “Teodycei”, który jest entuzjastą i współtwórcą wielkich zdobyczy naukowych stulecia; widzimy materializm powołujący się na cytaty z Biblii i widzimy próby konstruowania dowodów istnienia Boga przy pomocy metod matematycznych; widzimy kościół, który prześladuje fanatycznych katolików i toleruje niemal jawnych materialistów; do rdzennej substancji stulecia należą utopiści-marzyciele, makiaweliści polityczni i obrońcy teokracji.

 

Nie mamy żadnego schematu, który by pozwolił ułożyć z tych wątków skłóconych całość koherentną i przejrzystą, jakkolwiek w późniejszych swych wynikach historycznych zlewają się one niekiedy we wspólny nurt Oświecenia. Jeśli jednak rzeczywistość jest paradoksalna, każda jej prezentacja staje się paradoksalna również. Istotna dla rozważanej epoki jest okoliczność, że cechujące jej sytuację umysłowe antynomie są, być może, nie tylko wynikiem naturalnego pluralizmu idei, właściwego niemal wszystkim czasom, ale płyną również z rodzącej się świadomości antynomii tkwiących w samej naturze rzeczy.

Leszek Kołakowski, Światopogląd XVII stulecia