Teatr

Kiedy widzę, że jestem w towarzystwie złożonym z kilku osób, co najmniej z dwóch, czyli mnie i jeszcze kogoś, mam zawsze wrażenie, że jest to teatr. W rzeczywistości codzienne, ciągłe sytuacje nie są ani życiem, ani teatrem, z wyjątkiem tych najprostszych, najbardziej skonwencjonalizowanych. Prawda wymyka się stale z każdej strony. W rezultacie wszystko jest zawieszone między „teatrem” a „życiem”. oczywiście jest w tym nieodwracalna jednokierunkowość. „Życie” dąży w kierunku „teatru”, nigdy odwrotnie.

11.04.1966
Dziennik tom 1 (1962-1969), Sławomir Mrożek


 

 



Teatr Polski w Poznaniu zaprezentował w ramach Opolskich Konfrontacji Teatralnych post sensoryczną Balladynę Marcina Cecki w reżyserii Krzysztofa Garbaczewskiego, która co do idei, koresponduje ze Słowackim, a zarazem przedstawia tak zwaną ponowoczesność w wydaniu nad wyraz wykwintnym, a bywa, że kontrowersyjnym – jak twierdzą niektórzy. Uderzającą pozostaje sceniczna potworność zaprezentowanej polskiej waginy wyzutej z jakichkolwiek oparów fałszu. Już sam ten fakt sprawia, że publiczność pozostaje wstrząśnięta, zmieszana i zmuszona do procesów intelektualnego trawienia treści, która nie jest łatwą. Wszak nie jest sztuką ruchanie, sztuką jest przyjęcie na twarz skutków owego ruchania.

Oto zostajemy wrzuceni w laboratoryjną rzeczywistość biochemicznych procesów cywilizacyjnych, transformacji genetycznych, modyfikacji organizmów, poszukiwań nowego świętego graala, gdzie matka Aliny i Balladyny zassana od Słowackiego, staje się bizneswoman wyzutą z idei zbawiania świata. Wyrachowana suka, której produkcja polskich ziemniaków modyfikowanych genetycznie przesłania świat emocji własnych córek. Wszak to ona robi z Kirkorem swoje geszefty co najmniej pijąc, o ile nie ćpając z tymże, by w dalszej konsekwencji przyjąć na twarz słowa Balladyny, która bez zbędnych ogródek przyznaje, że zabiła Alinę. Balladyna bierze Kirkora i tegoż morduje w wyśmienitej scenie strzelania z palców obrazujących pistolet narodowy. Idąc dalej, jej matka popełnia sceniczne seppuku odpalając "bombę napalmową”. Oto pełnia władzy spływa na Balladynę.



Sceniczny nokaut w przeddzień 25-lecia III RP wobec symbolicznych słów Joanny Szczepkowskiej ogłaszającej koniec komunizmu. W Kochanowskim Polska współczesna zrobiła swoją wielką kupę jubileuszową posypaną brokatem do rytmu lambady. Przedstawienie godne kazania z ambony biskupiej ustawionej pod płonącą tęczą, ponoć gejowską, na Placu Zbawiciela w Warszawie. Prapremierowa Dolce Vita, pisana specjalnie na potrzeby opolskiej sceny dramatycznej, jest nad podziw współczesna, ale koresponduje z klasyką polskiego dramatu (Kartoteka Różewicza) i co najważniejsze – pozostaje do syta treściwa. Dosadny portret III RP wystawiony z wielką fantazją, humorem, swadą. Wielkie brawa na widowni, wielkie poruszenie w duszy każdego widza uwidaczniające jego bezsilność, niewiarę, ironię, wyrywkowość i trudności w porozumiewaniu się rodaków doby pokolenia online. Pachnie to wszystko, doprawdy, Kartoteką zgasłego ledwie co Różewicza.

 

Kazimierz Kamiński jako Stańczyk. Scena z prapremiery WeselaW wieczornym wydaniu krakowskiego "Czasu" z wtorku, 19 marca 1901 roku pojawił się pierwszy odcinek (kontynuowany w kolejnych wydaniach) recenzji prapremiery Wesela Stanisława Wyspiańskiego. I to recenzji nie byle jakiej, bo świetnie napisanej, jawiącej się jako niezwykle wnikliwy tekst o charakterze ogólnym, będącej właściwie nie recenzją, lecz esejem wokół tamtej problematyki.  Autorem owego tekstu jest nie kto inny, jak Rudolf Starzewski, znany dziennikarz krakowski, uczestnik wesela Lucjana Rydla. Czyż może być osoba bardziej kompetentna wypowiadająca się o tym dramacie? Poprzez esej Starzewskiego wchodzimy w środek tamtego świata, w środowisko, o którym traktuje dramat.

