Konteksty

Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego nr66 19 03 1830Dnia 17 bm. wystąpił na widok publiczny od dawna przez wszystkie prawie krajowe gazety zapowiedziany młody Chopin w koncercie swojej własnej kompozycji. Lubo podług zaprowadzonego zwyczaju, tak jak za granicą, i u nas publiczne pisma od pewnego czasu zapowiadają wprzódy publiczności wirtuozów lub zdają sprawę po odegraniu koncertu o ich zalecie, częstokroć pokazało się, że pochwały takie były skutkiem albo przyjaźni, albo stronności, albo nawet zarobku; zatem nie wszystkiemu, co jest w piśmie publicznym, wiarę dać należy, jak słusznie powiedział Molière:

D'éloges on regorge, à la tête on les jette.
Et mon valet de chambre est mis dans la gazette.

chopin 12 ferdynard hoesickW połowie października przyjechał do Paryża twórca Pana Tadeusza. Przybywał z Lozanny, powołany przez rząd francuski na profesora literatur słowiańskich w paryskim College de France. Zamieszkał przy rue d'Amsterdam, gdzie też niebawem przez jego skromne mieszkanko zaczęło się przewijać sporo przyjaciół-rodaków. Nie brakło między nimi i Chopina, który jako gorący wielbiciel Mickiewicza, nie tylko jako genialnego poety, ale i jako zacnego człowieka, jak mógł, tak mu na każdym kroku starał się okazać swoje uwielbienie dla niego. Toteż gdy dnia 24 grudnia w Klubie Polskim miała się odbyć składkowa wieczerza wigilijna, głównie ku uczczeniu Mickiewicza, a później, dla najbliższych przyjaciół poety, proszony wieczór u Eustachego Januszkiewicza, Chopin obiecał swą bytność, choć niezdrów (tak dalece, że dzień 15 grudnia, dzień pogrzebu Napoleona, przesiedział w domu, nieciekawy tego widowiska). „We czwartek - pisał Januszkiewicz w swym dzienniku pod datą 19 grudnia - mamy kucję w Klubie, a później będzie u mnie herbata, na którą zaproszę Adama, jako w dzień jego imienin. Mają być: Chopin, Kątski, Szczepanowski z gitarą, będzie i septuor wokalny. Górecki zapowiedział, że z jakimś wierszem wystąpi." Stało się zupełnie tak, jak to początkowo projektował Januszkiewicz, albowiem po wigilii w Klubie, do której zasiadło przeszło 60 osób, a podczas której pięknie przemawiał Julian Ursyn Niemcewicz, część uczestników „dużą bandą" przeszła na wieczór do Mickiewicza, wieczór zaś zapowiedziany przez Januszkiewicza odbył się nazajutrz dopiero, dnia 25 grudnia. Chopin, choć przyrzekł swój współudział, choć nawet wyraził gotowość grania na fortepianie, który też dlań przygotowano umyślnie w ostatniej chwili, prawdopodobnie wskutek złego stanu zdrowia musiał uczynić zawód Januszkiewiczowi, czego z pewnością później sam najbardziej żałował, albowiem na uczcie tej - jak to zaraz nazajutrz doszło do jego wiadomości - zaszedł fakt, który poruszył całą emigrację. Mianowicie w czasie wieczerzy przyszło do improwizacji Słowackiego i Mickiewicza, w których ten ostatni w przystępie wyjątkowego natchnienia nie tylko porwał i zachwycił całe zgromadzenie, ale je po prostu wprawił w rodzaj ekstazy, w jakiś stan ekstatycznego oszołomienia, któremu ulegli nie tylko wszyscy obecni, ale i ci także, którym o tym opowiadano nazajutrz.

Piszę, bo trudno sobie wyobrazić,
że to już wszystko, jak kiedyś powiedział
Pan Nikt - literatura jest dlatego,
że świat to za mało. Przecież umarli

muszą gdzieś mieszkać, musi się obozem
rozłożyć gdzieś tam ich wędrowny tabor,
ich długa czarna kolumna gdzieś na noc
musi zarządzić postój. I bogowie

muszą mieć gdzie polować, palić miasta
i niszczyć po kolei świat za światem.
Piszę to dla tych, którym nie wystarcza
życia, mało im szlochu, śmiechu, kaszlu,

w zmiętej chusteczce będą je upychać
tuż przed odlotem do kieszeni płaszcza.

Za mało, Tomasz Różycki
z tomiku: Hulanki & Swawole
Wydawnictwo a5, październik 2024

