Prowincja
I oto życie prowincjonalne ofiarowuje ci wszystkie swoje tanie materialne wygody, swoją gnuśność, swoje plotki, swoją nietrudną i niewybredną rozpustę… A to wszystko jest tak prosto, tak łatwo osiągalne. Zaczyna ci się snadnie wydawać, że jesteś czymś w rodzaju bajkowego paszy, że wystarczy, byś czegoś zapragnął, a wszystko się ziści… Niekiedy, co prawda, nawiedza cię mimochodem myśl, że i twoje pragnienia stały się jak gdyby bardziej ograniczone, i twój widnokrąg umysłowy się zacieśnił, że się łatwiej, taniej godzisz i zaspokajasz i że w ogóle odbywa się w tobie coś przykrego, niepożądanego, coś, co chwilami zalewa ci twarz rumieńcem. Ale stopniowo i ta dokuczliwa myśl zaczyna cię trapić coraz rzadziej, owszem, sam śpieszysz ją odpędzić jak natrętnego komara i dobrowolnie, ku całkowitemu swemu zadowoleniu, toniesz, niby w piernacie, w bajorze prowincjonalnego życia, którego powierzchnia jest tak zielona, że z daleka można ją wziąć ostatecznie za bujną łąkę.
Szkice gubernialne, M. Sałtykow-Szczedrin
Euklides
Nie Boga odrzucam, zrozum, ale świata, który stworzył, świata Bożego nie akceptuję i nie zgodzę się akceptować. Zastrzegam: jestem pewien jak niewinne dziecko, że rany zagoją się i zabliźnią, że cała ta haniebna komedia ludzkich sprzeczności pryśnie jak żałosny miraż, jak plugawiutki wymysł słabego i małego jak atom Euklidesowego umysłu ludzkiego, że wreszcie w finale wszystkiego, w wiekuistej harmonii, zdarzy się i objawi coś tak drogocennego, że starczy dla wszystkich serc na ukojenie wszelkiego gniewu, na odkupienie wszelkiej ludzkiej zbrodni, wszelkiej ludzkiej krwi przelanej przez ludzi, starczy nie tylko na przebaczenie, ale na rozgrzeszenie wszystkiego, co się działo z ludźmi – dobrze, tak będzie, tak się wszystko stanie […]
Fiodor Dostojewski, Bracia Karamazow