
(…) Ot, jak ta kupka starych, co na boku stoi, barkom się przygląda, podnosząc brwi siwe, mruczy i kręci drżącymi głowami, że niby za ich czasów... ho, ho!...
Co tu i mówić nawet!...
I zapalczywie pykają z fajeczek weterany stare, i zadumują się, i na morze patrzą.
Ale morze gwałtowne, zwycięskie, zdobywcze, strojne w pióropusze silnej, młodej fali odtrąca natężonym blaskiem i bojowym ruchem ich oczy mętne, struchlałe. Powieki drżą, opuszczają się, mrugają szybciej coraz. Pierś dotrzymać nie może oddechem natarciu potężnych kłębów żywego, z oceanowych roztoczy pędzonego porannym wiatrem powietrza. Dyszą silnie, pracowicie, ale wydychać tego nadmiaru życia i świeżości nie mogą. Coś ich kłuje w oczy, coś im dech zapiera, coś ściska serca drżące.
Czytaj więcej: I zapalczywie pykają z fajeczek weterany stare
Miara wszechrzeczy
TOMASZ RÓŻYCKI
Porucznik Anielewicz właśnie jest na tropie
kolejnych przemian: było się raz tym, raz owym,
zostawiło się ślady, odciski, dowody,
najpierw zwierzę w Turynie, potem ta w Kordobie
pomarańcza na moście, dwa trefne adresy
we Lwowie, trzeci we śnie, fałszywe auswajsy,
fotografia z umarłym, de-en-a na każdej,
niemal na każdej hotelowej szybie, zeszyt
imion, zeszyt liczb, zeszyt wykresów i jeszcze
ciepłe pamiątki u kilku kobiet, co jednak
nie łączą się w postać. Według wszelkich oznak
porucznik Anielewicz wytropił nareszcie
ślad spisku: ktoś chciał oszukać konieczność
i zwykły bieg spraw ludzkich - porucznik chce zbadać
rozmiar tego obłędu i miarę wszechrzeczy
przykłada do człowieka niby do owada.
Tomasz Różycki (ur. w 1970 r.) jest poetą, autorem m.in. "Dwunastu stacji" i "Kolonii". Ostatnio opublikował tomik "Notatki" z miejsca postoju. Mieszka w Opolu. Wiersz "Miara wszechrzeczy" ukaże się jesienią w tomie "Litery" (wydawnictwo a5)

Jej postać jest na wskroś przeszyta bólem egzystencjalnym płynącym wprost z obrazu "Krzyk" Edvarda Muncha. „Boli mnie każda szorstkość, choćby najmniejsza, każde niedelikatne słowo…” – wypowiada jedna z sióstr u Czechowa, co bezbłędnie oddaje w swojej roli pani Grażyna Misiorowska. Monolog w jej wykonaniu zniewala i hipnotyzuje, przekraczając granicę intymności na osi scena - widownia. Jest w tej postaci wrażliwa kobieta, jest gorycz istnienia. Niesamowita szorstkość przemiany, trwania na granicy pomiędzy kobiecością, a męskością. Nieodparcie przychodzi mi na myśl postać głównej bohaterki "Medei" Eurypidesa, we wstępie do której czytam: „Na tle płytkiego egoizmu partnera - Medea, tak odmienna od kobiet, jakie znał i aprobował widz ateński, nie w cieniu męża, nie zawsze niedorosła i niepełnosprawna, niemająca służby mężczyźnie za jedyny cel życia, lecz dumna i ambitna, aktywna jak mężczyzna i o ileż aktywniejsza od tego mężczyzny, „mądra”, ale wyzyskująca swą mądrość w służbie nieokiełznanych pasji. Nikt przed nią nie powiedział w teatrze greckim tyle gorzkiej prawdy o losie greckiej kobiety, o małżeństwie i stosunku do męża. Żadna inna postać dramatu nie dokonała tak okropnej zbrodni nie w przystępie szału, jak Herakles mordujący własne dzieci w innej sztuce Eurypidesa, ale z premedytacją i zimnym planem, choć nie bez wahania”. Daleką podróż musiała odbyć aktorka, by tak mocno i celnie rozedrzeć na strzępy postaci kobiece z "Trzech sióstr" Czechowa, nadając im zupełnie nowe, i jakże trafne brzmienie.
Artysta, który urzeczywistnia się wewnątrz sztuki, nigdy nie będzie twórczy - musi on koniecznie umieścić się na tym jej pograniczu, gdzie sztuka styka się z życiem, tam gdzie powstają niemiłe pytania w rodzaju: o ile ta poezja, którą piszę, jest konwencjonalna, a o ile naprawdę jest żywa? Jak dalece kłamią ci, którzy mnie wielbią, i jak dalece kłamię, uwielbiając siebie jako poetę?
Czytaj więcej: Dlaczego pozwalacie aby poetów narzucała wam historia?
Rozumieć prawdziwie wszechświat w jego doskonałości nieskończonej, w jego samowystarczalności totalnej, to zarazem kochać go takim, jakim jest właśnie. Nie jest to miłość w znaczeniu potocznym afektu, który do osoby drugiej żywimy, spodziewając się wzajemności. Miłość rozumowa - bo tylko ze zrozumienia, tylko z umysłowego wysiłku wyrastać może ów afekt szczególny - nie wymaga odwzajemnienia, wie bowiem, że absolut nie podlega afektom. Jest to wszakże szczęśliwa miłość, bo zawieść nigdy nie może, a pozwala uwolnić się całkiem od próżnych oczekiwań świata, który miałby być inny, niż jest.
...ludzie wynoszą krzesła przed domy; odwracają je tyłem i usiadłszy okrakiem, obserwują życie. Upór obserwatorów nosi czasem znamiona genialnego obłędu; czasem siedzą w ten sposób przez całe życie i nie widzą nic prócz twarzy obserwatora z przeciwka. Potem umierają z głębokim żalem do świata, z przekonaniem o jego szarzyźnie i nudzie, gdyż rzadko kiedy przyjdzie im na myśl, że można podnieść się i pójść na sąsiednią ulicę.
Więcej…Mówią, że gdy się starzejesz, bliscy zmarli zaczynają coraz częściej z tobą rozmawiać. Tracimy dźwięki świata, aby móc wyraźniej usłyszeć - bez przeszkody w postaci innych dźwięków i innych głosów. Na razie nadal słyszę jedynie szum.
Georgi Gospodinow, Fizyka smutku
Wydawnictwo Literackie, 2018
Odwiedza nas 62 gości oraz 0 użytkowników.