Konteksty

nic sie nie dzialo"Dla dziec­ka wieś to jeden wiel­ki plac zabaw, tyle że ra­czej nie­bez­piecz­ny. Pew­ne­go dnia Anna już zbie­ra­ła się z pola, gdy spo­strze­gła coś dziwnego. Kury sku­pi­ły się kon­spi­ra­cyj­nie z tyłu obory, jakby coś ze sobą żywo kon­sul­to­wa­ły. To było dziw­ne, bo na co dzień dzio­ba­ły zie­mię przy domu. Jeśli Anna wie­dzia­ła coś o ku­rach, to tyle, że nie zmie­nia­ją swo­ich przy­zwy­cza­jeń z byle po­wo­du. Nie zdą­ży­ła się nad tym za­sta­no­wić, gdy poczuła dym. Przy­spie­szy­ła kroku, a kiedy wy­szła zza rogu obory, uj­rza­ła swoje dzie­ci bie­ga­ją­ce wokół pło­ną­ce­go wozu. Miały ocho­tę po­ba­wić się w stra­ża­ków, pod­pa­li­ły więc siano na wozie. Ten się zajął i teraz pró­bo­wa­ły go uga­sić, nosząc wodę w ma­łych pusz­kach po kon­ser­wach. Adaś, który miał pil­no­wać młod­sze­go ro­dzeń­stwa, dy­ry­go­wał grupą ra­tow­ni­czą, krzy­cząc: „Win­cyj wody! Win­cyj wody!” – przy­naj­mniej do mo­men­tu, gdy mu się wy­rwa­ło: „Kurwa, nie domy rady!”."

Tomasz Szymon Markiewka, Nic się nie działo. Historia życia mojej babki
Wydawnictwo Czarne, 2022

ijasz tomasz rozyckiPo pierwsze, goście: Grupa Rekonstrukcyjna Piast,
złożona ze słuchaczek szkoły pielęgniarskiej i uczniów seminarium,
specjalizująca się w odtwarzaniu scen batalistycznych i patetycznych
z historii ojczystej, przebrana głównie za husarię,
z kompletem tekturowych skrzydeł strącających potem w czasie zabawy
wszelkie kieliszki i butelki ze stołów, a także z końskimi głowami
trzymanymi kurczowo pomiędzy udami, potem grupa
Martyrolog, udanie odtwarzająca z pieczołowitością
rzezie, pogromy, masakry, przegrane powstania i klęski
bitewne polskie, szczególnie specjalizująca się w spektakularnym
interpretowaniu stosów porżniętych i postrzelanych trupów,
potem trupa teatralna Polanki, odtwarzająca prasłowiańskie zajęcia

Contrapunctus Adam WodnickiTym, którzy nie lękają się cieni o zmierzchu, którzy potrafią rozmawiać z drzewem, którzy umieją czytać znaki kreślone skrzydłem nietoperza,
którzy z darów dzieciństwa zachowali zdolność wyobraźni i głód cudowności,
którzy potrafią dziwić się życiu, doszukiwać się ukrytych w nim sensów i znaczeń,
którzy umieją rozpoznawać ślady bogów - ścieżki, jaskinie, święte źródła,
którzy zdolni są - poprzez płomyki żarnowca albo w prześwitach zarośli - dostrzec cień fauna albo tańczącej nimfy,
którym na skrzyżowaniu dróg zdarza się spotkać sfinksa, a w leśnych ostępach bożka Pana.
Tym, którzy wierzą w mity, światła dawnych objawień,
dedykuję te chaotyczne obrazy i myśli.
Zrobią z nimi, co zechcą,
Amen.

