
Logika medialnego newsa jako żer padlinożerców, którzy udając vox populi, robią to wszystko - nie wiedzieć dla kogo i w jakim celu. Jako przykładny konsument wsłuchuję się w ostatnim czasie w te bzdury na żółtych, niebieskich, czerwonych paskach w zależności od stacji. W ostatnich dniach obejrzałem serial pod tytułem ?Śmierć Polaka? - sprzedawana na raty, a kończąca się ścięciem. Są jeszcze przygody ministra sprawiedliwości na Dzikim Zachodzie z hienami bankowymi w tle. Są komisje sejmowe od morderstw i wszelkiego rodzaju nieudolności. Znalazłem też jakiś pogrobowiec IV RP w wydaniu lewicy.
Powiedz mi człowieku, w jaką stronę musi wiać wiatr złudzeń, by w snach przepełnionych iluzją pastelowej myśli, sięgać po lodowatego piękna kryształy. Nóż lodowy sięga w głąb ciała. Gdy taje, wyzwala emocje, które wraz ze strumieniem myśli ledwie zrodzonej, odpływają ku intencji ukrytej w niezrozumieniu brata pośród szeregów własnego gatunku.
Czasami zdarza się w życiu człowieka kilka niespodziewanych, chciałoby się rzec, mgnień oka. To takie Dni, o których można powiedzieć wszystko lub nic. Czasami tylko tyle, że gasły z cieniem umierającego przy drodze drzewa, w blasku rozognionych zachodem słońca wiejskich pejzaży, w pomruku ciemniejącego nieopodal lasu, w szumie zasypiających łąk, w bladym lśnieniu pierwszych gwiazd - zwiastunów nocy.
Bywa i tak w duszy człowieczej, że cień zapada na dłużej, przydając takim Dniom palet barw wypełnionych we wszystkie odcienie szarości, w kolory nazywane łzami ludzkiej egzystencji. Wtedy to los pokazuje wszystkie te same dotąd rzeczy niejako z innej strony. I bywa podówczas, że dwa razy dwa niekoniecznie jest już równe cztery.
W ciele człowieka słowo pęka na dwoje, na substancję i istotę. Gdy ta pierwsza znika, druga, pozostając bez kształtu, daje się wchłonąć tkankom ciała, jako że istota nieustannie poszukuje materialnego nośnika; nawet jeśli ma się to stać przyczyną wielu nieszczęść.
Księgi Jakubowe, Olga Tokarczuk
W ciele człowieka słowo pęka na dwoje, na substancję i istotę. Gdy ta pierwsza znika, druga, pozostając bez kształtu, daje się wchłonąć tkankom ciała, jako że istota nieustannie poszukuje materialnego nośnika; nawet jeśli ma się to stać przyczyną wielu nieszczęść.
Mieliśmy z Lejbkiem naszą, sekretną namiętność: wsłuchiwaliśmy się mianowicie w samo brzmienie słów, w szmer odmawianych modlitw dochodzący zza przepierzenia, i nastawialiśmy nasze uszy na te wyrazy, które łącząc się ze sobą w szybkiej recytacji, mieszały swoje znaczenia.
A im dziwaczniejszy był wynik tych naszych gier, tym bardziej się z tego cieszyliśmy.
W Międzybożu wszyscy, tak jak my, byli nastawieni na słowa, toteż samo miasteczko wydawało się jakoś niewydarzone, byle jakie i chwilowe, jakby w tym zetknięciu ze słowem materia chowała pod siebie ogon i kuliła się zawstydzona: błotnista, rozjeżdżona furami droga wydawała się prowadzić donikąd, a małe chałupki stojące po obu jej stronach i dom nauki - jedyny z drewnianym szerokim gankiem ze zbutwiałego i sczerniałego drewna, w którym wierciliśmy palcem dziury - były jak ze snu.
I mogę powiedzieć, że wierciliśmy także palcem dziury w słowach, zaglądając w ich przepastne wnętrza. Moje pierwsze olśnienie dotyczyło podobieństwa dwóch słów.
Otóż żeby stworzyć świat, Bóg musiał się cofnąć sam z siebie, pozostawić w swym ciele pustkę, która stała się przestrzenią dla świata. Z tej przestrzeni Bóg zniknął. Słowo „znikać” pochodzi od rdzenia „elem”, a miejsce zniknięcia nazywa się „olam” - świat. Więc nawet w nazwie świata mieści się historia zniknięcia Boga. Świat mógł powstać tylko dlatego, że Bóg go opuścił. Najpierw było coś, a potem tego zabrakło. To jest świat. Świat cały jest brakiem.
Księgi Jakubowe, Olga Tokarczuk
Odwiedza nas 7 gości oraz 0 użytkowników.