
Rozmyślając nad Słownikiem chazarskim Pawła Passiniego
Wypiski z księgi sekty hermenautów

W tym czasie całkowitego odwrócenia wszelkich pojęć słuszności, morale i etyki trudno jest znaleźć oparcie tym, którzy nie zdążyli jeszcze ustabilizować swojego stosunku do istnienia – młodym ludziom. Pod presją przymusowego milczenia, samotny w niepokoju o swoje najbliższe otoczenie, każdy pragnie już tylko ukryć się w swojej skorupie. Wielkie wydarzenia wokół nas, zamiast poszerzyć horyzont, ścisnęły go do jałowej zapiekłości, ludzie uczepili się kurczowo frazeologii nacjonalizmu idącego w złą stronę, uczepili się haseł, granice stają się coraz mniej elastyczne, brakuje logiki. W chaosie monologów jakikolwiek kontakt w narodzie, już wcześniej cichym i upartym, staje się niemożliwy. Ludzie albo krzyczą i kłócą się, albo nie odzywają się wcale. – Wybrałam milczenie.
TOVE JANSON

I ZNOWU SIĘ NA COŚ
STRASZNEGO ZGODZIMY
_____________
KRYSTIAN LUPA
______________

Jak wyartykułować ten lęk?
Wzrastającą obcość...
Rosnące problemy ze zrozumieniem...
Mogę oczywiście próbować brać udział w tym wszystkim...
Próbować wkręcać się w hazard polemik...
Formułować jakieś sądy... Ale nie wierzę, że w ten sposób coś odczytuję...
Albo pomagam komuś odczytać.
To, co myślę i mówię – mnie samemu wydaje się coraz dziwniejsze...
Czy jest sens dzielić się swoim poczuciem obcości i niezrozumieniem?
Czy w tej rzeczywistości artysta jest jeszcze komuś potrzebny?
Albo, czy ja jako artysta... I tak dalej...
Ktoś coraz bardziej obcy...
Ktoś coraz bardziej w niezgodzie...
Jedynym dostępnym narzędziem wydaje się skandal totalnego podważenia
„Golgota Picnic”, na przykład...
Coś takiego...
„Zdziwisz się zapewne, że piszę do Ciebie, a nie zaszedłem po prostu, jak to się często zdarza, do Twojej pracowni przed zapadnięciem zmroku. Myślę jednak, że nie mam odwagi, nie potrafię powiedzieć Tobie w oczy tego, co za chwilę przeczytasz.
Wolałbym nie pisać tego listu. Wahałem się długo, bo naprawdę nie chciałbym narażać naszej długiej przyjaźni na szwank. W końcu zdecydowałem się. Są przecież sprawy ważniejsze od tego, co nas łączy, ważniejsze od Leeuwenhoeka, ważniejsze od Vermeera.
Przed kilkoma dniami pokazałeś mi przez swój nowy mikroskop kroplę wody. Myślałem zawsze, że jest czysta jak szkło, a tymczasem kłębią się w niej dziwne stwory, jak w przezroczystym piekle Boscha. W czasie tej demonstracji śledziłeś badawczo i, jak mi się zdaje, z zadowoleniem moją konsternację. Było między nami milczenie. A potem powiedziałeś bardzo wolno i dobitnie: 'Taka jest woda, mój drogi, taka, a nie inna'.
Czytaj więcej: Johannes Vermeer do Antoniego van Leeuwenhoeka
Fala nacyonalizmu zerwała wreszcie tamę, utrudniającą jej rozlanie się we wsze strony. Tama to była słaba, ale bądź co bądź była. Obecnie niema już i tej zapory. Rosya Zamysłowskich, Kassów i Mienszykowów tryumfuje… Nikt nie przeszkodzi jej zostać tem, czem pragnie, nikt nie będzie się oglądał na Europę. Włodzimierz syn Mikołaja Kokowcow liczyć się z Europą musiał. Jeździł tam po coraz nowe pożyczki od lat tylu, a skutki polityki rosyjskiej – wewnętrznej nawet – odbijały mu się na kursie walorów. Ten kurs obchodził go zaś przedewszystkiem. To sprawiało, iż nawą państwową sterował dość oględnie i burz unikał. Był przedewszystkiem zawsze ministrem finansów, a potem dopiero premierem. Stąd pewien jego liberalizm, niechęć akceptowania wszystkich reakcyjnych uroszczeń. Stąd owa względem prądów szowinistycznych oporność. Rozumiał, iż na prądach tych Rosya snadnie zbankrutować może. Hamował je więc w miarę sił. Szkoda tylko, iż sił tych miał niewiele, więc władza wymykała mu się z rąk ciągle, aż wymknęła się zupełnie.
Światu grożą trzy plagi, trzy zarazy. Pierwsza – to plaga nacjonalizmu. Druga – to plaga rasizmu. Trzecia – to plaga religijnego fundamentalizmu. Te trzy plagi mają tę samą cechę, wspólny mianownik – jest nim agresywna, wszechwładna, totalna irracjonalność. Do umysłu porażonego jedną z tych plag nie sposób dotrzeć. W takiej głowie pali się święty stos, który tylko czeka ofiary. Wszelka próba spokojnej rozmowy będzie mijać się z celem. Nie o rozmowę mu chodzi, tylko o deklarację. Żebyś mu przytaknął, przyznał rację, podpisał akces. Inaczej w jego oczach nie masz znaczenia, nie istniejesz, ponieważ liczysz się tylko jako narzędzie, jako instrument, jako oręż. Nie ma ludzi – jest sprawa. Umysł tknięty taką zarazą to umysł zamknięty, jednowymiarowy, monotematyczny, obracający się wyłącznie wokół jednego wątku – swojego wroga. Myśl o wrogu żywi nas, pozwala nam istnieć. Dlatego wróg jest zawsze obecny, jest zawsze z nami.
Imperium, Ryszard Kapuściński
Odwiedza nas 137 gości oraz 0 użytkowników.