Contrapunctus, Adam Wodnicki

W górskiej dolinie rozpostartej nad tonią podziemnego jeziora nastał spokój i choć nigdy tu nie wiało, teraz nie dało się odczuć nawet najmniejszego powiewu, jakby świat wstrzymał oddech. Późne owady przysiadły na badylu, skamieniał szpak wpatrzony w jakiś zaprzeszły ruch wśród kępek pietruszki w ogrodzie. Rozciągnięta między krzakami jeżyn pajęczyna przestaje drgać i napina się, próbując usłyszeć dochodzące z kosmosu fale, woda rozgaszcza się w plesze mchu, jakby miała tam zostać na zawsze, jakby miała zapomnieć o swoim drugim imieniu – że płynie. Dla dżdżownicy to napięcie świata jest wskazówką, by poszukać sobie schronienia na zimę, już planuje parcie w głąb ziemi, pewnie mając nadzieję, że odnajdzie tam ukryte głęboko ruiny raju. Krowy, które przeżuwają żółknące już trawy, także zastygają w bezruchu, zatrzymują się na chwilę ich wewnętrzne fabryki życia. Wiewiórka patrzy w cud orzecha i rozumie, że jest on czystym, skondensowanym czasem, że jest także i jej przyszłością ubraną w tak dziwną formę. I wszystko w tym krótkim momencie definiuje się na nowo, od nowa wyznacza swoje granice i cele, na chwilę rozmyte kształty znów zwierają się w sobie.
Jest to bardzo krótki moment równowagi między światłem a ciemnością, prawie niezauważalny, jedna chwila, w której wypełnia się cały wzór, spełnia się obietnica wielkiego porządku, lecz tylko na mgnienie oka. W tej odrobinie czasu wszystko wraca do stanu perfekcji, istniejącego zanim oddzielono niebo od ziemi.
Ale zaraz ta doskonała równowaga rozpływa się jak kształt na wodzie, obraz mętnieje i zmierzch zaczyna dążyć do nocy, a noc zdobywa przewagę – teraz będzie wetować sobie półroczny czas poniżenia i co wieczór zdobywać nowe przyczółki.

Empuzjon, Olga Tokarczuk
Wydawnictwo Literackie, 2022

nieuchwytna
jeśli nie rzadka.

zawsze są wektory
i wartości

nawet gdy niezmierzone
to doświadczone

na granicy z ziemią:
utrata równowagi i w jej wyniku - ruch.

akt tworzenia zależny
od wysokości i czasu:

osiem pięter w górze
zawieszone na moment

wartości binarne
- zera i jedynki -

juz śnieg
lub jeszcze nieśnieg -

żadnych wektorów momentu
lub spinu

brak szkicu kształtu
lub krystalicznego rygoru

tylko lot
od punktu do punktu

jak wybieranie lilii w stawie
lub gwiazd na zimowym niebie

tam lub nie tam
w jednej chwili

skalarna natura śniegu

Glenn R. McLaughlin

skalarna natura sniegu Glenn R McLaughlin

pulverkopf edward pasewiczŻadne pomidory mi się nie podobały. Wszystkie były wodniste i zimne. Chciałem takich pomidorów, jakie umiała wyhodować Weronika Werhunt: mięsistych, z sercem, z posmakiem słońca i ziemi w miąższu. Nie było tu takich. Babka do swoich krzaczków mówiła. Pochylała się, głaskała listki, podwiązywała łęty i owoce, żeby ciężarem nie zniszczyły rośliny.
Czy ktoś jeszcze rozmawia z pomidorami? To tak jak z wielkimi pytaniami. Kogo one obchodzą, kiedy nie ma pomidorów? Śmierć? Życie? Wieczny powrót? [...] Chciałem jak najszybciej znaleźć się w kuchni, ukroić grube plastry pomidora, posypać je zmielonym grubo pieprzem i jeść.

Kłamstwo

Ten, co sam siebie okłamuje i słucha własnego kłamstwa, w końcu nie dostrzega już żadnej prawdy ani w sobie, ani wokół siebie, aż traci szacunek i do siebie, i do innych.

Fiodor Dostojewski, Bracia Karamazow

Inne formy życia

Nie sposób sobie zupełnie wyobrazić, co się stanie ze światem, z europejską formą życia, z nami. Już nawet się nad tym nie zastanawiam, nie planuję niczego. Zrozumiałem, że sens tej wojny jest następujący: spotężniałe tłumy poszukują innych form życia. Urodziłem się na przełomie epok, trzeba to znieść z pokorą. Już sam fakt, że wiem o tym, wiele znaczy.

Dziennik 1943-1948, Sándor Márai

Odwiedza nas 112 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony