W pałacowym ogrodzie spotykam Faustę. Flavia Maxima Fausta, żona cesarza - szczupła, niewysoka blondynka o okrągłej twarzy - patrzy na mnie spod mocno zarysowanych brwi dużymi, lekko wypukłymi oczami.
- Co robisz w moim ogrodzie? - pyta.
Jest piękna w białej, przewiązanej pod biustem stoli, w narzuconej na ramiona, spiętej fibulą palli. Nie wiem dlaczego - może z powodu śródziemnomorskiej karnacji - przypomina arabskie dziewczęta, które przed południem, podczas sobotniego targu w Arles, przekomarzają się na bulwarze des Lices z ciemnowłosymi chłopcami o podgolonych skroniach.
- Pani - odpowiadam - wybacz, nie znam etykiety cesarskiego dworu. Nie wiem, jak się należy zachować, jak wyrazić szacunek żonie władcy Zachodu. Znalazłem się tutaj przez nieuwagę. Zabłądziłem w nie moje strony. Mieszkam w innym czasie.
Patrzy na mnie uważnie.


- Czy ten czas jest piękniejszy, lepszy niż mój? Bardziej sprawiedliwy? Czy ludzie, wśród których żyjesz, są szczęśliwsi?
- Nie sądzę.
- A więc czego tu szukasz?
- Sam nie wiem. Może świata, który był, albo go pewniej nie było, ale który mnie fascynuje, ponieważ zachował siłę i autentyczność mitu. Może historii, której nie dowierzam, a którą przekazano mi jako moją historię, może pamięci mego duchowego zakorzenienia, a zatem - kto wie - jakiejś cząstki prawdy o sobie...
- Wracaj do siebie, cudzoziemcze, nie dowiesz się tutaj niczego, ani o sobie, ani o epoce, która umiera. Czas, o którym myślisz, do którego tęsknisz, już nie istnieje. Saeculorum novus nascitur ordo. Na publicznych placach Arelate nie spotkasz retorów, filozofów, poetów. Ostatni - nikt już nie wie jak dawno - złożył swe kości w Vindobonie. Po ulicach biegają fanatycy. Lżą z płonącymi oczami naszych bogów i głoszą nową wiarę. A pod murami miast barbarzyńcy palą ogniska, obgryzają kości, tłuste palce obcierają o skórzane kaftany i czekają, aż otworzymy im bramy, choć w istocie te bramy są już od dawna otwarte... Odejdź, cudzoziemcze, zostaw nas naszym zwidom...

Lekcja łaciny, Adam Wodnicki
Wyd. Austeria, 2016