
Część druga (która nastąpiła bezpośrednio po pierwszej) zaczęła się od tego, że artyści Teatru witali delegatów innych scen w ich ojczystym języku, a tamci w tymże ojczystym języku wygłaszali króciutkie wierszyki odczytywane z malutkich karteluszków. Zaczęło mnie to nie na żarty niepokoić! Długich, mówionych z pamięci, możliwie niezrozumiałych poematów jak dotąd nie było...
Kiedy przyszła kolej na Komorowską, która trzęsła się od półtorej godziny gdzieś w pobliżu rampy wśród świetnego grona z Comédie Française, Aldwych, Schillertheater i tak dalej, powitano ją po francusku, jako że z całego tamtejszego Zespołu tylko ja jeden biegle mówię po polsku, a nie nadawałem się widocznie do witania Komorowskiej - po czym Komorowska zaczęła mówić Norwida. Była wspaniała! Parła do przodu jak Nike Napoleonidów i Furia w jednej osobie, grzmiała jak burza i szemrała jak słowiański strumień, srebrnie szeleszczący pod gaikiem; sala Burgu po brzegi wypełniła się polszczyzną, jak gdyby od samych swoich narodzin do tego celu była przeznaczona. Mundury, suknie, sutanny, ornaty i ordery, nawet orły na lożach wyrzeźbione zastygły w bezruchu - zaskoczenie? trwoga!? cześć? skupienie? obraza!?? - nie wiedziałem. Było mi na przemian zimno i gorąco. Zęby szczękały; pot zimny wystąpił na czoło. Maja mówiła, mówiła i mówiła. Pobiła rekord, potem potrójny rekord, potem rekord do kwadratu i do dziesiątej potęgi. Sala zamarła. Czułem całym jestestwem nadciąganie skandalu, o którym kroniki będą pisały, który wspominać będą starcy przy następnym już trzystoletnim jubileuszu. Zrobiło mi się znowu gorąco, potem zimno, potem znowu gorąco i - zemdlałem. Potoczyłem się pod krzesła, z pięć rzędów do przodu, ale nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Patrzono na Maję.
Przebudził mnie grzmot oklasków. Grzmot zamienił się w huragan, a huragan w orkan. Kiedy otworzyłem oczy, Paula Wessely wisiała na szyi Komorowskiej; Düringer trzymała ją za rękę, Descrières obejmował kibić, a sławna aktorka angielska posyłała jej ręką całusy. Pomyślałem sobie, że może już tam na Zachodzie młodzi ludzie nie mają takiej pamięci, żeby się wyuczyć długiego wiersza na pamięć, ale kilka młodszych koleżanek z Burgu patrzyło na mnie ze szczerą nienawiścią, więc zrozumiałem, że chodzi tu o talent. Stary Paul Hoffmann potwierdził to przypuszczenie i oświadczył, że przyjedzie do Warszawy, skoro mamy takie artystki.
Potem był jeszcze wspólny Heuriger na zboczach Kahlenbergu. Drzewa już kwitły, pszczoły brzęczały, orkiestra grała walca, a ja pod wpływem niesłychanej ulgi czym prędzej wypiłem trzy ćwiartki wina.
- A wie pan - powiedział dyrektor Klingenberg siedzący naprzeciw w burzy kwiecia - wie pan, pańska aktorka była wspaniała, znakomita- Nawiasem mówiąc, na śmierć zapomnieliśmy w tym rozgardiaszu powiedzieć panu, że program uległ zmianie. Te długie wiersze - wie pan - zmieniliśmy je na króciutkie czytane z kartki. Sentencje, dystychy, epigramy...
Z pamięci, Erwin Axer
Wyd. Iskry, 2006r.
