Kontynent Miłosz

Umarł Miłosz. Bezradność. Jak opisać coś tak ważnego, osobę, życie i dzieło, które pozwalało ustalać miary i hierarchie. Przywracało ład i nadawało sens. Ustanawiało kryteria piękna i mądrości.

Umarł Miłosz. Pierwszy tekst pisany w nowym mieszkaniu. I niedawne zmartwienie Czesława:
"Panie Jerzy, słyszę, że to ponoć trzecie piętro bez windy. Jak ja tam wejdę?" I ja, tak bardzo pragnący uwierzyć w te słowa: "Pomalutku, panie Czesławie, pomożemy. Tam są bardzo przyjazne schody. A w razie czego Marian Stala sam pana wniesie".

Więcej…

Szaleństwo krążących derwiszów, niezwykłość palarni opium, urok i ożywienie kawiarni, rytuały religii Proroka

Potocki wędruje po Konstantynopolu bez żadnego planu ani celu, ale zawsze pełen gotowości. Dostrzega to wszystko, co każdy przechodzień: nieustającą zachętę do czerpania rozkoszy, chłód kiosków, szaleństwo krążących derwiszów, niezwykłość palarni opium, urok i ożywienie kawiarni, rytuały religii Proroka, wrzawę bazarów. Ale owo pocztówkowe decorum, którym karmią się szablony podróżnych, mu nie wystarcza: on chce poznawać. Odznacza się ogładą i zręcznością, toteż zyskuje przychylność kacyków, dla których wydaje ucztę i przyjmuje ich zaproszenia, ogląda, słucha opowieści i objaśnień.

Urządza się tak, żeby rozumieć, co się dokoła niego mówi, i nadstawia ciekawie ucha. Szybko pojmuje, że łagodna gnuśność obyczajów, która w sposób całkiem naturalny zdaje się odpowiadać nielitościwej srogości władzy i dokuczliwości klimatu, odnajduje się w literaturze już mu znajomej, ale jeszcze dotychczas niesmakowanej w jej kontekstach. Są to opowiastki, których hrabia nieznużenie wysłuchuje w kioskach, na bazarach, a zwłaszcza w kawiarniach. I jakkolwiek wydaje się, że krajczyc nie zamierza zasmakować w przyjemnościach cokolwiek podejrzanych, takich jak opium czy wdzięki pusztów („młodych i pięknych chłopców, których zachowanie się i zajęcie nie są bynajmniej dwuznaczne”), chętnie oddaje się sztuce układania opowiastek wschodnich.

Tym oto sposobem listowne relacje z podróży przyjmują nową formę: w ton zwierzenia, w opis postrzeganego i smakowanego świata włącza się opowiastka na modłę literackiej fikcji. Zupełnie jakby raport z doświadczania świata, przywoływanie rzeczywistości teraźniejszej lub przeszłej były niewystarczające bez tego metaforycznego odbicia, jakie stwarza wymyślony świat. Można już teraz dostrzec, dlaczego ogromne, erudycyjne dzieła Potockiego okażą się niczym bez Rękopisu znalezionego w Saragossie i dlaczego sama powieść nie zdoła wypowiedzieć tego wszystkiego, co jej autor miał do powiedzenia na temat ludzi i świata oraz ich przedstawienia. Z drugiej strony widać także kunszt, estetykę tych opowiastek układanych na modłę Wschodu i wplatanych w listy z podróży: jest to sztuka pastiszu, zapożyczenia i syntezy. Są to elementy, które Potocki rozróżnia i odtwarza z wielką finezją w duchu wschodniej tradycji, gdzie splatają się źródła indyjskie, perskie i arabskie, przyswojone przez świat turecki, jak niezbicie wykazuje ksiądz Toderini w swoim dziele i jak to sugeruje spójność „mitu wschodniego”, na który składają się bardzo różnorodne elementy. W tych opowiastkach Potocki ujawnia całą głębię doznań, jaką skrycie wyznawał na początku podróży: jest nie tylko mierniczym stojącym na czatach, zestawia także swoje doświadczenie z rozległą wiedzą zaczerpniętą z książek; jego ciekawość, jak sam mówi, „wykarmiła się badaniem historii i literatury ludów wschodu”.


Znalezione w: Jan Potocki. Biografia, François Rosset, Dominique Triaire

Odwiedza nas 43 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony