Chopin t1 Ferdynand HoesickW dzienniku panny Aleksandry Tańskiej, siostry autorki Pamiątki po dobrej matce, znajduje się na jednej z pierwszych kartek, zapisanych w roku 1818, między innymi następująca wiadomość: „Pani Grabowska zaprosiła mnie na wieczór. Było dosyć osób [...] w przeciągu wieczora grał na fortepianie młody Chopin, dziecię w 8 roku, obiecujące, jak twierdzą znawcy, zastąpić Mozarta". To zestawienie nazwiska Chopina z Mozartem stawało się w tych czasach coraz częstsze, a sława małego fortepianisty, którego zadziwiająca gra z dniem każdym zyskiwała na doskonałości, zataczała coraz szersze kręgi, rozchodziła się po całym mieście. Gdy nadszedł rok 1818, nazwisko małego „Szopenka" było już znane w całej Warszawie, nie tylko w kołach zbliżonych do domu Mikołaja Chopina, wśród jego przyjaciół i znajomych, ale i wśród warstw towarzyskich, które nadawały ton w całym kraju, w sferach literackich i pomiędzy arystokracją. Ci, co jeszcze nie mieli sposobności usłyszeć małego wirtuoza, niezmiernie byli tego ciekawi, ci bowiem, co go słyszeli, opowiadali cuda o jego grze, niczym nie ustępującej grze najznakomitszych fortepianistów, o jego zdolności improwizowania na fortepianie. Co zaś w nim podziwiano najbardziej, to talent kompozytorski, pozwalający mu komponować rzeczy wcale nie gorsze od tych, jakie współcześnie wychodziły spod pióra różnych miejscowych muzyków. Tym sposobem rosło grono wielbicieli młodego artysty, do czego także w niemałym stopniu przyczyniały się stosunki z rodziną Skarbków - aż wreszcie doszło do tego, że jedną z jego kompozycji, mianowicie Poloneza dedykowanego hrabiance Wiktorii Skarbkównie, uznano za właściwe „rozpowszechnić sztychem".

Polonez ten, wydany jeszcze pod koniec roku 1817, tak dalece zwrócił na siebie uwagę wśród miejscowej inteligencji, że już w styczniowym zeszycie poważnego „Pamiętnika Warszawskiego'' ukazała się w dziale wiadomości literackich pod rubryką „Spis dzieł polskich w roku 1817 wydanych" życzliwie skreślona „wzmianka o Fryderyku Chopin, rodem z Warszawy, mającym lat 8, a muzyczne już rzeczy komponującym". Wzmianka ta, bezimienna, pomieszczona na stronie 129, brzmiała jak następuje:

Lubo kompozytorów muzyki nie liczymy do pisarzy literackich (niemniej jednak są i ci autorami), przemilczeć jednakże przed publicznością nie możemy kompozycji następującej, przez przyjacielskie ręce sztychem rozpowszechnionej: Polonaise pour pianoforte, dediee a son Excellence M-me la Comtesse Victoire Skarbek par Friderik Chopin age de 8 ans. Kompozytor tego tańca polskiego, młodzieniec ośm lat skończonych mający, jest synem Mikołaja Chopin, profesora języka i literatury francuskiej w Liceum Warszawskim, prawdziwy geniusz muzyczny. Nie tylko bowiem z łatwością największą i smakiem nadzwyczajnym wygrywa sztuki najtrudniejsze na fortepianie, ale nadto jest już kompozytorem kilku tańców i warjacji, nad którymi znawcy muzyki dziwić się nie przestają, a nade wszystko zważając na wiek dziecinny autora. Gdyby młodzieniec ten urodził się w Niemczech lub we Francji, ściągnąłby już zapewne uwagę na siebie wszystkich społeczeństw; niechże wzmianka niniejsza służy za wskazówkę, że i na naszej ziemi powstają geniusze, tylko że brak głośnych wiadomości ukrywa je przed publicznością.

[...]

Gazeta Warszawska 1818 02 21Jak się okazało, Fryderyk Chopin nie pokrzyżował filantropijnych projektów pani Zamoyskiej. Zaproszony do współudziału w koncercie dnia 24 lutego, przyjął wezwanie (co znaczy, że i jego rodzice nie mieli nic przeciwko temu) i przyrzekł wystąpić z koncertem Gyrowetza. Wskutek tego, gdy na parę dni przed koncertem, dnia 21 lutego 1818 roku, ukazała się w „Gazecie Warszawskiej” jego zapowiedź, pomiędzy nazwiskami zaproszonych do wśpół-udziału artystów znalazło się także i nazwisko Chopina (błędnie wydrukowane Schoppin).

