Nie z wyboru. Kolejne recenzje krzyczą o „epatowaniu", kolejni radni „wstrzymują finansowanie”, kolejne dyskusje toczą się na ten sam temat zwisających penisów, sterczących piersi, wystawianych w buntowniczym geście pośladków. Może potrzebujemy kolejnej rewolucji? Co prawda „naga reforma” dokonała się w polskim teatrze już dawno, ale nie ma spisanych postulatów. Gdyby jakiś nagi Lech Wałęsa chciał je spisać, mogłyby one brzmieć tak:
1. Teatr jest sztuką.
2. Teatr jest sztuką tak samo jak film i sztuki plastyczne.
3. Jeśli teatr jest sztuką, ma te same prawa co inne dziedziny sztuki.
4. Jeśli ma te same prawa, ma je nieograniczone.
5. Jeśli są nieograniczone, może wykorzystywać wszystkie dostępne środki wyrazu.
6. Jeśli może wykorzystywać wszystkie, może wykorzystywać też ciało.
7. Jeśli może wykorzystywać ciało, może wykorzystywać je nagie.
8. Jeśli może wykorzystywać je nagie, może też być niedoskonałe lub stare.
9. Jeśli teatr może korzystać z nagiego ciała, próby ingerencji są cenzurą.
10. Cenzura obyczajowa jest cenzurą.
11. Próby cenzury obyczajowej mogą być ciekawym przeciwnikiem, o ile są tylko próbami.
12. Próby cenzury obyczajowej pośrednio świadczą o normach społecznych, bezpośrednio o poziomie wiedzy z historii teatru.
Gdyby jeszcze oprócz nagiego Wałęsy pojawiła się naga Henryka Krzywonos, mogłaby krzyknąć najpierw: „Ten tramwaj dalej nie pojedzie”, a później: „Nigdy więcej nie mówmy, że nagość musi być uzasadniona”. Ten slogan, rodzaj mantry konserwatystów, którzy bronią człowieka przed obrazem człowieka, wydaje się niepolemiczny. Nie sposób z nim dyskutować, bo nikt nigdy nie podał kryteriów „bycia uzasadnioną”. W sumie więc zdanie: „Nagość w teatrze musi być uzasadniona” brzmi merytorycznie, ale stoi za nim tylko osobiste odczucie. A jak to z osobistymi odczuciami bywa, jest ono raczej indywidualne i raczej niepodważalne. Można by powiedzieć, że nagość jak demokracja nie musi być uzasadniona. Po prostu jest wyborem. Ale jeżeli trzeba walczyć o prawo do wyboru, warto zapytać, dlaczego. Proces spychania teatru do sfery rozrywki działa właśnie w ten sposób. Subtelną grą cenzury ekonomicznej. Co jakiś czas krzyknie to głośno jakiś niezorientowany radny, ludzie teatru wzruszą ramionami, komentując pod nosem: „Ale kuriozum” lub: „Oczywista bzdura”, a myśl o autocenzurze, podszyta strachem o dofinansowanie, przyjemną relację z władzą, już krąży i trudno zmierzyć jej pole oddziaływania.
Oczywiście trochę przesadzam. Nie mamy w Polsce oficjalnych zakazów, tylko nieoficjalną niechęć. Nic groźnego tak naprawdę się nie dzieje. Powracające zamieszanie to tylko tania sensacja. Margines życia teatralnego. Nie warto się tym zajmować. Może.
MARZENA SADOCHA
„Widownia siedzi cicho i nieruchomo w swoich fotelach, podczas gdy na scenie przewalają się czaszki, symbole religijne, nagie ciała, a wszystko wśród odgłosów, jakie wydają pawiany w dżungli oraz spuszczane w rurach kanalizacyjnych fekalia. [...]
Dziś skończyła się potulność Polaków. Nieruchomo wbici w fotele podczas spektakli przypominających sabaty czarownic mogą być tylko ludzie świadomie zrywający wszystkie więzy łączące ich z wiarą, cywilizacją i polskością. [...]
Ludzie, którzy nie patrząc na potępienie przez wielkich medialnych guru, wychodzą z teatru w połowie spektaklu, rodzice, którzy odbierają szkołom swoje dzieci, by je uchronić przed zatruciem umysłu, są tymi, którzy odmawiają uczestnictwa - nawet biernego - w złu. Są wyzuci z lęku. Są Polakami. [...]
Oby Polacy, opuszczając teatr pełen brudu i świństwa, opuścili także ten wielki teatr kłamstwa, zbrukaną scenę publiczną, na której trwa parada oszustów i błaznów. Królują tęcze i palmy tropikalne, ośmieszając Warszawę.
Oby Polacy nie pozwolili, tak jak widzowie Starego Teatru w Krakowie, by ktoś notorycznie pluł im w twarz i jeszcze oczekiwał oklasków, cmokania i komplementów. [...]
Przed rozjuszoną komuną broniło piękno, spokój, harmonia, proporcja, dowcip. Elegancja, ostentacyjne dobre maniery. Uniesione do góry brwi... Nie przekleństwo.
Dziś chodzi o coś więcej.
Nie wystarczą dobre maniery, opanowanie i wzgardliwy uśmiech. Jeżeli dostrzega się w całej sferze publicznej i kulturowej państwa istnienie czegoś, co godzi w umysł człowieka i w serce, znieprawia i deformuje młode pokolenie, trzeba zwrócić się ku prawdziwej władzy, do Króla Królów.
Nie z lęku przed całą tą ohydą i spustoszeniem, ale z miłości. [...]
Polacy, którzy wyszli w połowie bluźnierczego przedstawienia, spełnili czyn miłości. Wobec Boga. Także i wobec ludzi. Wobec Polski.
Utorowali innym jasny prosty szlak”.
Ewa Polak-Pałkiewicz, Polacy opuszczają teatr, Konwent Narodowy Polski, listopad 2013.
Wstęp do najnowszego numeru Notatnika Powszechnego opatrzony tytułem: Dlaczego nagość?
NOTATNIK TEATRALNY
NR 74/2013-2014

