Konteksty



100 xx antologia polskiego reportazu mariusz szczygielPije się w Polsce wiele. Istnieje już jednak w społeczeństwie jak gdyby instynktowny odruch przeciwko temu rozpiciu, które jest nie tylko jednym z przyzwyczajeń okupacyjnych, ale nadal leży tym ludziom we krwi jako najtańszy dziś środek rozrywki, oszołomienia i ucieczki od codzienności, choć już także stanowi codzienność. Pije się w Polsce za pięćdziesiąt miliardów złotych rocznie. Czytam na słupach ogłoszeniowych afisze plebiscytu jednego z tygodników: „Czy pijaków należy leczyć?”, obok ogłoszeń sztuki Ladacznica z zasadami Sartre’a [...].



jan potocki biografiaPotocki zawsze uważał się za uczonego; swoim pracom historycznym poświęcił najwięcej energii i myślał, że świat za pośrednictwem władców i ludzi nauki okaże mu uznanie, na które, jak mniemał, zasłużył. Srogo się mylił! Oczywiście, uznanie miało nadejść, ale nie za sprawą owego nagromadzenia dzieł, które miały wyczerpać ogół ludzkiej wiedzy na temat przeszłości, lecz jakby z ukosa, dzięki powieści, którą pisał i wciąż przetwarzał na nowo przez dwadzieścia lat: Rękopisowi znalezionemu w Saragossie, książce, która dzięki możliwościom odzwierciedlenia, zobrazowania i syntezy właściwych fikcji odpowiada zwycięsko, lecz nie bez ironii, na uogólniające ambicje uczonego. Jakkolwiek globalne ujęcie historii powszechnej okazuje się niemożliwe do urzeczywistnienia w traktatach, możliwa jest powiść-summa: suma wiedzy, języków użytych do opisania tej wiedzy, form, figur i motywów, które nadają kształt literaturze światowej.

 

Dniem i nocą czytam Italienische Reise Goethego. Może ta lektura jest ostatnią podróżą mojego życia?
Po raz ostatni - i pierwszy - czytałem tę książkę w czerwcu 1919, w miesiącach węgierskiego komunistycznego eksperymentu, w małym kąpielisku nad Balatonem. Te dwa momenty mego życia prywatnego i sytuacji światowej wykazują przerażające podobieństwo.

Najbardziej obciąża Węgry nie to, co uczyniły, tylko to, co zaniedbały uczynić. I wreszcie, nade wszystko: na co się godziły.

Spotkanie z pisarzem. Jaki fałszywy! I jaki tchórzliwy - bardziej się boi o własną skórę niż o los swych książek.

Epigoni są niebezpieczni; ale nie przez to, że naśladują, tylko dlatego, że w ich naśladownictwie jak w krzywym zwierciadle widzę, jak fałszywe, groźne, kalekie jest to, co w pierwszym odruchu uznałem za szczere i dobre.

Znajoma lekarka, która zajmuje się leczeniem niespokojnych dzieci, opowiada, że istnieje pewien typ nerwowego - na ogół uzdolnionego - dziecka, które charakteryzuje nieumiejętność przewidywania dalszych, pośrednich konsekwencji swoich uczynków. Jego rozsądek jest w stanie rozważyć tylko bezpośrednie skutki, ale wykazuje niezdolność do przemyślenia, co może nastąpić później.
Węgrzy też cierpią na ten rodzaj choroby. W chwili działania Węgier na ogół jest w stanie przewidzieć tylko pierwszą reakcję. Często sprowadza to na niego klęskę, jak teraz.
Anglik w chwili działania rozważa już drugo- i trzeciorzędne skutki swojego uczynku. Dlatego to dorosły naród.

To społeczeństwo przyjmuje możliwość okupacji jak mieszkańcy Bizancjum - opuszcza głowę przed przeznaczeniem i w kamiennej ciszy czeka, by dopełnił się jego los.

„Najwyżej umrę” - mówią. Ale to „najwyżej” - to najwięcej. Nie oszukujmy się.

