Konteksty

Domek mały, chata skąpa:
Polska, swoi, własne łzy,
własne trwogi, zbrodnie, sny,
własne brudy, podłość, kłam;
znam, zanadto dobrze znam.

Stańczyk - Wesele Wyspiańskiego

 


„Tezeusz” - statek, który ma mnie przewieźć na Kretę, nie przypłynął jeszcze do portu w Pireusie i nikt nie potrafi powiedzieć, kiedy to się stanie. Pospolite rozkłady jazdy nie obowiązują w ojczyźnie mitów, w kraju, gdzie zegary odmierzają tysiąclecia. Pozostaje mi wieśniacza cierpliwość lub wędrówka po portowych tawernach. Tak więc siedzę w Pireusie czekając na statek i nie mam nic do roboty, jak tylko przyglądanie się twarzom. Nie są to twarze znane z waz antycznych ani ciała - jak się domyślam - podobne do posągów Praksytelesa. Domieszka elementów albańskich, bułgarskich i tureckich jest uderzająca i zamazała zupełnie urodę helleńską, jaką podróżni spodziewają się tu spotkać.

Labirynt nad morzem, Zbigniew Herbert


W stosunku do poczynań władzy w sferze kultury, a więc do tzw. polityki kulturalnej, niewątpliwie stale obowiązuje: wciąż się czegoś gdzieś zakazuje, wciąż niemal nic nie wolno, zlikwidowane czasopisma nadal pozostają zlikwidowane, poddane manipulacji instytucje ciągle są jej obiektami itd., itd. Władza naprawdę zachowuje się jak grabarz i niemal wszystko z tego, co pozostaje przy życiu, a co w dodatku wymagało jakiegokolwiek zezwolenia, żyje niemal wyłącznie przez pomyłkę, niemal wyłącznie na słowo honoru, zawsze i nieuchronnie wśród mnóstwa komplikacji i nie mając pewności jutra.

Co jednak słuszne jest w odniesieniu do woli władzy, nie musi być słuszne, jeśli chodzi o realny potencjał duchowy społeczeństwa. Chociaż zepchnięty pod powierzchnię spraw publicznych, choć pozbawiony głosu i mniej lub bardziej sfrustrowany, mimo wszystko ciągle jeszcze jakoś istnieje. Jakoś gdzieś żyje. I z pewnością nie zasługuje na to, żeby uznawać go za trupa.

Krótko mówiąc, nie wydaje mi się, że wszyscy umarliśmy. I wcale nie jest tak, żebym widział dokoła same tylko krzyże i groby.


Książę Machiavellego w nowym węgierskim przekładzie. Czytam go po południu w kawiarni, z ową wewnętrzną akceptacją, z jaką czytelnik od wieków potakuje autorowi, który nieoczekiwanie dostąpił całkowitego wypełnienia się rad i przepowiedni jego dzieła.
Teraz już rozumiem, dlaczego ta książka była - jak niesie wieść - jedną z ulubionych lektur, livre de chevet pewnego mojego znajomego w ostatnich latach. Metoda, jaką niegdysiejszy kronikarz domowy Cesarego Borgii zalecał swojemu księciu, jest zaskakująco prosta. Najlepiej uśmiercić - powtarza uparcie, niczym tezę główną, która może być w końcu urzeczywistniona na rozmaite sposoby, ale której jednoznaczna i zwięzła formuła nie podlega, według autora, dyskusji. Uśmiercić należy rodziny przeciwników, mieszkańców prowincji i miast. Uśmiercić, bo ten, kto się boi, jest tak samo niebezpieczny jak ten, kto nienawidzi. Uśmiercić, bo tak jest najprościej i najpewniej.
Rada nie jest nowa. Przeto książka jeszcze ciągle żyje i znajduje rezonans; z głębin XV wieku odzywa się głos, którego przekonywająca siła nie osłabła do dziś. Teraz, po czterystu latach, okazuje się nie mniej modna niż najnowsze bestsellery.

Dziennik 1943-1948, Sándor Márai


Żyję wciąż w przekonaniu
że Szekspir był spółką.
Która przy błazeństwach wyręczała się
szarlatanami co byli mu równi geniuszem
lecz prócz pieniędzy mieli wszystko w nosie.
Nie może przełknąć zbyt wiele przetrwania.
Czasem trawi pluton, innym razem
destyluje nieliczne sylaby i wyrzuca pomnik
do kubła na śmieci. Wytwarza coś jakby grzyby
możesz ich znaleźć wiele w gromadzie, potem zostajesz
z pustymi rękami na dzień cały
lub na rok albo wiek. Zależy.

Wiersz: Opowieści literackie Eugenio Montale z tomiku 'Zapiski z czterech lat'


Pierwszego stycznia pierwsi goście - śmieciarz i kominiarz. Składa nam też życzenia kurwa z mieszkania na dole. Powszechnie uważa się tu, że pierwszego dnia roku takie życzenia „przynoszą szczęście”. Nie wiem, czy tak jest, ale to pewne, że w tych dniach z dużym i pełnym uwagi napięciem obserwuje się tu drobne zabobony i nie jest to objaw wariacji; człowiek od zarania śledzi „znaki”, chciałby wiedzieć, czy jego losem kieruje siła wyższa. Myślę, że tak.

Dziennik 1949-1956, Sándor Márai

Eros ducha dodaje tym, którzy kochają

Bo mężczyzna, który kocha, raczej zniósłby, żeby go wszyscy inni, niż żeby go oblubieńcy widzieli, jak szeregi opuszcza albo broń rzuca; wolałby raczej sto razy zginąć, a cóż  dopiero  opuścić  oblubieńca  albo  mu  nie  pomóc  w  niebezpieczeństwie -  toż nie ma takiego  tchórza,  którego  by  sam  Eros  męstwem  wtedy  nie  natchnął,  tak  żeby  dorównał i najtęższemu  z  natury.  Po  prostu,  tak  jak  Homer  powiada, że  bóg  niejednemu  bohaterowi ducha dodawał, tak i Eros ducha dodaje tym, którzy kochają.

Uczta, Platon

Wykluczenie sumienia

W państwie totalitarnym, w którym wszystko, co ludzkie, uległo upaństwowieniu, tylko najwyższa władza była w prawie typowania ofiar. W państwie wielkich swobód osobniczych byli samozwańczy likwidatorzy zła, swobodni w jego rozpoznawaniu i ściganiu. Ta zależność wyjaśnia pokrewieństwo obu formacji – w rozgrzeszeniach, jakie dają sobie mordercy, bo zarówno totalna uległość autorytetom, jak totalna negacja wszelkiej uległości wyklucza z rachunku czynów sumienie, różnymi drogami prowadząc do tożsamego finału we krwi.
Stanisław Lem, "Biblioteka XXI wieku / Golem XIV"
Ze wstępu do fikcyjnej książki:
Horst Aspernicus, "Der Völkermord. I. Die Endlösung als Erlösung. II. Fremdkörper tod."

Odwiedza nas 137 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony