W bibliotece duszno... Nie, nie umiem niczego przywołać, nie chcę niczego zapisywać. Wszystko jest jedyne i przepada na zawsze. Poeta powiada: „Masz mało czasu, trzeba dać świadectwo”. Jakie świadectwo? I czy rzeczywiście jest ono potrzebne? A czasu istotnie mam mało. Co dzień wsłuchuję się w siebie jak więzień, który o świcie boi się usłyszeć na korytarzu kroki strażników, księdza, prokuratora, naczelnika więzienia... Ale lęk daje się obłaskawić: „Świat jest teatrem - powiada Marek Aureliusz - ludzie aktorami wyznaczonymi do odegrania skromnej zazwyczaj roli. Nie należy buntować się i lękać śmierci, która mieści się w naturalnym porządku świata”.


Trzeba złożyć książki, zgasić lampkę na biurku, wyjść, zamknąć za sobą drzwi biblioteki. Stygnący upał uderza w twarz falą zapachu: mirt, oleander, szlachetny wawrzyn, nawet nuta tymianku. Czy można zapisać zapach? Albo zmierzch rozedrgany szelestem cykad? No cóż, robiłem, co mogłem, starałem się uchwycić to, czego - dzisiaj już wiem - uchwycić się nie da. Od jutra moje życie będzie się tutaj toczyć beze mnie. Co pozostanie z fantasmagorycznego miasta, które od tylu lat budowałem? Nic, albo niewiele. A miasto? Cóż, jeśli ma odrobinę litości, może zachowa choćby mój cień na murach.

Lekcja łaciny, Adam Wodnicki
Wyd. Austeria, 2016