
Wyszliśmy z natury i nie wrócimy do niej nigdy w tym znaczeniu, w jakim naturalność zakłada spontaniczne, bezrefleksyjne, przeszłości niepamiętanie a wobec przyszłości beztroskie przystosowanie do świata. Świat stał się obcy człowiekowi z ludzkiej winy, konflikty interesów układają się w ład pozorny tylko i maskujący groźny chaos wrogich ambicji; ludzie stworzyli sobie świat sztucznych potrzeb, sztucznych artefaktów, pozornych realizacji, zabiegają o to, co ich gubi jako osobowości samowiedne, a konstytuuje jako kukły w ślepej grze skłóconych interesów.
Określić ogólnie coś, co dałoby się nazwać "duchem filozoficznym stulecia", jest zadaniem ponad siły piszącego niniejsze. Rozważamy epokę, w której mnóstwo sprzecznych tendencji rozwija się jednocześnie, a w równym stopniu może uchodzić za charakterystyczne; obserwujemy od początku stulecia rosnącą siłę kontrreformacji katolickiej, a zarazem rosnące niedowiarstwo, ateizm, bezbożnictwo obyczajowe i światopoglądowe; obserwujemy współistnienie krytycznego racjonalizmu i panteistycznej mistyki; współistnienie całościowych interpretacji świata i radykalnego indywidualizmu; subiektywizmu epistemologicznego i teorii, w których samo pojęcie podmiotu nie daje się skonstruować; współistnienie wiary w absolutną przypadkowość historii i w równie absolutny determinizm; widzimy ateistów-libertynów, którzy patrzą na naukę z uśmiechem politowania, i autora “Teodycei”, który jest entuzjastą i współtwórcą wielkich zdobyczy naukowych stulecia; widzimy materializm powołujący się na cytaty z Biblii i widzimy próby konstruowania dowodów istnienia Boga przy pomocy metod matematycznych; widzimy kościół, który prześladuje fanatycznych katolików i toleruje niemal jawnych materialistów; do rdzennej substancji stulecia należą utopiści-marzyciele, makiaweliści polityczni i obrońcy teokracji.
Ale są też tacy - powiada - co wolą zapładniać dusze, tacy, których dusze jeszcze bardziej są pełne nasienia, aniżeli ciała: nasienia, które się w duszy rodzić winno i w dusze ludzkie trafiać. A cóż się winno rodzić w duszy? Rozum i wszelkie inne dzielności. To nasienie naprawdę sieją twórcy wszelkiego rodzaju, a z wykonawców ci, którzy mają dar wynalazczy. A największy rozum - powiada - to ten, który powinien państwem i domem rządzić, a któremu na imię panowanie nad sobą i sprawiedliwość. Więc kto tego nasienia od młodości jest pełen, ten coś boskiego ma w duszy. A kiedy mu wiek po temu nadejdzie, on zaraz płodzić i tworzyć pragnie, i też uważam, zaczyna chodzić tu i tam, i szukać piękna, które by zapładniał. Niczego brzydkiego nigdy zapładniać nie będzie. I woli ciała piękne niż brzydkie, bo ma nasienia wiele, i chętniej spotyka dusze piękne, dzielne, zdrowe, a najwięcej się cieszy, kiedy w kimś spotyka jedno z drugim złączone. Wówczas takiemu człowiekowi zaczyna dużo mówić o dzielności i jakim powinien być tęgi człowiek, i do czego się brać powinien, i w ogóle zaczyna go kształcić. Zetknął się z tym, co piękne, i obcować z nim zaczął. Tedy to, co w nim tęskniło od dawna i było tylko nasieniem, promieniować zaczyna i zapładniać zarówno wtedy, gdy obaj są razem z sobą, jak i wówczas, kiedy ich tylko pamięć wiąże; a co tylko który z nich wyda, to pielęgnują razem i chowają: tak że bez porównania silniejszy związek ich łączyć zaczyna, niż gdyby inne dzieci mieli, i trwalsza się między nimi przyjaźń zawiązuje, tak jak i dzieci ich piękniejsze są i mniej podległe śmierci niż czyjekolwiek inne. I każdy by wolał raczej takie płody wydawać, aniżeli ludzkie dzieci płodzić, kiedy tylko popatrzy na Homera i Hezjoda, i tylu innych dzielnych twórców, i zazdrościć im zacznie, że takie cudne dzieci zostawili, dzieci, które im nieśmiertelną sławę i pamięć przyniosły, bo same są nieśmiertelne.
Uczta, Platon
Nieraz chodziłem na brzeg ten, ścigając okiem oddalające się żagle i czytając z chciwością doniesienia wyjazdu ich do Cejlonu, Ternate i Batawii; nieraz pytałem się sam siebie, jaki powab mieć mogą dla mnie tak niebezpieczne i tak niewygodne mieszkania, jakimi są okręty. Gdyż jeżeli to prawda, że widok żywiołu tego cofa mię ku pierwszym młodości mej latom, niemniej musi być prawdą, że ta życia epoka przywodzić powinna wspomnieniom przyjemniejsze spoczynki; czyli raczej, co jest prawdą dla jednych, może dla mnie być nią przestaje.
