W chwilach ciszy, tak rzadko goszczącej w codzienności, człowiek może poczuwać się do chwili zwątpienia w całokształt rzeczy i spraw. Zamykam okno dogaszając dzień w papierosowym dymie niedopałka. Zza snu dotyku rodzi się to nowe.
Śnieg zaciera ślady po grubej jamniczce, która ledwie dychając, ruchem falująco - posuwistym brnie do przodu. Starsze małżeństwo, nad nią coś tam mruczące, uśmiecha się. Właśnie takich mam sąsiadów. Miłe to i znaczące patrzeć nad pochylającym się człowiekiem.
Płuca walczą z dymem w tańcu upojenia trucizną; popiół odkładam do pudełka na balkonowym biurku bacząc przy tym, by nie przekroczyć tego progu. Sam, jeden, uwalniam płuca stojąc w pokoju. Dym nie zna granic, wprasza się do uroczego ciepła gorejącego z wnętrza. Niespotykana cisza, ciemne ptaszyska z wierzby nieopodal zwinęły swój jarmark o zmierzchu. Nad ranem kupię bilet na nowy dzień, by wszystko mogło istnieć nadal. Jestem szczęśliwym człowiekiem.