
Mam nadzieję, że dotarłeś w całości. Niezbadane są wyroki
pekaesu.
U mnie po staremu. Hajle Selassje na białym koniu nie nadjeżdża
krajową dziewiątką. Wszystkie drogi prowadzą do rozpaczy,
więc się nie dziwię. W każdym oblężeniu przychodzi taki
moment,
w którym zastanawiasz się, czym doprawić ostatniego konia
i to jest chyba właśnie teraz. Na swoją obronę mam jeszcze
rozstrojoną harmonijkę, wyszczerzone zęby grzebienia i dwa
orczyki.
Ponoć jest facet, co nosi w sobie miasto i daje radę.
nie masz czasem do niego kontaktu? Chociaż łatwiej nieść miasto
niż serce.
dwa przedsionki piekła, dwie komory z łuskami naboi to dużo,
gdy trzeba będzie jeszcze iść dokąd poszli tamci. Do pracy na
etacie,
do banku i do urzędu. Gdy dojdziesz, daj znać. Może być gołąb.
Niech wiem, że jest jeszcze stały ląd. Znajdzie mnie łatwo.
ja tu stoję, nad ziemią niczyją sterczy moja głowa,
gdy jest wiatr, łopocze. Powiedz mi, jak można wygrać,
walcząc pod flagą, która, to kwestia czasu, i tak będzie biała?
Elegia urodzinowa Janusza Radwańskiego z tomiku Księga wyjścia awaryjnego dołączonego do ostatniego numeru magazynu literackiego RED.

Czego potrzebujesz, duszeczko,
Żeby się dostać do nieba?
Czy prosisz o chwałę Boga?
Czyli o przysmaczek słodki?
Są tu pączki, ciasta, mleczko

Oto wysypał się cieniów tłum i pędził ku brzegom,
Matki, mężowie, szlachetni herosi, co śmierć ich dosięgła,
Małe dzieci i hoże dziewczęta, zmarłe w panieństwie,
Dusze młodzieńców spalone na stosie na oczach rodziców
Niczym te roje liści, co z pierwszym chłodem jesieni
Z drzew opadają wiatrem niesione [...]
Stały te dusze błagając by przewieźć je zaraz przez rzekę,
Ręce wraz wyciągały za tamtym brzegiem
Wergiliusz, Tendebantque manus ripae ulterioris amore
Dotknąć deszczu, by stwierdzić, że pada
Nie deszcz, tylko pył z Księżyca spada
Dotknąć ściany, by stwierdzić, że mur
Nie jest ścianą, lecz kurtyną z chmur
Ugryźć kromkę, by stwierdzić, że żyto
Zjadły szczury i piekarz też zginął
Łyknąć wody, by stwierdzić, że studnia
Wyschła oraz wszystkie inne źródła
Wyrzec słowo, by stwierdzić, że głos
Jest krzykiem i nikogo to nie obchodzi
Dotknąć…; Rafał Wojaczek, 1969
Nie ma ucieczki od godzin i dni. Ani od ?jutra? i ?wczoraj?. Nie ma ucieczki od ?wczoraj?, bo ?wczoraj? nas odmieniło albo zostało przez nas zmienione. Kolor chwili nie ma tutaj znaczenia. Dokonała się zmiana. ?Wczoraj? nie jest kamieniem milowym, który się minęło, ale kamykiem - dniem na wydeptanej drodze lat; jest nieodwracalnie naszą cząstką - czymś, co w nas tkwi; co ciąży i przytłacza. Po ?wczoraj? nie jesteśmy zaledwie bardziej znużeni; jesteśmy po prostu inni niż przed tym kataklizmem. Przy czym ?kataklizmem? jest sam dzień, bez względu na to, co się w nim wydarzyło.
Samuel Beckett
Odwiedza nas 113 gości oraz 0 użytkowników.