Wie pan co, ja panu coś powiem, skromni mają czasem prawo do bezczelności. Panie Przemku kochany, pan mnie zmusza do tego, że ja, będąc człowiekiem bardzo wstydliwym i delikatnym, po prostu robię strip-tease.
Ja nie byłem w życiu pazerny. Ożywiłem się i miałem gwałtowne chęci, żeby dostać się do partyzantki, trafić w świat bohaterstwa, do tego się strasznie rwałem, za wszelką cenę. I później, w dorosłym życiu, pamiętam, straszne mnie chucie, namiętności ogarnęły, żeby mieć samochód - ale bardzo szybko zaspokoiłem te swoje pragnienia, zaraz mi się znudził. To znaczy, nie miałem jakichś wyrazistych zapotrzebowań, które są bardzo często przyczyną intensywnej działalności, chęci przebicia się, zdobycia czegoś, osiągnięcia.
Więc jest sprawa usposobienia i sprawa też, myślę, w jakiś sposób świadomości. Ja nieustannie jestem świadom znikomości naszego bytu, naszego istnienia. No ma pan Japonię: najbardziej rozwinięty technicznie kraj, cudownie funkcjonujący. I właściwie był o krok od tego, żeby zniknąć z powierzchni ziemi. Patrzę na skoki narciarskie, wspaniałe, gdzieś się teraz odbywają w jakichś górach przepięknych. Ale co to są te góry - wynik katastrofy skorupy ziemskiej, tak? No ja pana zapewniam, bo pan sceptycznie na mnie patrzy, góry się utworzyły przy zderzeniu płyt skorupy ziemskiej. Czyli to piękno patetyczne, podniosłe, niebiańskie, jest skutkiem, no, wstyd powiedzieć, brutalności tego ciała niebieskiego, tej planetki, tak samo rozchwierutanej jak wszystko inne. Na Słońcu co chwila wybuchy. Gdzieś czytałem, że taki jeden wybuch na Słońcu to jak wybuch pięciuset milionów bomb, które były użyte w Hiroszimie. Pięciuset milionów, nie pięćdziesięciu ani tysiąca! No więc o czym tu mówić, co tu się mądrzyć, co tu pouczać innych.
Zaraz zobaczymy, ile zostało czasu. Jeśli zbliża się piąta...
Jeszcze dużo czasu, kilka minut.
Nie, nie, nie, musi pan zaraz spakować się i wynosić. Następnym razem, jak się umówimy w domu, to jednak od wpół do czwartej. Jak pan miał przyjść, zmierzyłem ciśnienie: 160/75, teraz na pewno mam 500/300. Poza tym już oświadczyłem, że nie mam o czym mówić, ja co chciałem, to napisałem, w filmie co chciałem, to właściwie zrobiłem. Chciałbym tylko sprawdzić jak najszybciej wasze przekonania co do życia pozagrobowego. Przy czym ja tak mówię, ale zarazem dreszcz idzie mi po plecach, bo dookoła jestem osaczony tym kultem reinkarnacji, a to jest najstraszliwsza rzecz, jaka może człowieka spotkać.
Budda właśnie osiągał nirwanę, i osiągnął, żeby przerwać łańcuch reinkarnacji. Ale by osiągnąć nirwanę, trzeba osiągnąć jakiś rodzaj czasu bezgrzesznego, wypełnionego medytacją, straszliwą, uciążliwą, wieloletnią medytacją. Ja nie jestem w stanie, bo ja się śpieszę, to nie na mój charakter. I też nie mogę być bezgrzeszny, bo nagrzeszyłem tak strasznie. Wystarczy, żeby pan poczytał o mnie, a pan czytał, to pan wie, jakim ja byłem draniem. Złoczyńcą. A właściwie nawet potworem. Ja nawet czasem czytając - bo lubiłem czytać jedynie paszkwile na siebie - tak nie wiedziałem, czy nie odczuwać lekkiej dumy, bo wynikało, że PRL, całe bestialstwo tego systemu, stworzyli Bierut i Konwicki. No, niby niezaszczytne, ale wyróżniające..
Coś nie bardzo pan przyjął moje wyznanie.
Ale ta reinkarnacja... Przemeczku, groza. Groza. Stasiu Dygat twierdził, że coś majaczy mu z poprzedniego wcielenia, sporo ludzi mówi zresztą, że mają takie czasem jakieś nawroty poprzedniego życia. I tu panu coś powiem. Chyba pan wie... pan ma maturę, tak?
Ledwo, ledwo, ale mam.
To pan wie, że wszystko, co się dzieje na tej planecie, tylko i wyłącznie się dzieje na tej planecie. Jest samodzielna, samowystarczalna, wszyscy się nawzajem zjadają i w jakiejś postaci odradzają. Patrzy pan na mnie zdziwiony. Co pan jadł na obiad dzisiaj?
Nie jadłem.
Nie jadł pan. No ale wyczerpany przeze mnie pewnie poleci pan i zje kotlet schabowy, czyli bliźniego jakiegoś, jakiegoś ssaka pożre pan. Który zjadł przedtem inną istotę, a tamta dopadła jeszcze inną. Ja też zjadam jakąś kochaną świnkę, miłą, której staram się nie jeść, ale od czasu do czasu zjadam, poczciwą krowę czy miłą wesołą kurkę czasem zjem. A mnie, jak kipnę, zjedzą, żeby było poniżające, robaki oraz nieprzeliczone miliardy jakichś bakterii, jakichś istnień właściwie prawie niedostrzegalnych. I tak to się w kółko kręci, od robaczka po słonie wszyscy siebie zjadamy i wszystko się obraca w jednym tyglu tutaj. Czyli jakiś rodzaj symbolicznej reinkarnacji, niestety, się odbywa. Chcemy czy nie chcemy, nawet tu, u nas na ziemi odbywa się reinkarnacja.
Jeśli z wyczerpania dzisiaj w nocy umrę, to jeśli jest reinkarnacja, będzie pan codziennie o pierwszej w nocy budzony przez ducha.
Trzymam za słowo.
No, tak się mówi.
Panie Przemku, słońce zaraz zachodzi, żona czeka. Wypić do końca, bo zaraz, taka mać, zaraz tu pana spiorę! Ja nie mogę pić, ale wypiłem. Bez ceregieli z tym kieliszkiem, nie przedłużać.
Dobrze.
Tadeusz Konwicki, W pośpiechu
Wydawnictwo Czarne; Wołowiec, 2011

