(…) Ot, jak ta kupka starych, co na boku stoi, barkom się przygląda, podnosząc brwi siwe, mruczy i kręci drżącymi głowami, że niby za ich czasów... ho, ho!...
Co tu i mówić nawet!...
I zapalczywie pykają z fajeczek weterany stare, i zadumują się, i na morze patrzą.
Ale morze gwałtowne, zwycięskie, zdobywcze, strojne w pióropusze silnej, młodej fali odtrąca natężonym blaskiem i bojowym ruchem ich oczy mętne, struchlałe. Powieki drżą, opuszczają się, mrugają szybciej coraz. Pierś dotrzymać nie może oddechem natarciu potężnych kłębów żywego, z oceanowych roztoczy pędzonego porannym wiatrem powietrza. Dyszą silnie, pracowicie, ale wydychać tego nadmiaru życia i świeżości nie mogą. Coś ich kłuje w oczy, coś im dech zapiera, coś ściska serca drżące.
Nie, to nie ich morze!
Zbyt huczne ono, zbyt natarczywe, zbyt mocne. To morze - młodych!
Ich morze, to dawne, było całkiem inne. Łatwo je było wiosłu pod pióra brać, łatwo i sieci przez oka przepuszczać. Barka polatywała tylko jak ten ptak powietrzem... Ho! ho! - jakie to wtedy były wyprawy! Ho! ho! Jakie połowy i targi. Niechby się przypatrzyli ci tam... młodzi!
- Ale teraz - morze się zmieniło. Inne jest. Zupełnie inne...
Wzdychają, kulą głowy między ostre sterczące ramiona i z jakąś mgłą w zmrużonych oczach zawracają ku kamienistej drodze, którą przyszli.
Gorzki smak mają w ustach, słoność ciężką w piersiach. Drepcą zgarbieni, zniechęceni, rozczarowani, o wiele bardziej zgrzybiali, niż kiedy schodzili tu rankiem. Nie oglądają się, fajki im pogasły. Maszerują znojnie we dwoje prawie zgięci, zadychując się częściej, uporniej. (…)
Na normandzkim brzegu, Maria Konopnicka
Znalezione w: „100/XX Antologia polskiego reportażu XX wieku” pod redakcją Mariusza Szczygła
