

Żyjemy w stanie codziennej hipnozy. Taka jest natura ludzka. Zamiast dostrzegać rzeczywistość, która jest piękna, ale i groźna, narzucamy na nią banalne nalepki. Rolą sztuki jest odsłonięcie tej rzeczywistości, choćby na chwilę.
Język to szczególna tajemnica, skoro wszystko u ludzi płynie językiem. Słowami układamy tę sieć, umawiamy się na grupową hipnozę. Język jest jak dekoracje w teatrze, za którymi szykuje się przedstawienie. A dobra poezja ściąga maski, zrywa kurtynę, jest instrumentem olśnienia, buntuje przed banałem i ujawnia kłamstwo. Sięga tam, gdzie żaden dowód logiczny się nie przebije. Jest w niej coś z magicznych inkantacji i starożytnych pieśni. Ojciec uważał, że coś przez niego przemawia, a on to tylko szlifuje. Dobrze, żeby młodzi czytali właśnie taką poezję.
Anthony Miłosz
Całość tekstu >>>
Czytaj więcej: Jest w niej coś z magicznych inkantacji i starożytnych pieśni
(…) Przenikliwości Miłosza należy oddać hołd. Poeta umiał obserwować przekształcającą się rzeczywistość, umiał ją rejestrować i nazywać. Dostrzegając ów stop ideologii stalinowskiego komunizmu z tradycyjnym syndromem ksenofobii i antysemityzmu, na którym bazował obóz skrajnej prawicy, antycypował przecież ideologię aparatu władzy uformowaną w trakcie wydarzeń macowych w 1968 r.
Inter arma silent Musae - podczas wojny milkną Muzy - i jakże nikły ślad w poezji zostawiły wojny napoleońskie, amerykańska wojna domowa czy pierwsza wojna światowa. Na to odpowiadam, że analogie historyczne są zawodne i że problem jak najbardziej istnieje, a polega na tym, że słowo pisane natrafiło w naszych czasach na zupełnie nowy fenomen i że nie chodzi tutaj o masakry ludności jako incydent z woli władcy, jakiegoś Dżyngis-chana. Byłoby też błędem umieszczać wydarzenia pierwszej połowy dwudziestego wieku w rubryce zatytułowanej „przeszłość", bo wiele wskazuje na to, że świat obozów koncentracyjnych był, jak i jest nadal, jedynie pierwszą z form, w jakich ujawnia się wyłaniający się z primordialnych wód Lewiatan, wszechwładne państwo, Bestia Apokalipsy. Ludzie, którzy po raz pierwszy zostali postawieni wobec niego jako faktu, odczuwali niejasno, że upadają dotychczasowe koncepcje człowieka i społeczeństwa, że odsłania się nowy wymiar, i to nie przez wielkość zbrodni, ale przez jej bezosobowość. Dlatego zachowanie się języka wobec takiej nowej społecznej formy, zdolność albo niezdolność uchwycenia jej w tym, czym naprawdę ona jest, nie może nie obchodzić poety.
Europa tak dosięgła mnie nowością swojej fazy, spostrzeżonej nagle, że ze sprzecznych uczuć, z gniewu na jej zadowoloną z siebie łapczywość, z żalu nad rosnącym dystansem pomiędzy jej bogactwem i ubóstwem krajów niedorozwiniętych czy zahamowanych, z odrazy i przywiązania i podziwu, zostało tylko przyznanie się do nierozumienia. W czym nie byłem wyjątkiem, bo każdy z moich zachodnio-europejskich przyjaciół też przyznaje się, że nie rozumie, jakby wszystkie definicje których nauczyliśmy się pękały, rozsypywały się i czas przyśpieszony ukazywał ich staroświeckość. A co jeżeli Europa, żrąc, pijąc, rozmnażając się, wyładowując swoją brutalność na szosach, raz jeszcze wyobraża nie co innego jak ludzkość, skoro upadły wszelkie ideologiczne alibi, i buntując się przeciwko niej zdradzamy się z tym po prostu, że to ludzkość nam nie odpowiada? Stawia się datę i widzi się, że wszystko co się dzieje powinno być zatytułowane: dwadzieścia lat później. Protestuje się: nie chcę zapomnieć. Ale zaraz nawiedza nas myśl, że jest to poszukiwanie jeszcze jednego alibi.
Nie twierdzę iż jesteś tym, lecz wyglądasz jak to, co jest równie złe.
Odwiedza nas 70 gości oraz 0 użytkowników.