Unofficial trailer >>>

Jej postać jest na wskroś przeszyta bólem egzystencjalnym płynącym wprost z obrazu "Krzyk" Edvarda Muncha. „Boli mnie każda szorstkość, choćby najmniejsza, każde niedelikatne słowo…” – wypowiada jedna z sióstr u Czechowa, co bezbłędnie oddaje w swojej roli pani Grażyna Misiorowska. Monolog w jej wykonaniu zniewala i hipnotyzuje, przekraczając granicę intymności na osi scena - widownia. Jest w tej postaci wrażliwa kobieta, jest gorycz istnienia. Niesamowita szorstkość przemiany, trwania na granicy pomiędzy kobiecością, a męskością. Nieodparcie przychodzi mi na myśl postać głównej bohaterki "Medei" Eurypidesa, we wstępie do której czytam: „Na tle płytkiego egoizmu partnera - Medea, tak odmienna od kobiet, jakie znał i aprobował widz ateński, nie w cieniu męża, nie zawsze niedorosła i niepełnosprawna, niemająca służby mężczyźnie za jedyny cel życia, lecz dumna i ambitna, aktywna jak mężczyzna i o ileż aktywniejsza od tego mężczyzny, „mądra”, ale wyzyskująca swą mądrość w służbie nieokiełznanych pasji. Nikt przed nią nie powiedział w teatrze greckim tyle gorzkiej prawdy o losie greckiej kobiety, o małżeństwie i stosunku do męża. Żadna inna postać dramatu nie dokonała tak okropnej zbrodni nie w przystępie szału, jak Herakles mordujący własne dzieci w innej sztuce Eurypidesa, ale z premedytacją i zimnym planem, choć nie bez wahania”. Daleką podróż musiała odbyć aktorka, by tak mocno i celnie rozedrzeć na strzępy postaci kobiece z "Trzech sióstr" Czechowa, nadając im zupełnie nowe, i jakże trafne brzmienie.