Po trzeciej butelce wina, zacząłem, nie jąkając się zupełnie wyjątkowo, recytować z pamięci wiersze Miłosza. Znałem ich sporo. W pewnej chwili, ku mojemu ogromnemu zdumieniu, zobaczyłem, że poecie po policzkach ciekną łzy. Zdeprymowany przerwałem recytację i wtedy usłyszałem wzruszony głos poety: - „Nie sądziłem, że w Polsce młodzi ludzie znają na pamięć moje wiersze. Myślałem, że zostałem wyklęty”.
Adam Michnik

Znalezione w: Miłosz. Biografia, Andrzej Franaszek, Wydawnictwo ZNAK, 2011.



"Dobrze jest urodzić się w małym kraju, gdzie przyroda jest ludzka, na miarę człowieka, gdzie w ciągu stuleci współżyły ze sobą różne języki i różne religie. Mam na myśli Litwę, ziemię mitów i poezji. I chociaż moja rodzina już od XVI wieku posługiwała się językiem polskim, tak jak wiele rodzin w Finlandii szwedzkim, a w Irlandii angielskim, wskutek czego jestem polskim, nie litews­kim, poetą, krajobrazy i być może duchy Litwy nigdy mnie nie opuściły. Dobrze jest słyszeć od dziecka słowa łacińskiej liturgii, tłumaczyć w szkole Owidiusza, uczyć się katolickiej dogmatyki i apologetyki. Jest błogosławieństwem jeżeli ktoś otrzymał od losu takie miasto studiów szkolnych i uniwersyteckich jakim było Wilno, miasto dziwaczne, barokowej i włoskiej architektury przeniesionej w północne lasy i historii utrwalonej w każdym kamieniu, miasto czterdziestu katolickich kościołów, ale i licznych synagog; w owych czasach Żydzi nazywali je Jerozolimą Północy. Dopiero też wykładając w Ameryce zrozumiałem jak wiele przeniknęło we mnie z grubych murów naszego starego uniwersytetu, z zapamiętanych formuł prawa rzymskiego, z historii i literatury dawnej Polski, które dziwią młodych Amerykanów swoimi szczególnymi cechami: pobłażliwą anarchią, rozbrajającym zaciekłe spory hu­morem, zmysłem organicznej wspólnoty, nieufnością wobec wszelkiej władzy scentralizowanej.

Poeta, który wyrósł w takim świecie powinien być poszukiwaczem rzeczywis­tości przez kontemplację. Drogi powinien mu być pewien ład patriarchalny, dźwięk dzwonów, oddzielenie się od nacisków i uporczywych żądań naszych bliźnich, cisza klasztornej celi, jeżeli księgi na stole to traktujące o tej niepojętej właściwości rzeczy stworzonych, jaką jest ich esse. I nagle wszystko to zostaje zaprzeczone przez demoniczne działania Historii, mającej wszelkie cechy krwiożerczego bóstwa. Ziemia, na którą poeta patrzył w swoim locie wzywa krzykiem zaiste z otchłani i nie pozwala się oglądać z wysoka. Powstaje niepokonalna sprzeczność, realna, nie dająca spokoju w dzień i w nocy, jakkolwiek ją nazwiemy, sprzecznością pomiędzy bytem i działaniem czy sprzecznością po­między sztuką i solidarnością z ludźmi. Rzeczywistość domaga się, żeby ją zamknąć w słowach ale jest nie do zniesienia i jeżeli dotykamy jej, jeżeli jest tuż, nie wydobywa się z ust poety nawet skarga Hioba, wszelka sztuka okazuje się niczym w porównaniu z czynem. Natomiast ogarnąć rzeczywistość tak, żeby zachować ją w całym jej odwiecznym powikłaniu zła i dobra, rozpaczy i nadziei, można tylko dzięki dystansowi, tylko wznosząc się nad nią - ale to z kolei wydaje się moralną zdradą".

Mówił też Miłosz o twórcy, który nie godząc się na urzędowe kłamstwo, wybiera los wygnańca, zyskuje wolność, ale to, co ma do powiedzenia na Zachodzie, zdaje się nikogo nie obchodzić, bo cywilizacja weszła w fazę zobojętnienia, „jakby dosłownie spełniała się przepowiednia Nietzschego o nihilizmie europejskim”. A przecież samym sednem człowieczeństwa jest pamięć, zadaniem poety winno być podtrzymanie więzi z umarłymi, niezgoda na kłamstwo, szacunek dla rzeczywistości, która może ukrywa w sobie szyfr wyższego wymiaru. „Jak wszyscy moi współcześni – powie z perspektywy swych blisko siedemdziesięciu lat i życiowego bagażu mieszkańca wyjątkowo skrwawionego zakątka kontynentu – byłem skłonny do  rozpaczy, do przewidywania bliskiej zagłady, i wyrzucałem sobie uleganie nihilistycznej pokusie. Na głębszym jednak poziomie poezja moja, jak mi się zdaje, pozostała zdrowa i wyrażała tęsknotę do Królestwa Prawdy i Sprawiedliwości”.
Wyimiki z przemówienia noblowskiego Czesława Miłosza



