Share


Dostając setki listów z Polski, obcując z Polakami w Paryżu czy w Ann Arbor, czuję że włosy zaczynają mi stawać na głowie. Listy z Polski, szczególnie te od młodzieży (m.in. prośba o pozwolenie nazwania drużyny harcerskiej imieniem Czesława Miłosza - stąd wniosek, że wkrótce będą drużyny harcerskie im. Witolda Gombrowicza) świadczą o wielkiej i zasadniczej przemianie jaka się w Polsce odbywa, a która polega na tym, że Polska staje się tym czym w swojej esencji zawsze była, to jest jednym wielkim organizmem narodowym, w którym Naród jest na ołtarzu, z Matką Boską jako bóstwem pomocniczym w służbie Narodu. (...) Naprawdę nie nadaję się do roli promotora polskiego nacjonalizmu a na to się kroi, tym co piszą do mnie listy i zbierają moje autografy do głowy nie przychodzi, że ktoś może być czymś innym niż Polak-katolik. Ten nieszczęsny naród, doszczętnie i podwójnie upupiony, przez nacjonalistyczno-komunistyczną szkołę w stylu Moczara i przez opór wobec tej szkoły w domu i w kościele, ale też nacjonalistyczny, jest już jak pan Jourdain który nie wiedział że mówi prozą czyli że jest we władzy dzikiego nacjonalizmu i mesjanizmu. Rozmawiałem o tym z Anitą Wasilewską [matematyk, pracownik PAN] i jest ona jedną z nielicznych osób z którymi mogę się porozumieć, bo nawet nastroje w czasie wizyty papieża w Polsce nastrajały ją (rzadkość) sceptycznie. Zastanawiam się, co mam zrobić. Niewątpliwie musimy być w kontakcie i wymieniać zdania na ten temat, jeżeli to, co Ty reprezentujesz i co przez wiele lat reprezentowała "Kultura", tę inną Polskę, nie ma być zaprzepaszczone. Bo przecie Naród z wielkiej litery pochłonie i przyswoi wszystko, ceniąc "Kulturę" za obronę wartości narodowych ale nie wspominając ani słowem o jej prawdziwym stanowisku.

Znalezione w: Miłosz. Biografia, Andrzej Franaszek, Wydawnictwo ZNAK, 2011.

Share
 
Share

10 czerwca [1981 – red.] poeta był już w Lublinie, gdzie stanął nad grobem Czechowicza i otrzymał honorowy doktorat KUL, wysłuchując (…) listu, jaki na krótko przed śmiercią przygotował z okazji tej uroczystości Stefan Wyszyński. Kardynał pisał:
W tej samotnej wędrówce przez dzieje niesie siebie, może niekiedy pokaleczony, ale zawsze - jako obraz człowieka XX wieku, który doświadczył wiele i nie chce zostać niewolnikiem ani techniki myślowej szkół filozoficznych, ani mnóstwa programów społecznych, ani więzie­nnej architektury, ani też tupetu władców coraz to okrutniejszych. Może jest On jakimś "krzykiem o północy", jakimś hejnałem ostatniej godziny - najważniejszym zadaniem jego męki jest ratowanie wolności i Człowieka. (...) W wysiłku samotnej nawigacji przez dzieje człowiek zwany Czesławem Miłoszem podtrzymywany jest tu wizją Boga Wcielonego, która jest w każdym ratowanym z niewoli człowieku.
Frapujący tekst, gęsto znaczony cytatami z Psalmów i z książek Miłosza, podnosił tonację bardzo wysoko, tak wysoko, że odziany w dostojną togę poeta poczuł najwyraźniej niepokój, a w głoszonym w gmachu katolickiej uczelni przemówieniu spróbował dookreślić stanowisko wobec Kościoła:
stałem się medium, przez które przemawiały głosy pewnej określonej cywilizacji dzięki chrześcijaństwu zakreślającej ostrą granicę między dobrem i złem. Tym niemniej (...) czuję się w obowiązku stwierdzić, że nie jestem poetą katolickim. Kto stosuje w literaturze ten epitet, zakłada tym samym, że inni, bez tego wyróżnika, nie są katoliccy, co wydaje mi się i wątpliwe, i niezgodne z sensem słowa katholikos, które znaczy: powszechny, ogólny. Wprowadzając podziały łatwo prześlepić to, co ludzi łączy, nie dzieli. Jakże często człowiek wierzący znajduje dzisiaj niewierzących pośród sobie najbliższych i na odwrót, niewierzący musi odnieść się jakoś do wiary religijnej w swoim bezpośrednim otoczeniu. I myślę, że jedni i drudzy należą do tej samej rodziny umysłów, jeżeli jednoczą się w swoim szacunku dla wielkiej tajemnicy istnienia świata i człowieka (...). Jakkolwiek siebie nazywają, wszyscy oni są przyjaciółmi człowieka, bo ich postawa szacunku jest odwrotnością pogardy, z jaką odnoszą się do świata i człowieka zadowoleni z siebie wyznawcy teorii i doktryn na wszystko mających odpowiedź. Byłbym szczęśliwy, gdyby moje książki służyły ludziom w szerokim sensie tego słowa nabożnym. I jeśli zajmowałem się pisarzami religijnymi, jak Simone Weil i Lew Szestow, jeżeli tłumaczyłem i tłumaczę Biblię, to nie bez ukrytej intencji: chciałem może pokazać, że nie są to czynności zastrzeżone dla, jeżeli tak rzec wolno, katolików zawodowych.
W tych paru lubelskich dniach kryje się dramaturgiczny potencjał. Oto zza grobu, przez największą postać polskiego powojennego Kościoła pozdrawiany i honorowany jest ten sam poeta, któremu ćwierć wieku później „katolicy zawodowi” odmawiać będą prawa do pochówku na krakowskiej Skałce, którego oskarżą o niechęć do wiary, Biblii, no i oczywiście do Polski.

