Wszystko to, co uprawdopodobnisz swoim istnieniem oraz wiarą w siebie, może stać się więzieniem duszy. Mnie osobiście przeraża tak definiowalny świat; niemniej jednak on jest. Tworzy reguły, według których jest dane zaistnieć, lecz nie ma pewności, że będzie bytem prawdziwym. Są sprawy niedefiniowalne, które wykraczają znacznie poza zakres stanów świadomości, przestrzeni i czasu, w której przyszło oddychać i myśleć, że się prawdziwie jest, że czasem coś zaboli. Wszystko to groteska, godna śmiechu i pożałowania siebie samego, że jest się w stanie uwierzyć w świat pełnej kreacji i ułudy istnienia.
Świadomość, tudzież jej ułuda, bywa bolesnym faktem na tej drodze przepełnionej pytaniami o podstawowe definicje światów nieistniejących, za wyjątkiem wewnętrznego mechanizmu, który nakazuje podjąć jakikolwiek wysiłek. Nie jest ważnym, co powiesz; jest szansa, że nigdy nie zaistnieje. A skoro tego świata - mnie, innych, ciebie - nie ma, po cóż jest formułować dogmaty oparte o jakiekolwiek analizy tekstów istnień już przebrzmiałych. Czy nie odnosisz czasem wrażenia, że myśli na kształt symfonii wypluwanej spod dłoni na zwykłej klawiaturze są czymś na tyle ulotnym i niezrozumiałym dla ich czytelnika, że nie są wartymi podjęcia jakiegokolwiek wysiłku?
W świecie kreacji przymuszającym do ram pewnego istnienia, które kreśli ścieżki odgrywanych ról, nie ma miejsca na prawdziwość swego wnętrza. Istne szaleństwo spętane cywilizacyjnym przystawaniem do dostępności ścieżek wyborów zrozumiałych dla innych, nie pozwala na taką swobodę istnienia, jaka byłaby wymagana przez umysł danej jednostki istniejącej tu i teraz. Tego nie ma. Przyzwolenie na stan samoświadomości, to stan pojawiający się w snach nierealizowalnych w otaczającej istnienie rzeczywistości. Nie ma przyzwolenia na szaleństwo bycia takim, jakim się jest. Zatem czym jest ten jazgot myśli, o którym staram się opowiedzieć, który dręczy mnie pośród nocy nieprzespanych?
W świecie kreacji przymuszającym do ram pewnego istnienia, które kreśli ścieżki odgrywanych ról, nie ma miejsca na prawdziwość swego wnętrza. Istne szaleństwo spętane cywilizacyjnym przystawaniem do dostępności ścieżek wyborów zrozumiałych dla innych, nie pozwala na taką swobodę istnienia, jaka byłaby wymagana przez umysł danej jednostki istniejącej tu i teraz. Tego nie ma. Przyzwolenie na stan samoświadomości, to stan pojawiający się w snach nierealizowalnych w otaczającej istnienie rzeczywistości. Nie ma przyzwolenia na szaleństwo bycia takim, jakim się jest. Zatem czym jest ten jazgot myśli, o którym staram się opowiedzieć, który dręczy mnie pośród nocy nieprzespanych?