hulanki swawole tomasz rozycki

Chopin t1 Ferdynand HoesickW dzienniku panny Aleksandry Tańskiej, siostry autorki Pamiątki po dobrej matce, znajduje się na jednej z pierwszych kartek, zapisanych w roku 1818, między innymi następująca wiadomość: „Pani Grabowska zaprosiła mnie na wieczór. Było dosyć osób [...] w przeciągu wieczora grał na fortepianie młody Chopin, dziecię w 8 roku, obiecujące, jak twierdzą znawcy, zastąpić Mozarta". To zestawienie nazwiska Chopina z Mozartem stawało się w tych czasach coraz częstsze, a sława małego fortepianisty, którego zadziwiająca gra z dniem każdym zyskiwała na doskonałości, zataczała coraz szersze kręgi, rozchodziła się po całym mieście. Gdy nadszedł rok 1818, nazwisko małego „Szopenka" było już znane w całej Warszawie, nie tylko w kołach zbliżonych do domu Mikołaja Chopina, wśród jego przyjaciół i znajomych, ale i wśród warstw towarzyskich, które nadawały ton w całym kraju, w sferach literackich i pomiędzy arystokracją. Ci, co jeszcze nie mieli sposobności usłyszeć małego wirtuoza, niezmiernie byli tego ciekawi, ci bowiem, co go słyszeli, opowiadali cuda o jego grze, niczym nie ustępującej grze najznakomitszych fortepianistów, o jego zdolności improwizowania na fortepianie. Co zaś w nim podziwiano najbardziej, to talent kompozytorski, pozwalający mu komponować rzeczy wcale nie gorsze od tych, jakie współcześnie wychodziły spod pióra różnych miejscowych muzyków. Tym sposobem rosło grono wielbicieli młodego artysty, do czego także w niemałym stopniu przyczyniały się stosunki z rodziną Skarbków - aż wreszcie doszło do tego, że jedną z jego kompozycji, mianowicie Poloneza dedykowanego hrabiance Wiktorii Skarbkównie, uznano za właściwe „rozpowszechnić sztychem".

o zmierzchu decyduje się mój los.
Wokół domu krąży śmierć.
Także przyjazne duchy nie próżnują.
Jaskółki i nietoperze zbierają się
w pokoju nauczycielskim na wysokości
trzynastego piętra i długo radzą.
Kot patrzy w ekran telewizora.
Tyle ciszy marnuje się co wieczór.
Tyle jest dźwięków, których nikt nie słyszy.
Jedno życie.

Adam Zagajewski, Płótno
Wyd. Zeszyty Literackie; Warszawa, 2016

"Próbować zrozumieć Muad'Diba bez zrozumienia jego śmiertelnych wrogów Harkonnenów to próbować zobaczyć Prawdę, nie znając Kłamstwa. Jest to próba ujrzenia światła bez poznania Ciemności. To niemożliwe.
(...)
Nie można w nieskończoność kraść wszystkiego, czego się potrzebuje, nie zwracając uwagi na tych, którzy przyjdą po nas. Fizyczne warunki planety wpisują się w jej historię gospodarczą i polityczną. Mamy tę historię przed oczami, więc nasza droga jest oczywista.
(...)
Kiedy religia i polityka jadą na tym samym wozie, ci, którzy powożą, wierzą, że nic nie może stanąć na ich drodze. Zaczynają pędzić na łeb, na szyję, coraz szybciej i szybciej. Odsuwają od siebie wszelkie myśli o przeszkodach i nie pamiętają, że pędzącemu na oślep człowiekowi przepaść ukazuje się, kiedy jest już za późno.
(...)
Kiedyś ludzie scedowali myślenie na maszyny z nadzieją, że dzięki temu będą wolni, ale umożliwili tylko innym ludziom i ich maszynom ujarzmienie siebie.
(...)
Każda przebyta do końca droga prowadzi dokładnie donikąd. Wejdź na górę tylko tyle, by sprawdzić, że jest górą. Nie zobaczysz góry z jej szczytu."
Diuna, Frank Herbert
Music from the soundtrack - Hans Zimmer

Wartości zastane

Kto tylko wybiera wśród wartości zastanych, poddaje się ograniczeniu istnienia rzeczowego.


Leszek Kołakowski, Obecność mitu

Fenomenologia ducha

Myśl o tym, że negatywność leży w bycie samym (lub w byciu samym) jest dziedzictwem niemieckiego idealizmu, ciągnie Heidegger i cytuje na poparcie sławny fragment o potędze negatywności z przedmowy do Heglowskiej Fenomenologii ducha: potęga negatywności, energia myśli, energia czystego Ja. Śmierć - jeśli tak zechcemy nazwać ową nierzeczywistość - jest czymś najstraszliwszym, i żeby trwale zachować to, co umarło, na to trzeba największej siły.Piękno pozbawione siły nienawidzi rozsądku, ponieważ rozsądek wymaga od niego tego, do czego jest niezdolne. Ale życiem ducha nie jest takie życie, które lęka się śmierci i ucieka przed zniszczeniem, chcąc pozostać nieskażone, lecz takie życie, które potrafi śmierć wytrzymać i w niej się nadal zachować. Duch odnajduje swą prawdę tylko wtedy, jeżeli w absolutnym rozdarciu odnajduje samego siebie. Duch jest ową potęgą nie jako to, co pozytywne, ale wtedy, gdy pomija negatywność - jak to się np. dzieje, kiedy mówimy o czymś, że jest niczym albo "że jest czymś fałszywym, i w ten sposób załatwiwszy się z tym przechodzimy do czegoś innego; potęgą jest duch tylko wtedy, kiedy negatywności patrzy prosto w oczy i przy niej się zatrzymuje".
Znalezione w:
Leszek Kołakowski Czy Pan Bóg jest szczęśliwy i inne pytania

Odwiedza nas 112 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony