Konteksty


Przemeczku, więc te nawyki wileńskie są moim obciążeniem. To jest moja cenzura prawdziwa: żeby nie brylować, nie popisywać się jako subtelny artysta prozaik. Tak się stało w moim życiu. Co to jest warte?
A literatura - w ogóle ma bardzo krótkie nogi.

Bałem się, że padnie tu ta złowieszcza diagnoza, którą pan tak często powtarza ostatnio.

Proszę spojrzeć samemu. Z dziewiętnastowiecznej literatury paru naszych autorów się czyta. Przede wszystkim z powodu samego języka, język jest nieznośny. Czy jest pan w stanie młodopolskie powieści czytać? W ogóle przepadły.


Czasami - w chwilach przypływu energii – wydaje mi się, że sama obecność w miejscu tylu wspomnień, tylu zachwyceń, wywoła potrzebę utrwalenia czegoś, co za chwilę przeminie, zniknie, jak ślad na wodzie. Że wystarczy przywołać - tak często towarzyszące mi dawniej - uczucie głodu, że wystarczy wsiąść na rower, pojechać do Fourques, do Saint-Gilles, odszukać pod pustym niebem znajomą groblę w Camargue; wystarczy znaleźć słowa, zapisać to, co nagle - w nostalgicznym wspomnieniu, albo po prostu nie wiadomo dlaczego - wydało się godne utrwalenia.


„Urodziłem się w mieście leżącym na wielkim dziale wód, w połowie drogi między Morzem Bałtyckim a Morzem Czarnym. (...) Opuściłem je przeszło ćwierć wieku temu, aby tam nigdy nie wrócić. Był to exodus raczej niż duchowy wyjazd i chociaż pogodziłem się z historyczną koniecznością, pamiętam jednak dobrze moje rodzinne miasto i nade wszystko lekcję, jakiej mi udzieliło. (...) Ona ukształtowała moją pierwszą wizję Europy” (MD, 127) - opowiadał radiosłuchaczom we Frankfurcie nad Menem na początku lat siedemdziesiątych. Obraz był nieco wyidealizowany, ale zarazem ujmujący i wyrazisty. Miasto bowiem „leżało na wielkim skrzyżowaniu dróg z zachodu na wschód i z południa na północ.


Ziemio, święta bogini, o matko przyrody,
Która dajesz schronienie ludziom i zwierzętom,
Pani nieba i morza, władczyni wszechrzeczy!
Z twojej woli przyroda w sen zapada. Potem
Znowu światło przywodzisz, ciemną noc odpędzasz.
Ty w swoim łonie kryjesz królestwo umarłych
I chaos niezmierzony. Ty wichrami rządzisz,
Deszcz miarkujesz i burze. Kiedy tylko zechcesz,
Fale wzniecasz i koisz. Ty słońce zaćmiewasz
Lub pogodą radosną niebiosa rozjaśniasz.
Ty, zawsze wierna, dajesz nam życie i pokarm.
Gdy w nas dusza omdlewa, do ciebie biegniemy.
Wszystko, czego udzielasz, do ciebie powraca.
Sprawiedliwie się mówi: Wielka Macierz Bogów,
Bo dobrocią przewyższasz wszystkie inne moce.
Ty, Ziemio, jesteś matką dla ludzi i bogów.
Bez ciebie nic nie może zemrzeć ni się zrodzić.
Ty wielka, tyś jest bogów królowa dostojna,
Ciebie, boska, czczę kornie, twego bóstwa wzywam,
Abyś mi udzieliła, o co cię upraszam,
A ja ci, Pani, złożę dzięki, jak należy.
Wysłuchaj mnie i moim błogosław zamysłom,
O co upraszam, racz mi udzielić łaskawie.
Rozliczne zioła, które twój majestat rodzi,
Dla ochrony żywota dajesz wszystkim ludziom.
Pozwól mi, abym z leków twych mogła skorzystać,
Z leków wyposażonych w twoją moc potężną.
Cokolwiek z nich przyrządzę, niech będzie skuteczne,
Komukolwiek dam leki, niechże będzie zdrowy
Z pomocą twojej łaski. Twój majestat, Pani,
Niechże mi błogosławi, kornie ciebie błagam.

Modlitwa zbieraczki ziół
(Dea sancta Tellus, rerum naturae parens)
Z anonimowej poezji łacińskiej


(W piątą rocznicę śmierci A.P. Czechowa)

Pisarze rosyjscy prawie nigdy nie ograniczali się do uprawiania „sztuki jako takiej”. Wszyscy filozofowali, uprawiali politykę, innymi słowy - byli „nauczycielami życia”.
Czechow pozostał aż do śmierci tylko i wyłącznie artystą. Unikał wypowiadania się w kwestiach, które zajmowały wówczas społeczeństwo rosyjskie.
Oczywiście musiał spotykać się z najróżniejszymi ludźmi, wypowiadać swoje opinie. Ale były to opinie współrozmówcy, a nie nauczyciela. Opublikowane ostatnio listy Czechowa przypominają korespondencję Turgieniewa. Niewymuszonanrozmowa, celne charakterystyki, skrajne i zmienne nastroje. Subtelna, wrażliwa dusza, która z poczuciem humoru szuka wyjścia ze swej tragedii.

Bóg

Świat, to wariactwo jednego supermózgu, który sam na własnym punkcie zwariował ostatecznie.

 

Stanisław Lem

Szum

Mówią, że gdy się starzejesz, bliscy zmarli zaczynają coraz częściej z tobą rozmawiać. Tracimy dźwięki świata, aby móc wyraźniej usłyszeć - bez przeszkody w postaci innych dźwięków i innych głosów. Na razie nadal słyszę jedynie szum.

Georgi Gospodinow, Fizyka smutku
Wydawnictwo Literackie, 2018

Odwiedza nas 46 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony