Deszcz w maju
Poczerniała blacha
na piecu
powoli stygnie,
gdy pierwsze krople
uderzają o dach.
Późno: noc ściemniała jak owoc –
i nagły aromat gruszek wypełnia pokój.

 

Tuż przed świtem
powraca znowu, ale mocniej –
biały, równy werbel dziennego deszczu
złapanego w głęboki cebrzyk księżyca.
Blaszki tłuczonego światła
zasypują ocean i niebo,
wzgórze otwiera się ku wzgórzu,
a ja budzę się ku prostej tęsknocie,
ku wszystkiemu, czego chcę od tej zwykłej godziny,
od tej zwykłej ziemi,
tak długo już poślubionej czasowi:
słyszeć tak, jak morskie kraby słyszą fale,
głośno niczym drugie serce;
widzieć tak, jak zieleń widzi słońce,
z niepodzielną uwagą ślepej miłości.

Jane Hirshfield

Przełożyła Magda Heydel