W ten sposób zapowiadany „koncert na ubogich" odbył się w dniu oznaczonym, efekt zaś, jaki na słuchaczach uczyniła gra Chopina, przeszedł nawet najśmielsze oczekiwania. Sukces był olbrzymi.

Na parę godzin przed owym popisem, gdy małego koncertanta postawiono na krześle i zaczęto ubierać do godnego wystąpienia przed liczną i doborową publicznością, „nowy Mozart" szczególniej był zadowolony z pięknego i szerokiego kołnierzyka, który mu włożono na ciemny spencerek. Kiedy zaś po jego powrocie do domu nie mogąca być na koncercie pani Chopinowa, wziąwszy jedynaka swego na kolana, wypytywała go, co też się najwięcej publiczności podobało, odpowiedział bez wahania, że jego kołnierzyk. „Wie mama, wszyscy na mój kołnierzyk patrzyli."

Uwieńczeniem tego pierwszego publicznego wystąpienia małego Frycka, wystąpienia będącego zarazem i dobrym uczynkiem, było osobiste podziękowanie ze strony Niemcewicza, co się równało zaszczytowi nie lada, zważywszy wyjątkowe stanowisko, jakie dostojny autor Powrotu posła zajmował w ówczesnym społeczeństwie.

Od chwili tego swego pierwszego wystąpienia publicznego na estradzie koncertowej, które jednocześnie było jego pierwszym sukcesem jako fortepianisty, stał się „Szopenek", jako osobliwość muzykalna, najmilej widzianym gościem w najznakomitszych salonach warszawskich. Wstęp do nich, tak utrudniony w ogóle, otworzył mu przede wszystkim dom ordynatowej Zamoyskiej. Za nim przyszła i kolej na inne salony „kolonii puławskiej", stale zamieszkującej Pałac Błękitny, a więc Sapiehów i Czartoryskich, a po nich wkrótce przybyły salony Radziwiłłów, Potockich, Czetwertyńskich, namiestnika Zajączka, prezesa izby obrachunkowej Okołowa, ministra finansów Lubeckiego, ministra spraw wewnętrznych Mostowskiego, Wolickich, Pruszaków tudzież cały szereg innych, mniej świetnych. Wkrótce imię młodego Fryderyka stało się głośne w Warszawie, toteż ciągle powozy zajeżdżały i zabierały go na wieczory, gdzie grywał swoje inąprowizacje.

Ten rozwijający się w nim tak szybko „geniusz muzyczny" sprawił, że mu coraz więcej starano się dostarczać okazji do słuchania dobrej muzyki. Jakoż ile razy dawano jaką nową operę lub zapowiedziano koncert którego ze sławnych wirtuozów czy to miejscowych, czy zagranicznych, Chopin prawie zawsze znajdował" się między słuchającymi, a troszczyli się o to nie tylko jego rodzice, ale i jego znajomi, nie wyłączając najbardziej umitrowanych i utytułowanych. Coraz bardziej rozrywany i pieszczony przez różne damy z wielkiego świata, coraz częściej bywał zapraszany przez nie, zarówno do ich pałaców na różne rauty i przyjęcia, jak i do loży w teatrze lub na koncerty, co dla niego było połączone z ogromną korzyścią, a dla nich równało się przyjemności i rozrywce, bo nie tylko cieszył się ogólną sympatią i uznaniem jako cudowne dziecko, ale nadto podbijał sobie serca wszystkich swym nadzwyczajnym wdziękiem w obejściu, swą dystynkcją i wytwornością, swym dowcipem i sprytem, swymi trafnymi uwagami i odpowiedziami.

W takich warunkach zapoznawał się przyszły twórca Mazurków ze współczesną literaturą muzyczną, słuchał koncertów i oper. Okazji zaś miał po temu niemało, bo był to czas właśnie, gdy w Warszawie coraz bardziej wzmagał się ruch muzykalny."

Ferdynand Hoesick, Chopin: życie i twórczość. Tom 1, Warszawa: 1810-1831 

 pamietnik warszawski 1818 t10