Konteksty

Dostatecznie jasno, Ojcze Święty, zdaję sobie sprawę z tego, że znajdą się ludzie, którzy gdy tylko posłyszą, iż w tych moich księgach o obrotach sfer wszechświata przypisuję jakieś ruchy kuli ziemskiej, zaraz podniosą krzyk, że należy mnie wraz z takim przekonaniem potępić. Nie jestem bowiem do tego stopnia zakochany we własnym dziele, żebym nie zważał na to, co o nim będą sądzić inni. I jakkolwiek wiem, że myśli uczonego są niezależne od sądu ogółu – ponieważ dążeniem uczonego, o ile tylko ludzkiemu rozumowi pozwala na to Bóg, jest szukanie we wszystkim prawdy – mimo to jestem zdania, że poglądów zgoła różnych od uznanej prawości należy się wystrzegać.

bibliotekaPoważna gazeta, „Le Temps”, pisze, że w Paryżu ludzie stoją w kolejce przed biblioteką, gdzie wypożycza się klasyków: szczęśliwy, kto może zdobyć taki tom Tukidydesa, zaczytany, z oślimi uszami… Zresztą każdy autor starożytny jest modny. To tylko jeden z symptomów. Francuscy wydawcy, tak samo jak niemieccy, włoscy czy szwajcarscy, nie potrafią już zaspokoić książkowych potrzeb europejskich i krajowych czytelników. W Europie sprzeda się dzisiaj każdą książkę, która w ogóle zasługuje na to, byśmy o niej nadmieniali, używając tej dostojnej nazwy: dzieło Owidiusza jest tak samo „modne” jak utwory najznakomitszych autorów żyjących. Trudność stanowi raczej to, co jest wspólnym problemem wojny: surowiec, zaopatrzenie w papier i płótno; to, co się ukazało, sprzedaje się szybko, ludzie z dokładnie taką samą łapczywością śpieszą do domu z tomem Seneki, jak z pięcioma dekagramami masła; a objaw ten daje się zauważyć już nie tylko w tych państwach, które prowadzą wojnę lub na które bezpośrednio spadły jej miecz i pożoga. Tam, gdzie nie ma zaciemnienia, czyta się tak samo zachłannie jak w krajach, gdzie zarządzenia wojenne zmuszają ludzi do siedzenia w domu w zimowe dni, gdy szybko zapada zmrok. Tej zimy marznie się w wielu mieszkaniach Paryża, ale wciąż jeszcze łatwiej jest marznąć w wystygłym mieszkaniu, jeśli mamy w rękach książkę. Europa nawróciła się na książki.

"Grób dzieci nienarodzonych - to było w pierwsze Zaduszki po przeprowadzce do Doliny Szklarki. Chochołowe Skały od północy są wyniosłe i białe. Od południa rosną tylko krzaki tarki i głogu. Krążyłem tam parę razy, ale po co wsadzać dziób, mieszać w głowie sarnom? Tamtego dnia wieczorem szedłem skrajem tej gęstwiny i nagle zrobiło się w niej rzadziej. Powściągliwie zapraszała. Snuły się pasiaste mgły. Na drzewach wisiały zniszczone stacyjki drogi krzyżowej. Ten tunel w gąszczu, uczerwieniony przemarzłym głogiem, prowadził jakby do wewnątrz skał. Na jednej z nich łuna falowała jak złota woda. Chyba wtedy przeszły mnie ciarki. W tym małym skalnym amfiteatrze płonęło dużo zniczy i świec. Co to jest? Pogański cmentarz? Na środku stał metalowy krzyż z tabliczką „GRÓB DZIECI NIENARODZONYCH”. Tam, na górze, wśród tych skał, które błyszczą jak kawałki srebra i wabią z oddali. Opowiadali sąsiedzi: wiosną lądowały na nich naraz dziesiątki bocianów z południa, żeby po chwili odlecieć dalej, ku całodobowej wilgoci Rudawy i Dubia. W takich miejscach zawsze odbywało się coś ważnego. Ponad mozaiką niebieskich chałup w dolinie, wystarczająco daleko od profanum obór. Czy to symbol, czy rzeczywiście tam chowano ludzkie płody, zamiast pod progami domów, co było w chłopskim zwyczaju? Mówiło się w starej wsi: nie łaź sam w takie miejsca. One też zło ściągają. Oblezie cię to i będziesz się przez lata uwalniał. Gubił resztki siebie.

Dla Tomka Maciejczyka

Dlaczego płaczesz? Pozapalałem już światła
W całym ogrodzie, trafisz na pewno.
Wiesz, na co dzień nie przyjmuję gości.
Przez szparę w rolecie sączy się ciemność,
Letnie noce są krótkie i nie zdołałem
Nabrać znów pewności; wieczorem tracę tożsamość,
Szukam jej rano i być może już nigdy
Nie zdążę wypowiedzieć słów:
Jesteś ważny, jesteś mądrym chłopcem.
Dlaczego płaczesz? Pod adresem nieskończoności
Pies szczeka na przedmioty, które są dla mnie obce.
Być może nie przetrwam kolejnej zimy,
Lecz jeszcze czas, jeszcze zobaczymy,
Co można wyrzeźbić z tej ciszy,
która oblepia nas niby glina.
Dlaczego płaczesz? Słońce wzejdzie później
Lecz wzejdzie, to wszystko nasze,
Jedz, pij, mów. I tak nas położą na dłoni
Zdmuchną jak niepotrzebny pył.
Byłeś? Powiedz. I tak od tygodni
Solę łzami twój list, po jednej literce i to od nich
Zaczynam znikać.

