
JEHUDA AMICHAJ
JAKOM ŻYW W MOIM ŻYCIU
1.
Całe życie grałem w szachy ze sobą i z innymi.
Dni mego życia to dobre i złe figury szachowe, ja i ja,
ja i ty, wojna i miłość, nadzieja i rozpacz,
figury czarne i figury białe. Teraz wszystkie pomieszane,
bez koloru, szachownica bez kwadratów, jedynie
gładka przestrzeń pomieszana z nocą, pomieszana z dniem,
gra spokojna i nie ma końca, i nie ma zwycięzców
ani zwyciężonych, a puste reguły
dzwonią na wietrze. Ja to słyszę i jestem spokojny. W moim życiu
i w mojej śmierci.
2.
Kiedy byłem dzieckiem, Słuchaj Izraelu zmawiałem w łóżku.
Pamiętam pierwszą linijkę,
"Aniele zbaw mnie od wszelkiego zła",
Potem już się nie modliłem ani w łóżku,
ani na wzgórzach, ani na wojnie, ani w dzień, ani w nocy,
ale Anioł Zbawienia pozostał ze mną i zmienił się
w Anioła Miłości, a Anioł Miłości w swoim czasie będzie
Aniołem Śmierci, ale zawsze tym samym Aniołem,
zbawiającym mnie od wszelkiego zła.
3.
Zawsze muszę wracać do piasków Aszdodu,
gdzie miałem odrobinę odwagi podczas tamtej bitwy, tamtej wojny.
Miękki bohater w miękkim piasku. Całą tę odrobinę bohaterstwa
przetrwoniłem wówczas, dlatego zawsze wracam
do piasków Aszdodu, tam są teraz
piaski wywczasów, kąpieli w morzu, zabaw dziecięcych,
flag i ratownika. Ale wtedy nie było flag i nie było ratownika.
4.
Trzy razy nawiedzały mnie skurcze ud,
podczas odwrotu, wśród piasków Aszdodu i wybuchających pocisków,
w morzu koło Cezarei, kiedy pływałem daleko od brzegu,
i w łóżku z kobietą, podczas letniej miłosnej nocy.
Trzy razy udo było twarde jak kamień,
a serce miękkie ze strachu, miękkie z miłości.
Trzy razy myślałem, że śmierć jest blisko,
a udo ciężkie jak nagrobek w ciele dla ciała.
Ale walczyłem dalej i kochałem dalej,
i płynąłem dalej jakom żyw, w moim życiu.
5.
Zawsze muszę powracać do łaskotania w dzieciństwie,
kiedy łaskotały mnie ciocie, a ja łaskotki nazywałem
aktem miłosierdzia, miłosierdzia prawdy dla radości życia.
Potem łaskotki stały się poważne, bez dźwięcznego śmiechu dziecka,
łaskotki na granicy bólu, długie uniesienie na granicy dobra i zła,
łaskotanie dzikiego pożądania i zmartwychwstania.
Czasami sięgam ręką czubka głowy, by ją podrapać,
jakbym wysyłał rakietę przez tysiące lat świetlnych do głowy w kierunku nosa,
na krańcach galaktyki, a czasami lekko przecieram rankiem oczy
w kierunku zbawiennej i uspokajającej pamięci.
Ruch uniesienia dusz od magicznych sztuczek ciała, pokolenia łaskotek.
A ponad wszystko łaskotanie, kiedy biodro zasypia, staje się obojętne
i nagle budzi się znów z tysiącem delikatnych igieł.
Tak zaczyna się także nowa religia po pokoleniach obojętności,
nagle nowe łaskotanie, nowa wiara. Amen, sela.
6.
Wiem, jak cienkie są nici wiążące mnie ze szczęściem,
ale utkałem sobie z nich mocny ubiór,
prawie delikatną zbroję, wątek i osnowę szczęścia,
które mnie ochroni i pomoże okryć nagość.
Ale czasami zdaje mi się, że moje życie nie jest warte
skóry okrywającej moje ciało ani paznokci moich palców,
którymi trzymam się życia.
Jestem jak człowiek unoszący rękę ku oczom,
by zobaczyć Czas, nawet jeśli na ręce nie ma paska zegarka.
Czasami bulgotanie wody
spływającej z wanny w moich uszach jest głosem słowika.
7.
Świat pełen jest pamięci i zapomnienia,
jak mórz i lądów. Pamięć to czasami
twardy i rzeczywisty ląd,
a czasami zakrywające wszystko morze,
jak potop, a zapomnienie to ląd, jak Ararat wybawiający.
8.
Chcę, by mój mózg nie był w głowie,
tylko w innej części ciała, w stopach, w brzuchu,
w pośladkach, i maleńki, ściśnięty mózg w pępku.
A nawet poza moim ciałem, żeby mózg był dołkiem piasku,
w którym tarzają się osły, psy i dzieci
koziołkujące z rozkoszą i radośnie wrzeszczące.
Jakom żyw, chcę, by tak było w moim życiu.
Jakom żyw w moim życiu!
9.
Każdy człowiek to tama między przeszłością a przyszłością.
Kiedy umiera, tama pęka i przeszłość wdziera się w przyszłość
i nie istnieje wcześniej ani później. Czas jest jeden,
jak nasz Bóg, nasz czas jeden.
I błogosławiona pamięć tamy.
10.
Życie zwie się życiem, jak zachodni wiatr zwie się
zachodnim, choć wieje na wschód,
jak śmierć zwana jest śmiercią, choć tchnie ku życiu.
Na cmentarzu rozpamiętuje się życie, a poza cmentarzem
rozpamiętuje się zmarłych. Tak przeszłość wiedzie w przyszłość,
choć zwie się przeszłością, tak samo ty wnikasz we mnie, a ja w ciebie w miłości,
choć zwę się moim imieniem, a ty swoim,
tak samo wiosna przemienia się w lato i tak lato idzie ku jesieni.
Tak samo myśli dotykają kresu życia. To jest flaga mego Boga.
11.
Kiedy człowiek umiera, mówią: dołączył do przodków.
Kiedy żyje, przodkowie ciągle dołączają do niego,
Każda komórka jego ciała i duszy jest posłem
któregoś z tysięcy przodków od początku dziejów.
12.
Codziennie teraz słyszę zamykające się kręgi mego życia,
słyszę trzaski zamykających się klamr, trzaski
jak pocałunki pogodzenia i miłości. Tworzą rytm
końca życia. To, co kiedyś utraciło swoje miejsce, teraz
je odnajduje, jak roztrącone kule bilardowe.
Spełniają się umowy i przepowiednie, przepowiednie prawdy
i przepowiednie kłamstwa,
znów odnajduję pokrywki garnków, które stały bez osłony.
Odnajduję pasujące do siebie części, jak fragmenty starożytnych umów
sporządzonych z gliny i złamanych na dwie nierówne, uzupełniające się
części. Jak fragmenty mozaiki.
Jak w dziecięcej zabawie w odnajdywanie brakujących elementów.
Zabawa się skończy, a obraz się dopełni.
13.
Ja. Pokój mu. Ja żywy, mówię pokój mi.
Chcę pokoju, póki jeszcze żyję.
Nie chcę czekać jak ten pobożny, który prosił o jedną nogę
ze złotego krzesła w raju, ja chcę krzesło z czterema nogami
tutaj, proste drewniane krzesło. Chcę pokoju teraz.
Życie przeszło mi na różnych wojnach: walkach zewnętrznych
i walkach wewnętrznych, walkach twarzą w twarz, a twarz
zawsze była twarzą moją, twarzą kochanka i twarzą wroga.
Na wojnach na starą broń, kije, kamienie, wyszczerbioną siekierę słowa,
tnący na strzępy nóż stępiony, miłość i nienawiść
i na wojnach na broń nowoczesną, karabin maszynowy, rakiety,
słowa wybuchające miny, miłość i nienawiść.
Nie chcę spełniać przepowiedni moich rodziców, że życie to walka,
chcę pokoju całą duszą i ciałem. Pokój mi.
14.
Kiedy umrę, chcę, by tylko kobiety zajmowały się mną w Bractwie
Pogrzebowym i czyniły memu ciału, co dobre w ich pięknych oczach,
i oczyściły moje uszy z ostatnich słów,
jakie słyszałem, i osuszyły moje wargi z ostatnich słów wypowiedzianych,
i wymazały z mych oczu obrazy, jakie widziałem,
i wygładziły czoło ze zmartwień,
złożyły ramiona na mej piersi, jak rękawy koszuli po prasowaniu,
namaściły moje ciało wonnym olejem,
namaściły mnie na Króla Śmierci jednego dnia
i ułożyły w mojej miednicy jak na paterze pełnej owoców,
jądra i członek z pępkiem i kręconymi włosami - jak
na sławnym obrazie bardzo martwej natury na tle ciemnego aksamitu,
i żeby łechtały piórkiem otwór ust i odbytu, by sprawdzić, czy jeszcze żyję.
I żeby płakały i śmiały się na zmianę i zrobiły mi ostatni masaż,
a ruch ich rąk przeniknie przeze mnie do całego świata po kres dni.
Jedna zaśpiewa modlitwę Boże pełen miłosierdzia
głosem słodkim, Boże pełen osierdzia,
by przypomnieć Bogu, że miłosierdzie bierze się z osierdzia,
miłosierdzie prawdy, osierdzie prawdy, miłość prawdy, łaska prawdy.
Jakom żyw, takiej chcę śmierci, jakom żyw w moim życiu.
JEHUDA AMICHAJ
tłum. TOMASZ KORZENIOWSKI
W Zeszytach Literackich Nr 105
Jehuda Amichaj w Zeszytach Literackich Nr 97:
Pięć fragmentów
Jak umierał ojciec
Jehuda Amichaj
Stare-nowe słowa Jehudy Amichaja
