Mieszkamy we dwóch. Ja i telewizor. W górze pokój otwarty na atelier. W pokoju biurko i tapczan. W dole, w atelier całą ścianę wypełnia park: Tiergarten. Szare światło prószy spod sufitu.
Co dwie, trzy godziny: Kliks! i parę strzępów warszawskich ulic przelatuje przez ekran. Wciąż te same ulice, te same czołgi i ci sami żołnierze. Ci sami spikerzy. Nad budynkiem KC narodowa flaga.
0.40 Ostatnie wiadomości: „Czyżby Polska była członkiem NATO? Czy wolne państwo, wolny naród zostały wydarte rodzinie wolnych narodów?" - pyta Brandt, co w Warszawie klęczał przed pomnikiem.
0.45 Kliks. Jarzy się już tylko czerwona lampka sygnałowa.


W dole fosforyzuje Tiergarten. Na dachu, sapiąc i gwiżdżąc, odrzutowiec szuka drogi do lotniska. Terkoce pusta S-Bahn. Szumi tusz za ścianą. W pobliskim kanale zasnęła Róża Luksemburg.
Rano przychodzi pani Hauser.
- Panie Axer - powiada - czy pańska towarzyszka już przybyła?
- Nie - mówię. - Utkwiła w Warszawie.
- Ale wróci?
- Mam nadzieję - odpowiadam i po schodach wspinam się do pokoju.
- Czy pan wierzy w życie po śmierci?
- Co, proszę?
- W życie po śmierci. Pan wie przecież...
- Ach tak. W życie po śmierci?
Odwróciłem się. Pani Hauser stoi w dole, w atelier. Zadarła głowę i patrzy na mnie. Za nią ściana z parkiem, śnieg. Czarne, poskręcane konary.
- Wie pani...
- Wiem. Pan Beckett także nie wierzy w życie po śmierci. „Panie Beckett zapytałam. - Czy pan wierzy w życie po śmierci?" A on na to: „Nie. Po prostu - nie". No, wtedy mu powiedziałam. - „Z pana to naprawdę smutna osoba, panie Beckett. Pana to mi żal".
-No i?
- Nic. Nawet na mnie nie spojrzał. Spuścił głowę. O tak. Chwilę postał i odszedł. Nic nie powiedział.
- Czy on tu często mieszka w Akademii, pan Beckett?
- Teraz już nie. Już wszystko wyreżyserował. Teraz już tylko siedzi w Paryżu. Korespondujemy. Przysyła mi widokówki. Ale nie przyjeżdża. Czy pan też tak myśli o życiu jak pan Beckett?
Nie wiem, co odpowiedzieć, więc milczę. Pani Hauser bierze to za potwierdzenie.
- W takim razie życie nie miałoby żadnego sensu. No nie? Wie pan, panie Axer, dawniej, kiedy żyła moja matka, wtedy miałam jeszcze i psa, i papugę... Papuga mi została, ale nie chce jeść, od kiedy pies umarł, więc dawniej pan Beckett często darowywał mi kwiaty. „Dla małej rodziny, mówił, dla matki. I dla Boskiej Matki". Nigdy nie powiedział Matka Boska, tylko zawsze Boska-matka. Teraz już sama mówię: Boskamatka. Wie pan, tu jest piękna Boska-matka, niedaleko stąd, w kościele, do którego chodzę. Bo ja jestem katoliczka. Bardzo ładny obraz w złotej ramie. Więc on wiedział o tym, pan Beckett. Zawsze mówiłam: „Niechże pan posłucha, panie Beckett, pan ma tyle wielbicielek, starych i młodych, takie ładne damy, a pan nawet nie spojrzy, nawet papieru pan nie odwinie i mnie starej daje pan te kwiaty".
A on na to: „Tak, tak, dla małej rodziny, dla Boskiejmatki". Dla Boskiej Matki.
To ostatnie „Boska Matka" wypowiada pani Hauser w szczególny sposób. Bardzo cicho. Potem patrzy na mnie jakoś chytrze. Widzę, jak błyska złoto okularów.
- Wie pan, ten Beckett, on powiada, że nie wierzy w Boga, ale tu - i palcem wskazuje pani Hauser miejsce zwane plexus solaris - tu, tak... to nie jest takie proste.
Proszę, żeby mi wszystko powtórzyła. Potem idę na górę. Schody szypocą, dudnią, dzwonią, nawet śpiewają w zależności od tego, w co człowiek jest obuty, w zależności od tego, czy człapie, idzie czy biegnie, a przede wszystkim w zależności od pory dnia lub nocy. Schody, park i dach składają się na to mieszkanie. Dach dlatego, że wyrasta w zakos nad każdym atelier i wiatr w nim wyje i świszczę ostrzej niż na Kasprowym Wierchu.
Teraz zawył w dole diabelski odkurzacz pani Hauser. Warczy i szumi jak lokomotywa, bo jest nadnaturalnej wielkości. Nagle ucichł. Podchodzę do poręczy.
- Panie Axer. Dlaczego kazał mi pan dwa razy powtarzać? Czy pan zapisuje? Myślałam, że pan jest reżyserem.
Stoi w dole wsparta na swoim odkurzaczu, wysoka, sucha, w wąskich sztruksowych spodniach, w okularach ze złotą oprawką, ze swoją siwoblond fryzurką krótko strzyżoną w stylu „afro-look" i patrzy na mnie podejrzliwie.
- Tylko notatki, pani Hauser.
Znowu szumi machina. Znowu ucichła.
- Proszę pana. Pan Beckett się obrazi, kiedy to przeczyta.
- Ależ pani Hauser, ja piszę po polsku.
- Ach, po polsku. No to dobrze. To niech pan sobie pisze.
I znowu wszystko zaczyna się od początku. Tiergarten ciemnieje, a w telewizorze pokazały się czołgi. Znowu widać Warszawę, ale niczego nie słychać z powodu odkurzacza. Nie słychać samolotów, nie słychać tuszu, ani S-Bahn, nie słychać wiatru i nawet schodów. Nie słychać tekstu, który towarzyszy obrazom na ekranie.

Z pamięci, Erwin Axer
Wydawnictwo Iskry, 2006