KRZYSZTOF JONIAK

lato na lisiej


Mickiewicz zwlekał z wprowadzeniem upiora jako romantycznego bohatera, miał zapewne świadomość, że może to wzbudzić duże kontrowersje. W jego debiutanckim tomie z 1822 roku, który symbolicznie otworzył polski romantyzm, pojawiają się już liczne, zapożyczone zarówno od zachodnich romantyków, jak i zaczerpnięte z motywów ludowych, elementy nadprzyrodzone - w tym, oczywiście, duchy i powracający zza grobu zmarli. Wyraz „upiór” przewija się tam parokrotnie, ale raczej mimochodem. Poeta świadomie wykreślił go nawet z wiersza-manifestu Romantyczność. Rok później nastąpiło jednak mocne uderzenie. Wydane wówczas Dziady uczyniły z ludowego obrzędu przywoływania zmarłych tło długo wyczekiwanego „narodowego dramatu”, a z żywego trupa samobójcy - jego główną postać. Dla uformowanych w oświeceniu nestorów polskiej inteligencji - ultrakonserwatywnych zwolenników klasycyzmu - nie mogło stać się nic gorszego. Na ich szczęście, Dziadów nie wystawiono jeszcze przez dziesięciolecia (nigdy za życia Mickiewicza!), tym bardziej w Teatrze Narodowym (pochodzący z Litwy autor uchodził za zbytniego prowincjusza), przez co niskonakładowa publikacja nie wzbudziła powszechnej sensacji. Dopiero wydany w 1826 roku tom sonetów, dzięki nakładowi i sprawnej dystrybucji, zwrócił uwagę na cały wcześniejszy dorobek poety i wywołał najbardziej zażartą dyskusję w dziejach polskiej krytyki literackiej. Zgryźliwy klasycysta Kajetan Koźmian, z trudem usiłujący przez kilkadziesiąt lat stworzyć narodowy poemat georgiczny (opiewający szczęśliwe życie nie tyle chłopów, co ich panów) w jednym z listów wyraził bardzo osobistą opinię, która streszcza poglądy apologetów dobrego literackiego smaku: „Mickiewicz to półgłówek wypuszczony ze szpitala dla szalonych. [...] Mickiewicz myśleć nie umie. [...] Mickiewicz brudny, karczemny. [...] Mickiewicza niesforny zapał rozdmuchały brudne litewskie pomywaczki”. W tej serii inwektyw wyczuwalna jest obawa przed naruszeniem nie tylko literackiego, ale i politycznego status quo. Romantyzm wziął w zdecydowaną obronę młody krytyk Maurycy Mochnacki. 21 marca 1827 roku w „Gazecie Polskiej”, recenzując Mickiewiczowskie sonety, napisał: „Tenże sam zapał, ta sama tęsknota głębokiej melancholii, ta sama czułość rozrzewniająca, przypominają nam bohatera czwartej części Dziadów, a w czarującej harmonii rymów, w wezbraniu uczuć, w wylewie myśli poważnych i śmiałych poznajemy natchnionego wieszcza”. Określenie „wieszcz” przylgnęło odtąd do Mickiewicza i promieniowało na innych polskich romantyków. Kilkanaście lat później, na emigracji w Paryżu, będący pod wpływem mistycznych środowisk Mickiewicz, w trakcie egzaltowanej przemowy o perspektywach odzyskania przez Polskę wolności, sam stwierdził: „Nie nazywajcie mnie krytykiem [wydarzeń historyczno-politycznych – przyp. Ł.K.], ale wieszczem, przyznaję się do tego charakteru [...]. Ale któż z nas nie jest wieszczem? Każdy, kto słowem, piórem, czynem, służył świętej sprawie, był wieszczem [...]”.

Gramatyka

Istnieje jakaś gramatyka starzenia się.
Dzieciństwo i młodość pełne są czasowników. Nie możesz usiedzieć w miejscu. Wszystko w tobie rośnie, tryska, rozwija się. Później, w średnim wieku, czasowniki stopniowo zamieniają się na rzeczowniki. Dzieci, samochody, praca, rodzina - rzeczywiste sprawy rzeczowników.
Starzenie się jest przymiotnikiem. Wchodzimy w przymiotniki starości - powolni, bezbrzeżni, zamgleni, chłodni lub przezroczyści jak szkło.

Georgi Gospodinow, Fizyka smutku
Wydawnictwo Literackie, 2018

Lato w Baden

I kto wie, czy na tym świecie wszelki cel, do którego dąży ludzkość, nie zawiera się w owej ciągłości procesu osiągania, inaczej mówiąc: w samym życiu, a nie konkretnie w celu.

Notatki z podziemia, Fiodor Dostojewski

Odwiedza nas 113 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony