To całe życie, polegające na nadrabianiu miną, na udawaniu, że potworności niszczącej nas stopniowo nie ma, to chwytanie się przeróżnych causes z jednym niewyznanym celem – ja po prostu nie wiem, co z tym zrobić, bo cały tzw. świat ludzki jest wobec czasu i śmierci złudzeniem, ale przyjmując ściśle przyrodniczą optykę, czuje się wstyd, że świadomość ludzka na to tylko się przydaje, żeby tak się rozdwoić na świadomość i naturę, czego przecież żadna inna żywa istota nie ma.

Czesław Miłosz do Konstantego A. Jeleńskiego „Kota”
07.07.1969

Petrovskoye

Dobrze jest urodzić się w małym kraju, gdzie przyroda jest ludzka, na miarę człowieka, gdzie w ciągu stuleci współżyły ze sobą różne języki i różne religie. Mam na myśli Litwę, ziemię mitów i poezji. I chociaż moja rodzina już od XVI wieku posługiwała się językiem polskim, tak jak wiele rodzin w Finlandii szwedzkim, a w Irlandii angielskim, wskutek czego jestem polskim, nie litewskim, poetą, krajobrazy i być może duchy Litwy nigdy mnie nie opuściły. Dobrze jest słyszeć od dziecka słowa łacińskiej liturgii, tłumaczyć w szkole Owidiusza, uczyć się katolickiej dogmatyki i apologetyki. Jest błogosławieństwem, jeżeli ktoś otrzymał od losu takie miasto studiów szkolnych i uniwersyteckich, jakim było Wilno, miasto dziwaczne, barokowej i włoskiej architektury przeniesionej w północne lasy i historii utrwalonej w każdym kamieniu, miasto czterdziestu katolickich kościołów, ale i licznych synagog; w owych czasach Żydzi nazywali je Jerozolimą północy. Dopiero też wykładając w Ameryce, zrozumiałem, jak wiele przeniknęło we mnie z grubych murów naszego starego uniwersytetu, z zapamiętanych formuł prawa rzymskiego, z historii i literatury dawnej Polski, które dziwią młodych Amerykanów swoimi szczególnymi cechami: pobłażliwą anarchią, rozbrajającym zaciekłe spory humorem, zmysłem organicznej wspólnoty, nieufnością wobec wszelkiej władzy scentralizowanej.

Znalezione w: Rosja. Widzenia transoceaniczne t. II, Czesław Miłosz
Na zdjęciu: Petrovskoye, 1909; autor: Siergiej Prokudin-Gorski



Jaka będzie poezja w przyszłości, ta, o której myślę, ale której już nie poznam? Wiem, że jest możliwa, bo znam krótkie chwile, kiedy już niemalże tworzyła się pod moim piórem, żeby zaraz zniknąć. Rytmy ciała – bicie serca, puls, pocenie się, krwawienia periodu, lepkość spermy, pozycja przy oddawaniu moczu, ruch kiszek, będą w niej zawsze obecne razem z podniosłymi potrzebami ducha.

Z tomu: Nieobjęta ziemia
Po końcu naszego czasu, w metaczasie, wracają jako światło stężone, choć niestężone do stanu poprzedniej materii. Niepojętą mocą są to wtedy same esencje. I esencja każdej ludzkiej istoty bez tego, co na niej narosło, bez wieku, choroby, szminki, przebrań, udawań.

Znalezione w: Miłosz. Biografia, Andrzej Franaszek, Wydawnictwo ZNAK, 2011.

Szczęście

Minie jakiś czas i my też odejdziemy na zawsze, wszyscy nas zapomną, zapomną nasze twarze i głosy, zapomną, ile nas było, ale ci, co przyjdą po nas, zamienią nasz ból w radość i zapanuje spokojne szczęście na świecie, i ludzie będą wspominali wdzięcznym słowem, będą błogosławili tych, którzy żyją teraz…

Antoni Czechow, Trzy siostry

Poza światem

Poza światem, w którym my żyjemy, daleko w głębi leży inny świat, który znajduje się do tego świata w zupełnie takim samym stosunku, jak świat otaczający do sceny w teatrze. Poprzez cienką gazę widzi się świat zbudowany jak gdyby z gazy, lżejszy, bardziej eteryczny, w samej istocie inny niż świat rzeczywisty.


Soren Kierkegaard

Odwiedza nas 30 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony