Teatr

Kiedy widzę, że jestem w towarzystwie złożonym z kilku osób, co najmniej z dwóch, czyli mnie i jeszcze kogoś, mam zawsze wrażenie, że jest to teatr. W rzeczywistości codzienne, ciągłe sytuacje nie są ani życiem, ani teatrem, z wyjątkiem tych najprostszych, najbardziej skonwencjonalizowanych. Prawda wymyka się stale z każdej strony. W rezultacie wszystko jest zawieszone między „teatrem” a „życiem”. oczywiście jest w tym nieodwracalna jednokierunkowość. „Życie” dąży w kierunku „teatru”, nigdy odwrotnie.

11.04.1966
Dziennik tom 1 (1962-1969), Sławomir Mrożek


 

 

Dyrektor Teatru Kochanowskiego po raz trzeci zaserwował kotlet. Czuć już swąd „przypalenizny”, ale bez obaw – publiczność z pewnością to kupi. Wszak szerokie spektrum niewyrobionej widowni, niezbyt często goszczącej w teatrze,  lubi rzeczy znane, śmieszne i mocno  rozrywkowe bez ryzyka zmuszania głowy do krztyny myślenia. To jak z misją publiczną TVP, która niby jest, a jednak jej nie ma. Nie mogło być inaczej. Z czegoś żyć trzeba: sukces frekwencyjno – kasowy zapewniony. W tym miejscu szczególne, ponowne, i bardzo głębokie ukłony dla władz Województwa Opolskiego za skuteczne dorzynanie wysokiej kultury (na drogi spot z reklamą kołocza w TV było - smacznego). Zacna to myśl, że ogłupiałym społeczeństwem rządzi się zdecydowanie łatwiej, znalazła potwierdzenie na deskach Kochanowskiego, gdzie po raz trzeci podano farsę Raya Cooney’a. Zatem igrzysk i chleba, a wszystko to i tak pozostanie w rodzinie.

 

obraz kontrolny38. Opolskie Konfrontacje Teatralne Klasyka Polska 2013: Mickiewicz. Dziady. Performance w reż. Pawła Wodzińskiego z Teatru Polskiego im. Hieronima Konieczki w Bydgoszczy.

Performatywny stan rzeczywistości rodzący się pośród scenicznej przestrzeni urzeka swoim obrazem kontrolnym, w którym bez kozery, a co najistotniejsze, w pełnym uniesieniu przy braku głębszej emocji, rodzi nam współczesność rodem z ulicy jaką znamy dziś. Znieczulenie świata w wydaniu Pawła Wodzińskiego poddaje znane z codzienności rodzime obrzędy i zwyczaje gruntownej obróbce marazmu. Jest to przecież ulica pełna przedziwnych, mickiewiczowskich fantazmatów. W trakcie przedstawienia rodzi się silny podział na „my i oni”. Zatem raz jesteśmy tymi, którzy stoją tu, gdzie kiedyś stało ZOMO, by w chwilę później zostać przerzuconym na drugą stronę barierki. Oto Polska dzieje się na scenie w całej rozciągłości swojej lichej współczesności. Druzgocącym, scenicznym faktem staje się obraz świadczący o tym, że ruchamy się nawzajem niezgorzej, niż za czasów, gdy powstawały mickiewiczowskie Dziady. Moim osobistym kłopotem, ciekawe czy jestem w tej opinii sam, pozostaje fakt ceny tego ruchania dosłownie i w przenośni. Kurestwo przestrzeni publicznej staniało dzisiaj do granic oczywistości, stanu tak głębokiego obłędu, w którym faktycznie staliśmy się scenicznymi zombie, które wciąż na nowo, i z wciąż coraz to większą mocą udowadniają publiczności typową polską stagnację mentalną z olbrzymim potencjałem do dalszej korozji. Jakże urzekającym jest ten stan!



38. Opolskie Konfrontacje Teatralne Klasyka Polska 2013 otworzył spektakl „Wspomnienia polskie” w reż. Mikołaja Grabowskiego z Teatru Powszechnego im. J. Kochanowskiego w Radomiu.

gombroNa zamieć śnieżną nad małym miasteczkiem zbierało się już od jakiegoś czasu. BOW opolskiego teatru przeżywał sądne chwile, strojąc do publiki wspaniałe miny ze swarliwym uśmiechem deklamując, że już nie ma, że tylko na suficie. Opolski Kurator Oświaty mobilizował dyrektorów szkół, że aby na pewno, że aby pod zgoła żadnym pozorem nie wywoływać zgrozy i pożary w zarodku samym gasić. I to też nie pomogło. Polonistki, całkiem jakby w zmowie, historycy i inni pośledni opolscy humaniści, jak te króliki, co szczawiu nigdy nie widziały, uderzyli szerokim frontem na teatr dramatyczny. Polonistki obłąkanym wzrokiem, pełne szlochów i spazmów od nadgodzin, wypracowań i wszelkich ortografów władczynie, ostrzegały swoich podopiecznych idąc śladem samego kuratorium, że nawet nie ma mowy. Zaś one same, potajemnie biorąc L4 na bóle w krzyżu, na piersi rozognione od karmienia dzieci, na dziury w poświątecznym portfelu, na zgagę – każdy sposób był szczytny, a w konfesjonale przecież i tak odpuszczą – szerokim nurtem zmierzały owego dnia do świątyni pokrzepienia duszy.

 

Pjongjang, Pjongjang - wybrzmiewa ze sceny Teatru Kochanowskiego, gdzie w Niedzielę Palmową Paweł Świątek zaprezentował swoją interpretację „Dżumy” Alberta Camusa. Klasyczny tekst oraz nowoczesne wykonanie w stylu fitness z szerokim polem na własne przemyślenia. Pełny makijaż zimnej, medialnej otoczki. Jak poruszyć nieporuszone w wysmakowanej scenografii mieniącej się feerią barw? Dokąd te szczury pędzą w opowieści wskazującej na Koreę Północną - tak odległą, że aż nierealną?

Camus pozostawił powieść uniwersalną o korozji świata wobec toczącej go choroby. Tekst znaczący, pełen egzystencjalnych akapitów przepełnionych ekspansją zła. Zwłaszcza, że sam autor „Dżumy” dźwigał brzemię wynikające z przeżycia masowej, wojennej zagłady, a jednak potrafił wyobrazić sobie Syzyfa jako człowieka mogącego być szczęśliwym.

 

Innego końca świata nie będzie – ponad codzienność przestrzeni publicznej, która otacza, mami bezwzględnością twardych reguł gry. Wszystko szybciej, byle mocniej, dalej i intensywniej. Szukając zatrzymania w sobie, u skraju domniemanej katastrofy, pytań o sens, człowiek staje przed wiecznością. Nie ma w tym zewnętrznych doznań, jest tylko czas skupienia na wnętrzu duszy, a ta, to płonie, to tańczy, ale nie gaśnie wobec szeregu kluczowych pytań, które zdają się wieść donikąd.  Co musi się stać, by mógł się narodzić nowy człowiek – pytają twórcy Braci i Sióstr w reż. Mai Kleczewskiej na deskach Teatru im. Jana Kochanowskiego w Opolu.

Przestrzeń sceny została zamknięta w garażu, może pod ziemią. Akustyka szmerów, oddechów, szeptów, niesiona ku widowni, już sama w sobie daje nastrój niewiadomej, zagrożenia. Po scenie suną postaci – duchy z Braci Karamazow Dostojewskiego oraz Trzech sióstr Czechowa. Próżno jest szukać sensowniejszych, całościowych ujęć wobec czasu katastrofy, gdzie wszystko jak betonowo – szklany wieżowiec uległo całkowitej dekompozycji. Ciała odtwórców poszczególnych ról zostały pozlepiane z fragmentów postaci Czechowa i Dostojewskiego. Maszkaron czasów, kondensat dusz, szaleństwo u końca drogi. Nie ma już czasu na epopeje wobec niewiadomej. Z rzeczy podstawowych jest jeszcze pragnienie wody, każdej wody.

Nic

Tutaj tylko jedzą, piją, śpią, potem umierają… rodzą się inni i też jedzą, piją, śpią i żeby z nudów nie zgłupieć do reszty, szukają rozrywek w nikczemnych plotkach, wódce, kartach, pieniactwie, i żony oszukują mężów, i mężowie kłamią, udają, że nic nie wiedzą, nic nie słyszą i ohydny wpływ demoralizuje dzieci, i w nich też gaśnie iskra boża, i stają się równie żałosnymi, podobnymi do siebie trupami, jak ich ojcowie i matki…

Antoni Czechow, Trzy siostry

Łączenie

Aszer Rubin uważa, że większość ludzi jest głupia i że to głupota ludzka sprowadza na nas smutek. Nie jest to grzech ani cecha, z którą się człowiek rodzi, ale zły pogląd na świat, błędna ocena tego, co widzą oczy. W rezultacie ludzie spostrzegają wszystko osobno, każdą rzecz w oderwaniu od pozostałych. Prawdziwa mądrość to sztuka łączenia wszystkiego ze wszystkim, wtedy wyłania się właściwy kształt rzeczy.

Księgi Jakubowe, Olga Tokarczuk

Odwiedza nas 65 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony