
Kiedyś mogłem być we wszystkim, być wszystkim. Teraz, w nieudolności dojrzałych lat, chciałem zebrać wszystko wokół siebie, w ramach drobnej kompensacji tego, co straciłem.
Starzenie się empaty jest procesem dziwnym i bolesnym. Korytarze prowadzące do innych oraz do ich historii, niegdyś otwarte, teraz okazują się zamurowane. Przymusowe zasiedzenie w domu własnego ciała.
Wcześniej chwilami odczuwałem potrzebę zamknięcia się w ciemności, aby nic nie wzbudzało empatii, posiedzenia w takiej leczniczej ciemności niczego. Aby poskromić swoje własne rozproszenie, zatrzymać przypływy cudzych smutków i historii.
Jednym z najbardziej zdumiewających zagadnień w fizyce cząstek elementarnych pozostaje to, jak ważnym aktem jest obserwacja ich zachowania. Zgodnie z interpretacją kopenhaską z lat dwudziestych dwudziestego wieku kwanty zachowują się jak cząsteczki tylko wtedy, kiedy je obserwujemy. W pozostałym czasie, ukryte przed naszym spojrzeniem, są częścią rozproszonej i jakby niezainteresowanej fali, my zaś nie wiemy, co dokładnie się w niej dzieje. Tam wszystko jest możliwe, nieprzewidywalne i inne. Jeśli tylko poczują, że je obserwujemy, od razu zaczynają zachowywać się tak, jak tego oczekujemy, uporządkowanie i logicznie.
Człowiek powinien na pewien czas zamilknąć i w pauzie, jaka się otworzy, usłyszeć głos innego opowiadacza, ryby, konika morskiego, łasicy albo bambusa, kota, orchidei lub kamyka. Skąd wiemy na przykład, że pszczoły nie piszą powieści? Czy odczytaliśmy chociaż jeden plaster miodu? Albo zacznijmy od ryb. Jakaż ogromna część ewolucji siedzi zamknięta w milczeniu ryby, jaką wiedzę ryby zgromadziły przez te wszystkie tysiąclecia przed nami. Głębokie chłodne magazyny milczenia. Nietknięte przez język. Bo język kanalizuje i wyznacza zasoby poznania - jak sonda.
Człowiek suwerenny to rzadkie zjawisko. Ktoś, kto nie chce się wydać kimś więcej. I nie potrafi być kimś mniej.
Zdarza się, że w książkach, które przynoszę z biblioteki, nieznany mi czytelnik podkreślił pewne zdania, a ja w trakcie lektury miałbym ochotę czasem wdać się z nim w bezgłośną polemikę… Ten niemy dialog z partnerem, którego twarzy nie widzimy, ale znamy jego opinię, potrafi być bardziej intrygujący od dialogu prowadzonego oko w oko.
Dziennik 1977-1989, Sándor Márai
Wyd. Czytelnik, Warszawa, 2020
De senectute. Rozliczenia osiemdziesięciolatków odzywają się gęsto, w każdym języku: opowiadają, czego doświadczyli, co im daje, a co odbiera starość. Jeden chełpi się, że jeszcze… Inny zrezygnowany mamroce, jakby się zorientował, że był głupcem. Moje osobiste doświadczenie jest takie, że „ja” na starość nie zmieniłem się, ale moja perspektywa tak. Jakby ktoś odwrócił lornetkę teatralną: w perspektywie przeszłości wszystko jest pomniejszone, skurczone. Gdy starzec odwraca lornetkę: teraźniejszość ma normalne wymiary. Przyszłość nie ma perspektywy.
Dziennik 1977-1989, Sándor Márai
Wyd. Czytelnik, Warszawa, 2020
Za najokropniejszą rzecz w historii naszej kultury uważam to, że myśmy zawsze, dobrowolnie lub pod przymusem, ograniczali sobie ducha. Cała nasza literatura, cała sztuka jest tego objawem. Gdy w ostatnich latach polską świadomość wsadzono do ciupy, nie było to może takie złe dla naszej duszy. Zahamowano nam i naszą dotychczasową, niewystarczającą, produkcję słowa, zastępując ją jawnym kłamstwem - natomiast więzień mógł rozmawiać ze sobą i, chyba, były to szczere rozmowy. Życie rozpadło się im na fałsz zewnętrzny i prawdę wewnętrzną - stan rzeczy ciężki, ale nie trujący. Któż wie, czy głupota nie zaostrzała, gdzieś w głębi, rozumu?
Dziennik 1959-1969, Witold Gombrowicz
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013
Odwiedza nas 61 gości oraz 0 użytkowników.