Konteksty


„Dr Tadeusz Żeleński, 26 lat liczący, syn Władysława i Wandy, rodem z Warszawy, lekarz, zamieszkały w szpitalu św. Łazarza na ulicy Kopernika, doprowadzony przez c.k. ajenta cyw. pol. Nykulacza oraz c. i k. kaprala policyjnego Golenia dnia 8 XI 19.. o godzinie 1/2 1 rano, z powodu, iż tenże, idąc chodnikiem od ulicy Siennej ku głównej poczcie, nie wymawiając żadnych wyrazów, krzyczał w okropny sposób, tak iż się ludzie mogli przerazić nawet w odleglejszych ulicach.
Doprowadzony, zupełnie trzeźwy, przyznaje, że krzyczał, bo jest cierpiący na nerwy. Po stwierdzeniu tożsamości, puszczony wolno.

Podpis nieczytelny”.

Tadeusz Boy-Żeleński; Mity i zgrzyty



Upoważnia mnie do tego to, że ja żyłem w tamtych czasach. I nie widzę tak gładko i tak jasno - tym bardziej dziś - jak uczestnicy rozpętanej histerii patriotycznej.

Proszę pana, czy pan pamięta, czy pan się zetknął, takie było stare polskie przysłowie: krowa, która głośno ryczy, mało mleka daje? Przecież ja, widząc te histerie, euforie patriotyczne, wiem, jak to w momencie tragicznym się kończy. I życzę tym, którzy tę nic niekosztującą histerię pobudzają, żeby ich los nie wypróbował.



072017Wie pan co, ja panu coś powiem, skromni mają czasem prawo do bezczelności. Panie Przemku kochany, pan mnie zmusza do tego, że ja, będąc człowiekiem bardzo wstydliwym i delikatnym, po prostu robię strip-tease.

Ja nie byłem w życiu pazerny. Ożywiłem się i miałem gwałtowne chęci, żeby dostać się do partyzantki, trafić w świat bohaterstwa, do tego się strasznie rwałem, za wszelką cenę. I później, w dorosłym życiu, pamiętam, straszne mnie chucie, namiętności ogarnęły, żeby mieć samochód - ale bardzo szybko zaspokoiłem te swoje pragnienia, zaraz mi się znudził. To znaczy, nie miałem jakichś wyrazistych zapotrzebowań, które są bardzo często przyczyną intensywnej działalności, chęci przebicia się, zdobycia czegoś, osiągnięcia.


Akcja bojkotowa, skierowana przeciw hitlerowskim Niemcom za gwałty, jakich na polskich obywatelach Rzeszy dopuszcza się przebudzona dzicz w brunatnych koszulach, ma sens, jeśli chodzi o towary, dające się zastąpić innymi, natomiast pozbawiony sensu wydaje mi się bojkot książek niemieckich, proklamowany przez pewien odłam naszej młodzieży razem z bojkotem gazet i czasopism. Młodzieży, która tak pochopnie garnie się nie tylko do bojkotu, ale i do samowolnych konfiskat słowa drukowanego w języku wroga, nie posądzam o to, że przed dojściem Hitlera do władzy zaczytywała się zbytnio książkami niemieckimi. Chyba że były to powieści kryminalne. Jeśli jednak były to inne książki, młodzież ta przekonałaby się rychło, że prawie cała współczesna literatura niemiecka, zwłaszcza tzw. literatura piękna, jest, jak do tej pory, usposobiona nieprzyjaźnie do wszelkich nacjonalizmów, nie wiele ma wspólnego z butą germańską, i dlatego właśnie, jak również przez swój wysoki poziom intelektualny i etyczny, stanowi dla hitleryzmu kamień obrazy. Wydaje mi się nadto, że żadnej dobrej książki nie można zastąpić inną. Literatury żadnego kraju nie zastąpi literatura innego. To nie pomarańcze, nie chemikalia i nie prezerwatywy, tylko Thomas i Heinrich Mannowie, Alfred Döblin, Hermann Hesse, Kafka, Rilke, Roth i Ringelnatz, których nie da się zastąpić ani Gide’m, ani Duhamelem, ani Mauriac’iem, ani Joyce’em, Virginią Woolf, Huxleyem czy Aldingtoncm. Owszem, można nie dopuścić do Polski takich książek, jak „Das ist Polen” Oertzena, czy ,,O.S.” Bronnena, ale bojkot za to, że Hitler bije Żydów i chciałby Polsce odebrać Pomorze i Gdańsk, nie jest żadnym odwetem.

Ja tu jestem przejazdem, przelotem, przepełzem. Wy to też o sobie powiecie. Ale wy wrośliście tu na amen i kiedy będą was stąd wyrywać, zabierać na zawsze jak krzak kartofli, będziecie wyć i zapierać się ze wszystkich sił. Ja nie zapuściłem żadnego korzonka, ja tylko udaję, że obrosłem jakimś marnym życiem. Ja jestem przechodniem, zrzutkiem spadochronowym, cudzoziemcem, który zapomniał wskutek amnezji swojej pierwotnej ojczyzny.

Tadeusz Konwicki, Zorze wieczorne


Nadal, podobnie jak Rilke, stawiamy sobie pytania o wartość współczesności, choć z wykorzystaniem innych niż za jego czasów pojęć i przykładów. Dołączyło do tego nowe zmartwienie: po straszliwych katastrofach XX wieku, po nieszczęściach, które trwale zagnieździły się w naszej pamięci i wyobraźni, drepczemy ostrożnie w miejscu, w którym poezja styka się ze społeczeństwem; „nie przekraczać tej linii”, jak głosi napis na skrzydle każdego samolotu pasażerskiego.

Zmierzam / Przybywam

nie mam ochoty jechać tam dokąd zmierzam
nie mam ochoty wracać tam skąd przybywam
dlaczego niecierpliwię się patrząc jak szofer zmienia koło?

Bertolt Brecht

Wchodzisz i myślisz - dom na ziemi stoi

(…) I on, i byt pokoleń całych od prapradziadów, co wznieśli te zręby, aż do gospodarzy naszych, wszystko to stoi morzem i na morzu. Życie ludzkie zarzuciło tu kotwicę tak samo, jak ją nieco dalej zarzucają barki i łodzie, i tak jak one kołysze się z falą i na fali. Jego radości i nadzieje, jego klęski i żałoby kołyszą się z nim razem.

Coś z płynności żywiołu weszło tu w dusze ludzkie. Każdy przypływ wypełnia je otuchą i wzmaga; każdy odpływ zabiera coś z nich i unosi z sobą. Oczy tak samo osychają z łez jak nadbrzeżne piaski, a żagiel, wzdęty świeżym tchem morza, pędzi nie tylko barkę, ale i krew w żyłach. (…)

Na normandzkim brzegu, Maria Konopnicka

Znalezione w: „100/XX Antologia polskiego reportażu XX wieku” pod redakcją Mariusza Szczygła

 

 

 

Odwiedza nas 112 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony