Żyję wciąż w przekonaniu
że Szekspir był spółką.
Która przy błazeństwach wyręczała się
szarlatanami co byli mu równi geniuszem
lecz prócz pieniędzy mieli wszystko w nosie.
Nie może przełknąć zbyt wiele przetrwania.
Czasem trawi pluton, innym razem
destyluje nieliczne sylaby i wyrzuca pomnik
do kubła na śmieci. Wytwarza coś jakby grzyby
możesz ich znaleźć wiele w gromadzie, potem zostajesz
z pustymi rękami na dzień cały
lub na rok albo wiek. Zależy.

Wiersz: Opowieści literackie Eugenio Montale z tomiku 'Zapiski z czterech lat'

 

Eugenio Montale zapiski z czterech lat