
TOMASZ RÓŻYCKI
Plecak
Ten świat, a także kilka innych światów
zmieści mi się w bocznej kieszeni plecaka
albo w szwajcarskiej torbie, kupionej
w sklepie z widokiem na dach, nieskończoność,
jezioro, Alpy, zęby głodnej paszczy
jeszcze otwartej. Patrz teraz jak tańczę
z butelką na głowie, trzymając w rękach kieliszki.
Ile bym kroków nie mierzył, zawsze przyjdę za szybko.
Ile pokonam przestrzeni, tyle sam przegram z czasem.
Zginąć w walce to zaszczyt. Za ofiary przepraszam.
Niosłem ostrożnie, żeby ocalić po drodze.
Upiłem, by nie uronić. Mam krótszą prawą nogę.
Ten świat, a także parę innych światów,
wysypaną z kieszeni karmę dla robaków,
dla gawronów i pleśni, razem z monetami,
za które kupisz wino i muszle z Hiszpanii.
Plecak, Tomasz Różycki
Zeszyty literackie Nr 130 (lato 2015)

Francesco pozdrawia swego Cycerona. Twoje listy długo i gorliwie poszukiwane, a znalezione tam, gdzie się najmniej ich spodziewałem, przeczytałem chciwie. Usłyszałem, jak wiele mówisz, jak wiele opłakujesz, na jak wiele rzeczy zmieniasz pogląd, Marku Tuliuszu. Już przedtem wiedziałem, jakim byłeś nauczycielem dla innych, ale dopiero teraz pojąłem, jakim byłeś dla siebie. Z kolei więc ty, gdziekolwiek jesteś, posłuchaj nie rady, lecz z prawdziwej miłości pochodzącego lamentu, jaki nie bez łez wypowiada jeden z potomnych, bez miary rozmiłowany w tobie. O niespokojny stale i zatroskany, czy raczej, abyś rozpoznał swoje własne słowa, »porywczy i nieszczęsny starcze«, cóż ty chciałeś osiągnąć tyloma sporami i bezużytecznymi zabiegami? Gdzież się podział spokój godny twoich lat, profesji i fortuny? Jakaż to złuda chwały wplątała starca w boje młodzieńców i poniewieranej wszelkimi przygodami powlokła wreszcie na śmierć niegodną filozofa? Ach, niepomny rad brata i twoich własnych zbawiennych pouczeń, byłeś jak ten nocny wędrowiec, który niosąc w ciemności światło, pokazuje drogę idącym za nim, a sam fatalnie potyka się i upada.
DRZEWO
jest drzewem, ono nie
zwołuje
konferencji prasowych, ani
kiedy się chwieje
na wietrze
ani
kiedy pada w burzy. Drzewo
jest drzewem
i jednego
dnia
nim nie jest.
DRZEWO
jako sylwetka
na tle
światła czerwcowego wieczoru
wypuszcza
kosa
w kierunku
niebios
albo nie. Drzewo milczy
podczas gdy
śpiew ciągnie je
od korzeni w górę.
DRZEWO STOI LECZ NIE
czeka aż
ktoś
przyjdzie, czeka aż deszcz
spadnie, aż
chlorofil zrobi
co ma
do zrobienia. Drzewo stoi
i szpera w myślach wiatru
nie
wiedząc
co wiatr przyniesie.
POCHŁONIĘTE
swoim własnym
ciałem, stoi i
obraca
swój cień za
słońcem
i za
wiatrem. Odzwierciedla tykanie
kosmicznego zegara
nie
mówiąc
ani słowa.
DRZEWO I JEGO
brat
nie-drzewo
stoją wycięte z tektury
na gruncie
na którym
żyjemy. Piętro niżej korzenie
wysysają
ciemność. Wiatr to alfabet
który
prze
padł.
NIE-DRZEWO
odpowiada: Ty istniejesz, bo
masz w sobie to
co obiecuje
światło. A cóż ja
mające
tylko
nic? Nie znające różnicy
pomiędzy było a jest?
Korzenie
dłubią
w kałamarzu ciemności.
Jan Erik Vold, Dwanaście medytacji, Biblioteka „Toposu”, T. 90
Z medytacji IV pt.: DRZEWO I NIE-DRZEWO
Intelektualiści, artyści i pisarze Europy Środkowo-Wschodniej przyczynili się niewątpliwie do upadku sowieckiego totalitaryzmu. Ich idee znane były w przestrzeni publicznej, ich odwaga bywała inspirująca. Zdarza się, że intelektualiści, chwiejni, posługujący się nieraz abstrakcyjnym językiem, stają się postaciami nieco karykaturalnymi, lecz ludzie tacy jak Václav Havel czy Leszek Kołakowski byli inni. Rzecz jasna, to nie idee same w sobie uwolniły nas od totalitarnej opresji, były jednak ważnym składnikiem pośród innych metod działania. Jaki to smutny paradoks, że teraz, w zjednoczonej Europie, w Unii Europejskiej przechodzącej co prawda poważny kryzys, lecz przecież kierującej się demokratycznymi zasadami, wierzącej w wolny rynek, w Europie, o której niegdyś marzyli tylko, a której parlament mogli teraz swobodnie wybierać, intelektualiści są, wydaje się, bardziej bezradni niż dawniej, w złych czasach. Najwyraźniej pod niektórymi względami łatwiej było występować przeciwko Komitetowi Centralnemu niż teraz przeciw wielkim, niemym liczbom, przeciw ciemnym stronom kapitalizmu czy ponurym nacjonalizmom.
