Przemeczku, więc te nawyki wileńskie są moim obciążeniem. To jest moja cenzura prawdziwa: żeby nie brylować, nie popisywać się jako subtelny artysta prozaik. Tak się stało w moim życiu. Co to jest warte?
A literatura - w ogóle ma bardzo krótkie nogi.
Bałem się, że padnie tu ta złowieszcza diagnoza, którą pan tak często powtarza ostatnio.
Proszę spojrzeć samemu. Z dziewiętnastowiecznej literatury paru naszych autorów się czyta. Przede wszystkim z powodu samego języka, język jest nieznośny. Czy jest pan w stanie młodopolskie powieści czytać? W ogóle przepadły.
No, to jest konwencja rzeczywiście nie najciekawsza, w porządku, ale już co do współczesnej prozy, której nurt i pan współtworzył, można się chyba łudzić, że jakoś będzie się trzymać.
Ma pan już w tej chwili dowody, że to jest błędne, życzliwe literaturze, ale błędne przekonanie. Właściwie historię, takie maleńkie człony historii, tworzą aktualne pokolenia - które mają swoją estetykę, swoje zainteresowania, swoje nerwice. Zajmują się inną strefą, innym obszarem życia. Ja to odczuwam, że przeszedłem całkowicie do historii. Oczywiście, przy mojej jeszcze biografii drastycznej byłem na to przygotowany, że zostanę odrzucony, zapomniany.
Być zapomnianym też jest przyjemnie. I sam pan doskonale wie, bo troszkę pan się uczył, że na przykład Bacha odkrył któryś kompozytor francuski. Kupił śledzie czy coś podobnego na straganie, owinięte w nuty jakiegoś nieznanego faceta, który się nazywał Jan Sebastian Bach. Sto lat po śmierci dopiero zaczął żyć i istnieć. Być zapomnianym, jest to całkowicie naturalne. Wszystko staramy się zapomnieć i wszystko zapominamy.
Nasze pokolenie... no, było sympatyczne i naiwne. Miało poczucie, że dźwiga odpowiedzialność za świat, chaotyczny, tragiczny, napięty. Tu faszyzm, tam stalinizm. Ja już to kiedyś mówiłem, może pisałem - mój bohater to anonim, nie wiadomo, gdzie pracuje, czy choruje, czy ma ubezpieczenie załatwione, czy ma żonę, ile ma dzieci. Wyabstrahowane postacie w zderzeniu z historią. A teraz olewana jest historia, teraz Zosia kocha Franka, a Franek kocha Józia, a Józio...
Absolutnie nie! Przecież teraz królują reportaż i autobiografizm.
Drogi panie Przemku, jest pan trochę obciążony swoim posłannictwem naukowym. Oczywiście, że reportaż, ale ja mówię o tym, co poza reportażem, o nowej generacji, czym ona się interesuje. Oczywiście, że dzisiaj w związku ze strasznym rytmem życia, z tym, że się wiele dzieje, część publiczności jest zainteresowana literaturą faktu, ale osiemdziesiąt, a może nawet dziewięćdziesiąt procent czyta powieści pisane przez kobiety, które się niewiele różnią od pani Rodziewiczówny czy od pani Mniszkówny w sensie zatrudnienia,umysłu i warstw uczuciowych w czytelniku.
Jak by sam pan przepatrzył ostatnie sto pięćdziesiąt lat naszej literatury - ile przepadło?
Ale ile się utrzymało.
No, niech pan mi wymieni.
(założenie rąk)
Trochę pan się zaciął. No niech pan Sienkiewicza wymieni, Prusa - cieszę się, że jeszcze czasem go czytają. No, i jeszcze?
(jw.)
Tadeusz Konwicki, W pośpiechu
Wydawnictwo Czarne; Wołowiec, 2011
