Pjongjang, Pjongjang - wybrzmiewa ze sceny Teatru Kochanowskiego, gdzie w Niedzielę Palmową Paweł Świątek zaprezentował swoją interpretację „Dżumy” Alberta Camusa. Klasyczny tekst oraz nowoczesne wykonanie w stylu fitness z szerokim polem na własne przemyślenia. Pełny makijaż zimnej, medialnej otoczki. Jak poruszyć nieporuszone w wysmakowanej scenografii mieniącej się feerią barw? Dokąd te szczury pędzą w opowieści wskazującej na Koreę Północną - tak odległą, że aż nierealną?

Camus pozostawił powieść uniwersalną o korozji świata wobec toczącej go choroby. Tekst znaczący, pełen egzystencjalnych akapitów przepełnionych ekspansją zła. Zwłaszcza, że sam autor „Dżumy” dźwigał brzemię wynikające z przeżycia masowej, wojennej zagłady, a jednak potrafił wyobrazić sobie Syzyfa jako człowieka mogącego być szczęśliwym.


Paweł Świątek zmienia nieco optykę patrzenia wycinając z powieści Camusa do przestrzeni scenicznej jedynie te fragmenty, które można złożyć w spójną relację korespondenta z kraju, w którym nie ma żadnej nadziei. Przekaz dziennikarzy płynący ze stolicy Korei Północnej jest zimny do szpiku kości. Odtwórcy ról są ubrani w wygodne, nieco futurystyczne kostiumy przypominające główne postaci z filmu Gattaca – Szok przyszłości (zwłaszcza w warstwie charakterologicznej, a nie stricte kostiumowej; idąc dalej – postaci z Orwella – Rok 1984). Jeżeli posiadają jakieś prywatne emocje na temat relacjonowanych przez siebie zdarzeń, to pozostaje to skrzętnie ukryte. Namiastką ich refleksji, być może prywatnej, wyrwanej z dziennikarskiego szału relacjonowania tego tu i teraz, przekrzykiwania się, podejmowania fraz rozpoczętych przez przedmówcę, jest chwila zatrzymania bez naciskania na pedały stacjonarnych rowerów. A przecież jadą przez cały spektakl, stale, bez opamiętania, jak gryzonie; chomiki w swoich biegadełkach z krótką przerwą na łyk wody. W pełnym makijażu na kształt maski ukrywającej duszę oraz prawdziwe myśli, o ile w ogóle są w stanie samodzielnie myśleć. Liczy się news, liczy się ich wersja świata.

Znamienną jest rwana narracja, ale bez zatrzymania. Szum medialny trwa non stop. Nie może być przerwy w strumieniu informacji. Wiadomości o dżumie toczącej Pjongjang posiadają swoją dramaturgię, narastającą dynamikę słów. I chociaż widownia może śledzić sześć równolegle toczących się narracji, de facto opowieść jest jedna. News podany przez jednego z dziennikarzy jest natychmiast podchwytywany przez kolejnego. Nie sam fakt przybierającej na sile dżumy ma tutaj znaczenie, co uwidacznia nam stale rozrastająca się brejowata, zielona plama na niebieskim tle scenicznych desek. Istotą rzeczy jest strumień informacji, który płynie do nas z zapomnianej części świata wzmocniony żółtym światłem reflektorów skierowanych na szóstkę korespondentów.

Sceniczny przekaz opowieści o zarazie przekonuje tylko do chwili, gdy trwa. Plastyczna, barwna przestrzeń klatki umieszczonej gdzieś poza czasem w czarnej przestrzeni, wzmacnia nierealność i nieprawdziwość owej korespondencji. W chwili odejścia od źródła newsów widz zostaje sam z sobą. Pewnie poszuka nowego źródła informacji, strumienia kolejnej dżumy. W tym sensie pozostaje obszar pytań, które warto zadać samemu sobie: co jest moją prywatną dżumą?

W ostatnich tygodniach „breaking news” donosiły o papieskiej abdykacji, prekonklawe, konklawe, podczas którego strumień medialnego chaosu trwał non stop. Z braku dziania się, newsem była mewa na kominie Kaplicy Sykstyńskiej. W życiu bym nie przypuszczał, że konklawe będą towarzyszyć komentarze ornitologów – co to za mewa, kiedy ma okres lęgowy i jaki jest jej zasięg występowania. Szkoda, że za przeproszeniem, na ów komin nie wypadło spod ogona to i owo – to dopiero byłby dla medialnych szczurów news. A może konsternacja?
Wybrano ubogiego spośród ubogich, po skromnym z winnicy Pańskiej oraz wołającym: Nie lękajcie się! Dżuma siedmiu grzechów głównych tocząc kościelną hierarchię  pozwala mi wołać za Izajaszem - Pan powiedział: „Ponieważ się wbiły w pychę córki syjońskie, ponieważ chodzą wyciągając szyję i rzucając oczami, ponieważ chodzą wciąż drepcząc i dzwonią brząkadełkami u swych nóg, przeto Pan sprawi, że wyłysieją czaszki córek syjońskich, Pan obnaży ich skronie”. W owym dniu usunie Pan ozdobę brząkadeł u trzewików, słoneczka i półksiężyce, kolczyki, bransolety i welony, diademy, łańcuszki u nóg i wstążki, flaszeczki na wonności i amulety, pierścionki i kółka do nosa, drogie suknie, narzutki i szale, torebki i zwierciadełka, cienką bieliznę, zawoje i letnie sukienki. I będzie: zamiast wonności – zaduch, zamiast paska – powróz, miast uczesanych kędziorów – łysina, miast wykwintnej szaty - ciasny wór, zamiast krasy - wypalone piętno (Księga Izajasza; 3, 16-24).

(mr)
25.03.2013


Dżuma Alberta Camusa
reż. Paweł Świątek
Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu
Premiera: 24.03.2013


Albert Camus
DŻUMA


Premiera: 24.03.2013

Reżyseria:
PAWEŁ ŚWIĄTEK

Scenariusz:
MATEUSZ PAKUŁA

Scenografia:
MARCIN CHLANDA

Inspicjent:
JERZY LASKOWSKI

 

Obsada: Aleksandra Cwen, Arleta Los-Pławszewska, Grażyna Rogowska, Judyta Paradzińska, Mirosław Bednarek, Maciej Namysło


Fotosy ze spektaklu (fot. Bartosz Maz):

Źródło: Teatr Kochanowskiego