Pisarze są to wychowawcy narodu, a o wychowywaniu sądzi się podobno po rezultatach. Myśmy mieli księdza Skargę, oni księdza Rabelais'go, myśmy mieli literaturę kaznodziejską, oni niemoralną: i jakiż był rezultat? Trzebaż się wreszcie zastanowić: jeżeli naród, chowany od wieków na niemoralnej literaturze, na niemoralnym teatrze, rósł tęgi, zdrowy, genialny, przodujący wszelkim ideom, wszelkim walkom o dobro ludzkości, to może jest jakaś omyłka w tych naszych pojęciach o moralności? Tak sądzę. Ta niemoralność literatury to jest ciągła walka o prawdę moralną, o szczerość, ciągła czujność przeciw kostnieniu pojęć, przeciw fałszom, które się w nie wciskają, przeciw obłudzie wreszcie. Toteż dziełem, które rozpętało największy krzyk o niemoralność, był Świętoszek Moliera. Ta niemoralność to bujność sił żywotnych, to męska odwaga nielękająca się spojrzeć życiu w oczy, kształtująca je na modłę jutra, a nie wczoraj. W ogóle trzeba się z tym pogodzić, że jednym z integralnych zadań literatury jest obrażać poczucia moralne swoich współobywateli.

Tadeusz Boy-Żeleński; Mity i zgrzyty