Czytaj więcej: ADAM ZAGAJEWSKI: ZAMYKANIE OTWARTEGO SPOŁECZEŃSTWA
Zadzwonili do mnie z pewnej gazety codziennej. Z pewnej, czyli wiadomo jakiej. Miała się odbyć akcja, że oto twórcy kultury, pisarze, muzycy i kto tam jeszcze powinni napisać list do polityków, żeby się nareszcie ogarnęli i pomyśleli o narodzie oraz ojczyźnie. Bo jak na razie to się nie zanosi i nic tylko plują sobie nawzajem do zupy, leją się łopatkami w piaskownicy, aż wstyd patrzeć.
Rzeczywiście wstyd jest, ale zawsze można sobie zrobić przerwę w oglądaniu. Ale z drugiej strony, pomyślałem sobie, że fajnie by było na żywo wziąć udział w czymś w rodzaju „Zaporożcy piszą list do sułtana” Ilji Riepina. Oto siedzimy sobie w jakimś porządnym i modnym lokalu, np. przy placu Zbawiciela albo w Krakowie na Kazimierzu, siedzi, powiedzmy, Stefan Chwin z Krystyną Lars, siedzi Masłowska sceptycznie z Witkowskim, Miko Trzaska i Krzysztof Penderecki siedzą, Lonik Tarasewicz z Walił przyjechał i z Mirkiem Bałką się rozsiedli, Smarzowski z Jakubikiem dyskretnie piwko pociągają, obok Varga yerba mate ostentacyjnie grzmoci, Waglewscy we trzech się trzymają. Świetlicki sam siedzi. Młódź artystyczna i literacka, żeńska i męska nieco z tyłu się trzyma, ale lokal jednak spory i wszyscy się mieszczą, rachunek otwarty, więc macchiato i prosecco skolko ugodno.

KONSTANDINOS KAWAFIS
Czekając na barbarzyńców
Na cóż czekamy, zebrani na rynku?
Dziś mają tu przyjść barbarzyńcy.
Dlaczego taka bezczynność w senacie?
Senatorowie siedzą - czemuż praw nie uchwalą?
Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy.
Na cóż by się zdały prawa senatorów?
Barbarzyńcy, gdy przyjdą, ustanowią prawa.
Dlaczego nasz cesarz zbudził się tak wcześnie
i zasiadł - w największej z bram naszego miasta -
na tronie, w majestacie, z koroną na głowie?
Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy.
Cesarz czeka u bramy, aby tam powitać
ich naczelnika. Nawet przygotował
obszerne pismo, które chce mu wręczyć -
a wypisał w nim wiele godności i tytułów.
Czemu dwaj konsulowie nasi i pretorzy
przyszli dzisiaj w szkarłatnych, haftowanych togach?
Po co te bransolety, z tyloma ametystami,
i te pierścienie z blaskiem przepysznych szmaragdów?
Czemu trzymają w rękach drogocenne laski,
tak pięknie srebrem inkrustowane i złotem?
Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy,
a takie rzeczy barbarzyńców olśniewają.
Czemu retorzy świetni nie przychodzą, jak zwykle,
by wygłaszać oracje, które ułożyli?
Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy,
a ich nudzą deklamacje i przemowy.
Dlaczego wszystkich nagle ogarnął niepokój?
Skąd zamieszanie? (Twarze jakże spoważniały.)
Dlaczego tak szybko pustoszeją ulice
i place? Wszyscy do domu wracają zamyśleni.
Dlatego że noc zapadła, a barbarzyńcy nie przyszli.
Jacyś nasi, co właśnie od granicy przybyli,
mówią, że już nie ma żadnych barbarzyńców.
Bez barbarzyńców - cóż poczniemy teraz?
Ci ludzie byli jakimś rozwiązaniem.
KONSTANDINOS KAWAFIS
(1904r.)
tłum. Z. Kubiak
Pewien brat zgrzeszył i kapłan wypędził go z kościoła. Wtedy abba Besarion wstał i wyszedł z nim razem mówiąc: „Ja także jestem grzeszny”.
Pierwsza księga starców
Odwiedza nas 137 gości oraz 0 użytkowników.