Powiedz mi człowieku, w jaką stronę musi wiać wiatr złudzeń, by w snach przepełnionych iluzją pastelowej myśli, sięgać po lodowatego piękna kryształy. Nóż lodowy sięga w głąb ciała. Gdy taje, wyzwala emocje, które wraz ze strumieniem myśli ledwie zrodzonej, odpływają ku intencji ukrytej w niezrozumieniu brata pośród szeregów własnego gatunku.

 

Stale pytam, nie licząc na sensowną odpowiedź, o zło złem leczone, o krew na krwi strumieniach wylaną. Ten oto, w spirali nienawiści drugiemu oko kole, który złego z piersi matczynej posmakował. Czasem tylko szukam zrozumienia w słowie, w samotności myśli, lecz czując zapadanie się w bezsensie własnych intencji - cichnę z każdym dniem.

 

 

Nawet teraz czytasz mnie nieznajomy człowieku, którego myśli ledwie dotknąłem, uznając je zaborczo snem własnym, jak dotąd nigdy jeszcze nie śnionym. Gdzie rodzi się podziw w człowieku, i dokąd, na jakie ścieżki wróży, po co trwa, skoro dobrze jest czasem milknąć, gasnąć (choćby i na dalekiej północy)?