W rzeczy samej, jeżeli wstecz rzucę okiem na kilka lat strawionych w pyle ksiąg i pism, w tłumie światowym i burzach morskich, to nie na omamieniach, nie na chwilach roztargnienia miło mi myśl zatrzymać: za najprzyjemniejsze uważam długie noce w cichej pracowni poświęcone naukom. Lecz z nierównie większą rozkoszą myśl moja przenosi się w czasy, kiedy zadziwiona wzrastającą swą siłą, żadnym w szczególności nie zatrudniając się obiektem, łatwa do obłąkania się, jednym rzutem wzbijała się nad wszystkie rzeczy istniejące; natenczas mieszkałem w okrętach (Podróże, Jan Potocki).
Czytaj więcej: Każdy jest kimś i czuje godność jestestwa swego
ZBIGNIEW HERBERT
Tren Fortynbrasa
Teraz kiedy zostaliśmy sami możemy porozmawiać książę jak mężczyzna z mężczyzną
chociaż leżysz na schodach i widzisz tyle co martwa mrówka
to znaczy czarne słońce o złamanych promieniach
Nigdy nie mogłem myśleć o twoich dłoniach bez uśmiechu
i teraz kiedy leżą na kamieniu jak strącone gniazda
są tak samo bezbronne jak przedtem To jest właśnie koniec
Ręce leżą osobno Szpada leży osobno Osobno głowa
I nogi rycerza w miękkich pantoflach
Pogrzeb mieć będziesz żołnierski chociaż nie byłeś żołnierzem
jest to jedyny rytuał na jakim trochę się znam
Nie będzie gromnic i śpiewu będą lonty i huk
kir wleczony po bruku hełmy podkute buty konie artyleryjskie
werbel werbel wiem nic pięknego
to będą moje manewry przed objęciem władzy
trzeba wziąć miasto za gardło i wstrząsnąć nim trochę
Tak czy owak musiałeś zginąć Hamlecie nie byłeś do życia
wierzyłeś w kryształowe pojęcia a nie glinę ludzką
żyłeś ciągłymi skurczami jak we śnie łowiłeś chimery
łapczywie gryzłeś powietrze i natychmiast wymiotowałeś
nie umiałeś żadnej ludzkiej rzeczy nawet oddychać nie umiałeś
Teraz masz spokój Hamlecie zrobiłeś co do ciebie należało
i masz spokój Reszta nie jest milczeniem ale należy do mnie
wybrałeś część łatwiejszą efektywny sztych
lecz czymże jest śmierć bohaterska wobec wiecznego czuwania
z zimnym jabłkiem w dłoni na wysokim krześle
z widokiem na mrowisko i tarczę zegara
Żegnaj książę czeka na mnie projekt kanalizacji
i dekret w sprawie prostytutek i żebraków
muszę także obmyślić lepszy system więzień
gdyż jak zauważyłeś słusznie Dania jest więzieniem
Odchodzę do moich spraw Dziś w nocy urodzi się
Gwiazda Hamlet Nigdy się nie spotkamy
To co po mnie zostanie nie będzie przedmiotem tragedii
Ani nam witać się ani żegnać żyjemy na archipelagach
A ta woda te słowa cóż mogą cóż mogą książę
Zbigniew Herbert
***
Szekspir nam tylko dał jego imię. Ale to imię jest znaczące, Fortynbras - „forte braccio”. Fortynbras - mąż silnej ręki. Chłopak młody i krzepki. Przychodzi i mówi:
„Uprzątnijcie te trupy. Hamlet był dobrym chłopcem, ale umarł. Będę teraz waszym królem. Świetnie się składa, bo przypomniałem sobie, że mam prawa do tej korony.” Potem się uśmiecha i bardzo jest z siebie zadowolony.
Rozegrał się wielki dramat. Byli na te] scenie ludzie. Walczyli, spiskowali, zabijali się nawzajem. Z miłości popełniali zbrodnie i z miłości szaleli. Mówili wstrząsające rzeczy o życiu, śmierci i losie ludzkim. Zastawiali wzajemnie na siebie zasadzki i w te zasadzki wpadali. Bronili swojej władzy albo przeciwko tej władzy się burzyli. Chcieli naprawiać świat albo tylko uratować siebie.
Wszystkim im o coś szło. Nawet ich zbrodnie miały jakiś wymiar. Potem przychodzi chłopak krzepki i młody. I z czarującym uśmiechem mówi: „Uprzątnąć mi zaraz te trupy. Teraz ja będę waszym królem.”
Jan Kott, „Szekspir współczesny"
Odwiedza nas 46 gości oraz 0 użytkowników.