***

Przed kilku laty był w Sukiennicach dziwny obraz. Noc chmurna; kawałek plant z zamkiem wawelskim w tle. Przy świetle latarń, odbitych w rozlanej kałuży, majaczeją „pałuby": słomiane okrycia krzewów, owiązanych na zimę. Stoją naprzeciw siebie, rzędami, poprzeginane wiatrem i słotą ponachylane, jakby w takt szumu drzew za chwilę miały ruszyć w tan widmowy. Pod obrazem kartka: „Kadryl". Wiosenne życie - krzew „z zapachem róż, owinięty w słomę zbóż" - drzemie, czeka, aż spadnie zimowy chachoł. Czy go odwiążą? Czy krzew odkwitnie?


Taki żałobny kontredans na nutę polską opisał Wyspiański - malarz w obrazie; podobną „historyę wesołą, a przytem ogromnie smutną" odmalował Wyspiański -poeta w dramacie pod tyt.: Wesele.

balladyna teatr polskiWystawienie „Balladyny" w Teatrze Polskim jest tego roku głównym momentem wiosennego sezonu teatralnego, zamykającego wszędzie każdą kampanię doroczną emigracyą przedwakacyjną z kuźnic wielkomiejskich. Jeszcze budzi niesłabnące zaciekawienie mistrzowska gra Kazimierza Kamińskiego, który w Teatrze Małym wstrząsa nerwami widzów, odtwarzając rozdwajanie się osobowości ,,prokuratora Hallersa; jeszcze ujrzymy przed latem po dramatach historycznych Rydla kilka nowych premier komedyowych, poważniejszych i lżejszych, w Rozmaitościach i Nowościach, ale, z punktu widzenia wielkiej sztuki i najszczytniejszych zadań teatru, pierwsza próba odtwarzania Słowackiego na nowej scenie naszego miasta zajmuje stanowisko naczelne.

balladyna teatr polski 1914 Wystawienie utworów Słowackiego, najgenialniejszego z autorów dramatycznych, jacy dotąd w Polsce istnieli, jest bez wątpienia najpodnioślejszym i najtrudniejszym problematem polskiej sztuki teatralnej, będąc zarazem jednym z jej artystycznych obowiązków najbardziej wdzięcznym i koniecznym. Mówię o sztuce teatralnej najpełniejszej, ogarniającej wszystko i wyrażającej wszystko, co stworzyła twórcza wola poety: nie tylko postacie, nie tylko ludzi i ich czyny, ale cały ton, nastrój, styl i koloryt, w które ubrała swe dzieło jego fantazya. Nie jest to zadanie łatwe, zwłaszcza tam, gdzie, według słów samego poety: ...„on otwiera nowy kraj poetyczny nietknięty ludzką stopą, kraj obszerniejszy, niż ta biedna ziemia, bo idealny…”, gdzie ,,tragedya cała podobna do starej ballady, ułożona tak, jakgdyby ją gmin układał, przeciwna zupełnie prawdzie historycznej, czasem przeciwna podobieństwu do prawdy... Tylko ludzie są prawdziwi i w sercu mają nasze serca“.

Na to nic wystarczają artyści-wykonawcy, potrzeba artystów-inscenizatorów i dekoratorów z fantazyą, podążającą za wyobraźnią poety, zdolnych dać jej w całości i szczegółach wyraz możliwie godny i wierny, możliwie w ramach perspektywy teatralnej plastyczny...

W niedostatku dawnych bogów

Według obietnicy jedzie „Upiór”. Kiedy w niedostatku dawnych bogów, Muza obcuje z djabłami, nie dziw, że się tworzą podobne monstra.
Adam Mickiewicz w liście do Jana Czeczota, 20 lutego 1823 roku

"Upiór. Historia naturalna", Łukasz Kozak, Wyd. Fundacja Evviva L'arte, 2020

Nieobecni

Słyszą, a nie rozumieją, podobni głuchym. Do nich się odnosi powiedzenie: są tu, lecz jako nieobecni.

Heraklit

Odwiedza nas 66 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony