Upoważnia mnie do tego to, że ja żyłem w tamtych czasach. I nie widzę tak gładko i tak jasno - tym bardziej dziś - jak uczestnicy rozpętanej histerii patriotycznej.

Proszę pana, czy pan pamięta, czy pan się zetknął, takie było stare polskie przysłowie: krowa, która głośno ryczy, mało mleka daje? Przecież ja, widząc te histerie, euforie patriotyczne, wiem, jak to w momencie tragicznym się kończy. I życzę tym, którzy tę nic niekosztującą histerię pobudzają, żeby ich los nie wypróbował.

 

A jeszcze gorzej powiem. Tak się wydaje teraz, że wszystko uspokojone, Unia Europejska, wszystko dobrze - nie, nie wiemy, to jest takie miejsce w Europie, że nigdy nic nie wiadomo. Pisałem już, że wstrząsnąłem się, czytając w zbiorze recenzji Boya jego recenzję z Dziadów, ze słynnej inscenizacji Schillera. Pan doktór Żeleński siedzi w fotelu, na scenie jakieś krzyki, jakieś gadanie o czymś, jakieś płacze, jakieś rozpacze. Wychodzi z teatru - ulica, mkną limuzyny, kawiarnie oświetlone, siedzą piękne kobiety, oficerowie. Trochę go dziwiło to, co widział w teatrze. Osiem miesięcy później: 1 września 1939 roku, i znowu ruszyły Dziady, stały się aktualne. Więc żyjemy w takim miejscu, że nic nie wiadomo. Ja nikomu nie życzę, tylko widząc, i samemu przeżywszy kawał historii, wiem, co może spotkać i co spotyka biednych wrzaskliwych demagogów, i jak się, biedni, zachowują. Czasem dobrze, a czasem nie najlepiej.

Tadeusz Konwicki, W pośpiechu
Wydawnictwo Czarne; Wołowiec, 2011