Dzienniki 1944, Sandor Márai
Zeszyty Literackie Nr 133



Tablica z atlasu anatomicznego „Anthropologia nova” Jamesa Drake'a z 1707 rokuPrzypomniał nam wiersz Philipa Larkina W domu jest tyle smutku, który nam kiedyś zadał na pamięć. Po czym zaproponował taką odpowiedź: „Poza wszystkim innym minęła nie tylko przeszłość, ale i niewinność, prawda? Niewinność minęła. Cóż, dziesięć lat później człowiek więcej wie, prawda, trochę inaczej reaguje – nie płacze nad tym, nad czym płakał dziesięć lat wcześniej, co więcej, nie śmieje się z tych samych rzeczy, że powiem tylko tyle. Oprócz tego człowiek zaczyna myśleć i może mu przyjść do głowy, że «przeminięcie» przeszłości znaczy nie tyle, że przeszłość minęła, ile że on minął, on taki, jakim tutaj był dziesięć lat wcześniej. I może też wtedy pomyśleć, że i on przeminie, prawda? Bo jest coś w tej przeszłości, fizycznej przeszłości, w tym wypadku w South Hadley, co przetrwa dłużej niż on - to drzewa. Okej. Czy tu będziecie, czy nie, cokolwiek to jest, et cetera, et cetera, to minęło, a drzewa stoją, będą stać, kiedy was już nie będzie... Więc w zasadzie tu chodzi o coś takiego, prawda, takie jest tło, nie?”. I jeśli wcześniej nie myśleliśmy o tym, to teraz mieliśmy to w głowie, gdy zbliżał się koniec semestru, dyplom i, jak byśmy to wtedy ujęli, reszta naszego życia.


Zajęcia z Brodskim, Sean LaRiche
Zeszyty Literackie Nr 124

To, co w nas wzeszło

Bóg wziął ziarno z innych światów i wsiał je na tej ziemi, i wypiastował swój ogród, a wzeszło w nim wszystko, co mogło wzejść, ale to, co wypiastowane, żyje i życie zawdzięcza jedynie poczuciu swej więzi z tajemnicą innych światów; jeśli poczucie to w nas słabnie lub gaśnie, umiera też to, co w nas wzeszło.

Fiodor Dostojewski, Bracia Karamazow

„na razie”

Niejasna, a urzekająca łatwo atmosfera młodzieńczości w Polsce polega na tymczasowości, także na niej. Tam wszystko robi się na razie. Na razie się pracuje, na razie mieszka, na razie ma się z kimś związek, na razie się żyje. Bardzo to jest ciekawe, pociągające. Ale kiedy się przekroczy trzydziestkę i swoim osobistym „na razie” nie jest się już dłużej z tym wielkim, ogólnym „na razie”, wtedy powstają kłopoty. Może tylko dla tych, którzy chcą je mieć. Tylu znam nawet pięćdziesięcioletnich, którzy w tym ogólnym „na razie” całkiem dobrze się czują i udają młodych. Ale w każdym razie żałośnie wyglądają. Oczywiście biada przede wszystkim tym, którzy wiedzą, że wyglądają jakoś.
Ci wczorajsi goście byli bardzo pewni siebie i wyposażeni w niezmierną energię. Ciągnie ich, uciąga, podwójne „na razie”, ciągle jeszcze „na razie” ich własnej młodości i wielkie „na razie” polskie. Wszystko w ich najmniejszej odrobinie życia ma jeszcze wielki sens, ponieważ wszystko służy jakiejś ich przyszłości, wszystko może się tej przyszłości przydać, szczególnie może się im przydać pobyt w Italii. Na ich tle tym wyraźniej widzę moje po nic i ponikąd. Jeszcze raz stare zagadnienie: jak znaleźć sobie bytu, już nie dla przyszłości, która oczywiście jest, ale jest tylko jakaś tam, bez żadnej siły uciągu, bez żadnego już urzekania? Jak żyć o wyłącznie własnych siłach, na własny rachunek, po siebie samego tylko, po siebie, co do którego ma się tyle podejrzeń i niepewności? Z dawnego „na razie” zostało mi tylko przyzwyczajenie: „na razie” nie myśleć o tym, że już nie ma dla mnie żadnego „na razie”.

07.03.1966

Dziennik tom 1 (1962-1969), Sławomir Mrożek

Odwiedza nas 62 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony