Strzeżcie mnie
strażnicy moi cisi
bo słońce stygnie
a ostatni liść wawrzynu
był zakurzony
i nie nadawał się nawet do garnka
z pieczenią -
strzeżcie mnie przed tą kliszą
za trzy grosze
co wciąż się rozwija
przede mną
i chce mnie wciągnąć
jako aktora albo statystę
którego nie przewidział scenariusz -
strzeżcie mnie nawet
przed waszą obecnością
prawie zawsze zbyteczną
i nie w porę
strzeżcie mnie
od waszych przerażających absencji -
przed pustką którą stwarzacie
wokół mnie
strzeżcie mnie przed Muzami
które widziałem skulone
czy wręcz przepołowione do wymiaru popiersia
żeby lepiej się ukryć
przed moim widmowym krokiem -
strzeżcie mnie lub jeszcze lepiej
zignorujcie
kiedy wejdę do pieczary
którą już spłaciłem przed laty -
strzeżcie mnie przez famą/farsą
która wprowadziła mnie do ilustrowanego Larousse'a
żeby potem wykreślić
z nowego wydania -
strzeżcie mnie
przed tym co utrwala waszą obecność
przy moim katafalku -
strzeżcie mnie waszym zapomnieniem
jeśli to może sprawić bym się trzymał na nogach
biedne lary wiekuiście zamknięte w waszej
wątpliwej tożsamości -
strzeżcie mnie tak żeby nikt
o tym nie wiedział
bo słońce stygnie a kto to wie
ten złośliwie się z tego cieszy
o moi mali patroni
bóstwa trzeciorzędne wygnane
z eteru.
Eugenio Montale z tomiku 'Zapiski z czterech lat'

