A przecież miałem swoje racje! Wszystko, co u Strindberga jest zrazu ukryte, co ujawnia się stopniowo, by w końcu z całą siłą wybuchnąć - u Eichlerówny było od początku jawne. Drażniąca, upalna noc czerwcowa, niepokojące tête-à-tête z mężczyzną, wszystko, co sprawia, że wzniosła arystokratka, wychowana w surowych kanonach dziewica oddaje się lokajowi - było niepotrzebne, bo aktorka od pierwszej chwili wniosła na scenę i poezję świętojańskiej nocy, i wyzwanie miłosne bardzo świadome, i tragiczną determinację, która pozwalała przeczuwać finał. Nawet kostium - piękna ogrodowa suknia - niczego nie skrywał, z niczym w zachowaniu bohaterki nie kontrastował, owszem, od jej pierwszego ukazania się objawiał nagą, płomienną prawdę.

Z pamięci, Erwin Axer