Więcej na ten temat >>>

Znalezione w: Miłosz. Biografia, Andrzej Franaszek, Wydawnictwo ZNAK, 2011.

Share
 
Share


Po trzeciej butelce wina, zacząłem, nie jąkając się zupełnie wyjątkowo, recytować z pamięci wiersze Miłosza. Znałem ich sporo. W pewnej chwili, ku mojemu ogromnemu zdumieniu, zobaczyłem, że poecie po policzkach ciekną łzy. Zdeprymowany przerwałem recytację i wtedy usłyszałem wzruszony głos poety: - „Nie sądziłem, że w Polsce młodzi ludzie znają na pamięć moje wiersze. Myślałem, że zostałem wyklęty”.
Adam Michnik

Znalezione w: Miłosz. Biografia, Andrzej Franaszek, Wydawnictwo ZNAK, 2011.

Wszystko jak chcesz


Jesteś moim wszystkim szczęściem, słońcem zachodzącego mojego życia; żona moja zbudziła mnie dziś w nocy, bo powtarzałem przez sen: Jurek, Jurek, Jurek. Dziecko moje, nie bądź aż tak smutny, aż tak samotny. Pamiętaj, że wszyscy jesteśmy samotni, beznadziejnie samotni - ale że jesteśmy ludźmi - i że większego przeznaczenia na świecie nie ma.

Jarosław Iwaszkiewicz, Wszystko jak chcesz

Skończoność

"(...) jest coś w samej naturze poezji, co stanowi odpowiedź na podstawowy defekt życia: jego skończoność. Jest to, ma się rozumieć, odpowiedź udzielana przez kogoś, kto sam tej skończoności nieuchronnie podlega; odpowiedź zatem, która defektu nie jest w stanie usunąć, która sprowadza się właściwie do robienia dobrej miny do złej gry. Gra jest zła, bo stoimy w niej od początku na przegranej pozycji; ale byłaby jeszcze gorsza, gdybyśmy przyjęli, że - wskutek tej pewności przegranej - gra jest nie tylko zła, ale też całkiem bezsensowna. Zachowanie się z godnością w tej głupiej sytuacji, robienie dobrej miny do złej gry polega na znajdowaniu w niej sensu. Przeciwnika tym nie pokonamy, ale rzucimy mu przynajmniej kłodę pod nogi: Nicość jest żywo zainteresowana krzewieniem poczucia bezsensu, które toruje drogę jej postępom i ułatwia jej zadanie".

Stanisław Barańczak (1946-2014)

Do zajazdu przybyli...

01306032
Dzisiaj
Wczoraj
W tym tygodniu
W ubiegłym tygodniu
W tym miesiącu
W ubiegłym miesiącu
Wszystkie wizyty
1060
2352
10958
1286359
17317
34173
1306032

Your IP: 18.207.240.230
2020-07-13 20:40

Odwiedza nas 81 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony