Dyrektor Teatru Kochanowskiego po raz trzeci zaserwował kotlet. Czuć już swąd „przypalenizny”, ale bez obaw – publiczność z pewnością to kupi. Wszak szerokie spektrum niewyrobionej widowni, niezbyt często goszczącej w teatrze, lubi rzeczy znane, śmieszne i mocno rozrywkowe bez ryzyka zmuszania głowy do krztyny myślenia. To jak z misją publiczną TVP, która niby jest, a jednak jej nie ma. Nie mogło być inaczej. Z czegoś żyć trzeba: sukces frekwencyjno – kasowy zapewniony. W tym miejscu szczególne, ponowne, i bardzo głębokie ukłony dla władz Województwa Opolskiego za skuteczne dorzynanie wysokiej kultury (na drogi spot z reklamą kołocza w TV było - smacznego). Zacna to myśl, że ogłupiałym społeczeństwem rządzi się zdecydowanie łatwiej, znalazła potwierdzenie na deskach Kochanowskiego, gdzie po raz trzeci podano farsę Raya Cooney’a. Zatem igrzysk i chleba, a wszystko to i tak pozostanie w rodzinie.
Nie sposób owej farsie odmówić urokliwej dawki szczerego i rozbrajającego śmiechu, aczkolwiek dało się odczuć zbyt małą jej dynamikę, kilka dłużyzn i sporo pomyłek językowych aktorów, co opolskiemu zespołowi dotychczas się nie zdarzało. Sceniczną przestrzeń w spójną całość spinał nieoceniony Andrzej Czernik w roli głównego bohatera – dr Davida Mortimore. Pan Czernik to brylant opolskiej sceny i bez jego udziału w owej farsie, cała rzecz nie miałaby najmniejszego sensu. Na uznanie zasługuje kreacja Leszka Malca, który zdaje się być stworzonym do ról komediowych, lecz nie należy zapominać o jego wcześniejszych osiągnięciach spoza spektrum taniej rozrywki. W tym miejscu wspomnieć wypada chociażby jego rolę ze spektaklu Ifigenia w Aulidzie w reż. Pawła Passiniego. Warto też wymienić Adama „Emo” Ciołka, grającego rolę syna doktora Mortimore’a. Ów sceniczny młodzieniec, w pełnym szale buzujących hormonów, zdaje się być wykreowanym na wzór Zeda (w tej roli grał Bobcat Goldthwait) ze słynnej Akademii Policyjnej – serii filmów z lat 80 i 90 XX wieku. Postać „Emo” dodana do kolekcji ról aktora pozwala mniemać o jego dużym potencjale scenicznym. Mnie osobiście zaskoczył po raz kolejny.
Najbliższy mojej mentalności pozostaje szef dr Mortimore’a – w tej roli wspaniały Jacek Dzisiewicz. Gdy wszystko idzie nie tak i robi się coraz to większy rejwach, zdaje się być tykającą bombą zegarową rozładowaną u końca przedstawienia morzem alkoholu. Wszak szefowie każdej instytucji mają najtrudniej i czasami nie pozostaje nic innego, jak pozostawić dzianie się samemu sobie.
Śmieszno to i straszno zarazem gdy olbrzymi potencjał opolskiego zespołu, którego dokonania znajdują uznanie zarówno w kraju jak i poza jego granicami, musi się zniżać, tak często ostatnimi czasy, do poziomu skądinąd trudnej do odegrania, lecz jednak banalnej farsy. Teatr dramatyczny to obszar wyzwań i poszukiwań artystycznych, ale zarówno aktor jak i cała obsługa teatru to ludzie z krwi i kości, a coś do garnka włożyć trzeba. Przeto ponawiam głębokie ukłony do betonowego „klocka”, który stoi w Opolu przy ul. Piastowskiej. Władza wie najlepiej jak zniszczyć diament wrzucając go do betoniarki już nie z betonem, a z g….nem.
O zgrozo, uśmiałem się na owej farsie po same pachy. Premierę zakończyła długa owacja na stojąco przy niemal pełnej widowni. Publiczność będzie waliła drzwiami i oknami – to pewne. Podobnie bawiła się Europa w latach 20 i 30 XX wieku, a jak to się potem skończyło, przypominać nikomu nie trzeba. Współczesność zdaje się zmierzać do, w pewnym stopniu, podobnej dewaluacji i oby mój śmiech nie pozostał śmiechem poprzez łzy.
(mr)
15.09.2013
Wszystko w rodzinie
reż. Tomasz Konina
Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu
Premiera: 14.09.2013
***
Z kronikarskiego obowiązku, cytując za stroną www Teatru:
>>„Wszystko w rodzinie”, to oprócz „Mayday” i „Mayday 2″, największy hit sceniczny autorstwa Raya Cooney’a. To niezwykle zabawna komedia pełna pomyłek, nieporozumień i sytuacyjnych dowcipów.
Dr David Mortimore ma w planach udział w konwencji neurologów, na której prawdopodobnie przyznają mu tytuł szlachecki. Kiedy robi ostatnie poprawki na swojej przemowie, przybywa jego była dziewczyna, Jane Tate, i oznajmia mu, że rezultatem ich starego związku jest syn, Leslie, który czeka na dole i bardzo chce poznać swojego ojca.
Aby ukryć te straszne wieści przed żoną i dyrekcją szpitala, David wymyśla nie jednego a dwóch nieistniejących mężów dla Jane, oraz korzysta z pomocy swojego kolegi Huberta Bonney’a. Wydarzenia dodatkowo komplikuje obecność sierżanta policji, wędrówki zniedołężniałego pacjenta, cały asortyment sióstr przełożonych (prawdziwych i nie), strzykawki pełne środków uspokajających oraz kostiumy do szpitalnego spektaklu bożonarodzeniowego. <<
