[...] Sam nie wiem po co - może dlatego, że, bojąc się, jednocześnie bawiłem się moim strachem. [...] Wtedy burza zatrzymała się. Deszcz, wiatr, grzmot, blask - wszystko skończone. Cisza. [...]
Ja, rzecz jasna, nie zwariowałem na tyle abym sądził, że to mój ruch wstrzymał burzę. Ale - przez ciekawość - znów wyciągnąłem rękę w zupełnie ciemnym teraz pokoju - i co? - wicher, deszcz, grzmoty, znów się zaczęło!


Po raz trzeci nie wyciągnąłem ręki. Bardzo przepraszam. Po raz trzeci nie ośmieliłem się wyciągnąć ręki - i ręka moja do dziś pozostała »nie wyciągnięta«, skażona tą hańbą. Bez żartów, co za nędza! Jaka kompromitacja! Ja, który przecież nie jestem histeryk ani półgłówek! Więc jakże - żebym po tylu wiekach znaczonych rozwojem, postępem, nauką, żebym bynajmniej nie z żartobliwej, ale z poważnej, z solidnej obawy nie odważył się wyciągnąć po nocy ręki - podejrzewając że »a nuż« ona rządzi burzą? [...] Ale, do diabła, skąd ja mogę wiedzieć - gdzie pewność, gdzie gwarancja, że ręka moja gestem magicznym nie zdoła wstrzymać albo uruchomić burzy?

Witold Gombrowicz, Dziennik

Znalezione w:
Klementyna Suchanow, Gombrowicz. Ja geniusz. Tom II
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec, 2017