Pamiętam ranek, kiedy dostał Nagrodę Nobla. Odebrałem telefon z ‘New York Timesa”:
- Powiedz nam, jakie on ma hobby.
- Hobby? Poeci nie mają hobby, mają obsesje…
- Nie, nie, hob-by, rozumiesz? Przecież musi mieć jakieś hobby!
- Ależ tak, tak. Ma hobby: tłumaczy Stary Testament na polski.
Śmiertelna cisza. Słuchawka opadła na widełki…
Leonard Nathan w filmie Czarodziejska góra

Znalezione w: Miłosz. Biografia, Andrzej Franaszek, Wydawnictwo ZNAK, 2011.



Opublikowany w roku 1972 zbiór esejów Prywatne obowiązki wziął tytuł od szkicu „Prywatne obowiązki wobec literatury polskiej”, w którym Miłosz zdecydowanie konstatuje: „muszę zdobyć się na kilka elementarnych stwierdzeń. Nie urodziłem się w Polsce, nie wychowałem się w Polsce, nie mieszkam w Polsce, ale piszę po polsku”, choć poznając ten język w dzieciństwie „nie wiedziałem, że polszczyzna jest mową bitych, poniżanych, cierpiących na kompleksy męczeńskie i niewolnicze. Jednocześnie jednak ukazuje się jako człowiek z polskością połączony splotem nie do rozwiązania: „stosunki moje z obcymi są zbyt płytkie (…) u Polaków wystarczy mi drobny znak, a już odtwarzam wszystko, co w nich siedzi, bo to nie jest tylko w nich, poza mną, ale także we mnie, jako część mojego le moi est haïssable [nienawistnego ja]. Ich zachowanie się mnie drażni, ponieważ demaskuje skłonności, jakie w sobie samym staram się (…) ujarzmić”.

Znalezione w: Miłosz. Biografia, Andrzej Franaszek, Wydawnictwo ZNAK, 2011.



Polska i jej literatura jest czymś wyjątkowo w świecie znienawidzonym. Trochę się to zmieniło w ostatnich latach, bo działa prestiż marksizmu, tak zwanych poważnych przeżyć z tym związanych i „liberalizmu”, ale ma się do czynienia ostatecznie z bardzo starymi reliktami. Weź pod uwagę ilość – miliony imigrantów z Europy Wschodniej w Ameryce (…) kulturalnie wyjątkowo martwych (…). I to się przekazuje, to nie jest rzecz jednego pokolenia. (…) Książki są, nawet dużo, ale pisane szowinistycznie, wychwalające siebie, dmące się, jakby naumyślnie tak wynoszące Polskę ponad niebiosy, żeby u każdego normalnego człowieka wywołać przekorę. Więc biorę np. w bibliotece historię Polski Dyboskiego (…) i tam na marginesie, kiedy mówi o 3 rozbiorze, wykrzykniki w rodzaju: „Evviva Catherina!”, albo przy jakiejś okazji „Obrzydliwy szowinistyczny Pollack”, takież mniej więcej uwagi na marginesach Romantyzmu polskiego Juliana Krzyżanowskiego.
List Cz. Miłosza do J. Błońskiego z 1962r.

Znalezione w: Miłosz. Biografia, Andrzej Franaszek, Wydawnictwo ZNAK, 2011.

Życie dla...

Gdyby ktoś przez sto lat pytał życia: dlaczego żyjesz? – gdyby mogło mówić, odpowiadałoby zawsze to samo: żyję dlatego, że żyję. Wynika to stąd, że życie żyje mocą swojej własnej głębi i tryska z siebie samego; żyje ono bez „dlaczego”, ponieważ żyje dla siebie samego.

Mistrz Eckhart

O istnieniu

Mówisz: wiem, że istnieję. Zapytuję: kim jestem ów ja, którego znam? Jest rzeczą jak najbardziej pewną, że wiedza o tym [ja] tak ściśle ujętym nie zależy od tego, o czym nie wiem jeszcze, czy istnieje!

 

 

Kartezjusz

Odwiedza nas 29 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony